Opublikowane w

Regulować czy nie?

To tytułowe pytanie wraca jak bumerang, gdy zastanawiam się nad powszechnie obowiązującym prawem w kwestii praw i obowiązków organizatorów imprez masowych, a w szczególności biegów ulicznych.

W minionym tygodniu uczestniczyłem w „Konferencji Organizatorów Imprez Biegowych w Polsce – Trzebnica 2013 . W swoim wystąpieniu skoncentrowałem się na kwestii poruszanej już przez Łukasza Klimczyka na portalu PrawoSportowe.pl, a mianowicie na odpowiedzi na pytanie czy organizatorzy imprez biegowych lub innych masowych zawodów np. triathlonów powinni przyjmować od uczestników jedynie oświadczenia o świadomości wysokiego ryzyka jakie ponosi uczestnik biegu i świadomości, że powinien on dysponować odpowiednim stanem zdrowia do wysiłku ponoszonego podczas biegu czy też powinni przyjmować zaświadczenia o badaniach lekarskich, potwierdzających dobry stan zdrowia uczestnika zawodów?

Źródło: http://www.maratonypolskie.pl/

Poruszyłem również kilka innych tematów związanych z konstruowaniem regulaminów biegów, w tym zagadnienia ochrony danych osobowych uczestników oraz zapisów regulaminów, związanych z ryzykiem uczestnictwa w zawodach i odpowiedzialności za ewentualne szkody wywołane przez uczestników biegów, a także kwestie związane z prawem do interpretacji regulaminów zawodów. Jest w tej materii wiele do zrobienia, ale wracając do pytania „oświadczenie czy zaświadczenie?  to obowiązująca regulacja ustawowa daje możliwość rejestracji uczestników biegów masowych za pomocą oświadczeń, bez konieczności przechodzenia przez nich badań lekarskich.

Przepis art. 37 ust. 1 Ustawy o sporcie nakłada obowiązek uzyskania orzeczenia lekarskiego o stanie zdrowia umożliwiającym bezpieczny udział we współzawodnictwie jedynie na zawodnika, który zamierza uczestniczyć we współzawodnictwie sportowym organizowanym przez polski związek sportowy. Wielu organizatorów biegów masowych uważa, że jest to regulacja niewystarczająca, bowiem jak mówią, w przypadku nieszczęśliwych wypadków, a zwłaszcza zgonów uczestników, to właśnie organizatorów, którzy mają obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa podczas biegów masowych, czeka postępowanie wyjaśniające i pytania organów ścigania o stopień zabezpieczenia imprezy. Uważają, że ustawowa regulacja i nałożenie nią na uczestnika obowiązku złożenia zaświadczenia lekarskiego, podkreślającego stan zdrowia umożliwiający start w zawodach i podjęcie wysiłku fizycznego jaki niesie za sobą start, zapewniłoby organizatorom komfort psychiczny, ale są pewne… „ale .

Po pierwsze, należy zadać sobie pytanie, czy badania lekarskie całkowicie ograniczyłyby ryzyko wystąpienia nieoczekiwanych zdarzeń podczas podejmowanego przez uczestnika biegu wysiłku fizycznego.

Po drugie, niektórzy organizatorzy zawodów po ostatnich śmiertelnych wypadkach na poznańskim maratonie i warszawskim „Biegnij Warszawo  konstruując regulaminy biegów przez siebie organizowanych wprowadzili do nich zapis o konieczności przedłożenia przez uczestnika zaświadczenia lekarskiego i jak podkreślali, wywołało to jedynie burzę na forach internetowych i pytania uczestników czy takie zaświadczenie jest konieczne?

A jakie jest Państwa zdanie na ten temat?

Opublikowane w

Zastaw się, a postaw się!

„Zastaw się, a postaw się  – znane przysłowie dotyczące najczęściej organizowania hucznych wesel, ale także odnoszące się do wystawiania uroczystych świątecznych obiadów i prezentów ponad stan, a pieniądze na ten cel, pochodzą najczęściej z kredytu, ale to powiedzenie ma zastosowanie nie tylko w życiu codziennym, ale także w sporcie.

Czytam prasę, portale internetowe, a  tam sporo miejsca poświęca się żużlowej ekstralidze i drużynom w niej występującym i nie wraca się już do zakończonego sporym zgrzytem – mówiąc eufemistycznie – finału ligi, ale piszę się o tym, kto z kim podpisze, kto zostaje w dotychczasowym klubie, a kto wybiera nową drużynę? Transferowa karuzela trwa. W tym sezonie jest ona powiązana ze skróceniem okresu kontaktowania jeźdźców  w porównaniu z ubiegłymi latami.

Wśród tych informacji pojawiają się też takie, że kilka klubów chce wziąć kredyt bankowy na pokrycie kosztów bieżącej działalności, a co bardziej zatrważające na spłatę zaległości wobec zawodników za sezon 2013. Jeżeli faktycznie mamy do czynienia z tym drugim, to płynność finansowa tych klubów jest już poważnie zagrożona. Według informacji Przeglądu Sportowego cztery kluby chcą wziąć w sumie 8,2 miliona złotych na spłatę długów. Przerażające. Na szczycie listy wg „PS  jest Stal Gorzów, której miasto ma poręczyć kredyt na poziomie 3,5 miliona złotych. Pożyczki chcą wziąć także Włókniarz Częstochowa, Falubaz Zielona Góra oraz Wybrzeże Gdańsk, które po spadku biło się udanie zresztą w I lidze o powrót w szeregi najlepszych. Nota bene, zespołowi z Gdańska kredyt ma poręczyć sponsor klubu, dealer jednej z marek samochodowych.

Poprzedni beniaminek, zresztą jednoroczny, bo nie zdołał na dłużej zagrzać miejsca w Ekstralidze – Start Gniezno też żył ponad stan, a ostatnio wydał nawet oświadczenie, które temu życiu, może nie położy jeszcze kresu, ale na pewno wprowadzi do organizmu kurację i to bliższą szpitalnej niż zwykłemu leczeniu ambulatoryjnemu. Otóż kilka dni temu Zarząd klubu z Gniezna złożył następującej treści oświadczenie:

„Zarząd Start Gniezno Spółka Akcyjna informuje, że zgodnie z obowiązującym prawem złożył w Sądzie Rejonowym w Poznaniu wniosek o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Ponadto wniosek ten uzupełnił propozycjami układowymi i projektem planu naprawczego dla spółki. Działanie to podyktowane jest gotowością do spłaty zobowiązań wobec swoich wierzycieli w toku postępowania naprawczego oraz zapewnieniem warunków dalszego funkcjonowania klubu. W najbliższym czasie plan naprawczy będzie sukcesywnie przedstawiany wierzycielom w celu zawarcia z nimi możliwego do realizacji układu.

O dalszych szczegółach toczącego się postępowania Start Gniezno Spółka Akcyjna będzie informować na bieżąco .

Mecenas Tomasz Dauerman, pisząc niedawno o wizerunku pisał o karach nałożonych na Davey'a Watta i Sebastiana Ułamka właśnie za kwestie wizerunkowe, a może włodarzom klubu przyświecała też kwestia finansowa. Ukarzemy zawodnika, to mniej mu będzie trzeba zapłacić – taki tok myślenia, również dawniej obowiązywał w klubach piłkarskich, ale co te kluby doprowadziło kłopotów finansowych? Ano, nadmierny i nie mający pokrycia w środkach finansowych „wyścig zbrojeń  czyli kontraktowanie zawodników, przebijanie ofert innych klubów i duże żądania finansowe zawodników. Tak było w futbolu i gdzieniegdzie jeszcze jest, choć nowy proces licencyjny wprowadzony przez Polski Związek Piłki Nożnej i Ekstraklasę S.A. w przypadku piłkarskiej ekstraklasy hamuje te zapędy. Dość powiedzieć, że trzy kluby: Górnik Zabrze, Ruch Chorzów i Widzew Łódź otrzymały również nadzór w postaci maksymalnej wysokości kontraktu (odpowiednio 25 tys. zł, 15 tys. i 5 tys.).

Czekamy na nowy proces licencyjny w żużlowej ekstralidze, ten na sezon 2014. To przecież po to, by przejść go zwycięsko, wspomniane wyżej kluby biorą pożyczki. Może warto byłoby pójść drogą futbolu i w przyszłości też wprowadzić ograniczenia wysokości zarobków. Takie obowiązują m.in. w amerykańskich ligach zawodowych i noszą nazwę Salary Cap. A może warto doraźnie poszczególnym klubom wprowadzać taki limit. To na pewno ciekawy temat do dyskusji czy na kolejny artykuł.

Czy może zawodnicy są przepłacani? Takie głosy chodzą po środowisku piłkarskim i tam już widać, że obecnie nie płaci się aż tyle, co jeszcze kilka lat temu. Swego czasu w polskim futbolu masowo sprowadzało się zawodników z zagranicy, którzy najlepsze mieli już dawno za sobą, albo trafiali do Polski tylko dlatego, że nie łapali się w porządniejszych ligach. Nasza żużlowa Ekstraliga to absolutna czołówka, jak nie najlepsza liga na świecie, choć niektórzy uważają, że to sport absolutnie niszowy.

Wróciłbym jeszcze do sposób budowania zespołu. Najlepsze drużyny, to zawsze takie, które mają mieszankę rutyny z młodością, doświadczenia i fantazji, gwiazd i wyrobników, osobowości i tych, którzy podporządkowują się grupie, wreszcie tzw. zawodników pierwszej i drugiej linii. Zawsze musi być odpowiedni balans. I finansów – Drodzy Działacze – też!

Jak spojrzy się na skład startu, który próbował gonić resztę stawki zawodnikami, którzy mają młodość już dawno za sobą i zobaczy, że Australijczyk Davey Watt ma prawie 36 lat, Duńczyk Bjarne Pedersen jest jego rówieśnikiem, jego rodak Adam Shields jest o rok starszy, a Sebastian Ułamek za niespełna dwa lata skończy 40-tkę to widać, że pogoń za najlepszymi już w samym założeniu miała prawo się nie udać, a może Zarząd powinien był szerzej postawić na młodzież, pocieszyć się ledwie rok byciem wśród najlepszych i budować dalej nie zadłużając się?

Kilka lat temu w piłkarskiej ekstraklasie grała taka Odra Wodzisław, w której przed rundą wiosenną sprowadzono wagon piłkarzy mających dać utrzymanie. Teraz gra ona w III lidze, a nie w ekstraklasie.

A może warto „zamknąć ligę ? Ligi zamknięte mamy za ocean. Mamy także naszą Plus Ligę siatkarzy, która zdała egzamin jako liga, z której zespoły nie spadają. Dopiero w tym roku „wpuszczono  do niej zespoły z Radomia i Bielska-Białej, a takie drużyny jak AZS Częstochowa czy AZS Olsztyn mogły spokojnie grać, wystawiać w składzie młodych zawodników, a nie musiały na siłę kontraktować graczy, którzy sporo zarabiają, a nie dają sportowej gwarancji utrzymania, bo zespół budowany jest na prędce, nie ma motywacji i są zaległości. Dlatego z entuzjazmem przyjąłem wiadomość, że władze Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej, które zarządzają Plus Ligą oraz Orlen Ligą siatkarek przymierzają się do stworzenia z tej drugiej również ligi zamkniętej.

Powodzenia!

Opublikowane w

Naturalizować czy nie?

Kibice piłkarscy w Polsce pasjonują się pierwszym zgrupowaniem reprezentacji pod wodzą nowego selekcjonera – Adama Nawałki. Jak łatwo zauważyć nie ma nim żadnego „farbowanego lisa , choć przyznam, że to sformułowanie użyte kiedyś przez ówczesnego selekcjonera Franciszka Smudę jest bardzo niefortunne i nie podoba mi się, bo jest negatywnie zabarwione.

Pamiętamy czasy, kiedy jeszcze za Leo Benhakkera w reprezentacji debiutował Ludovic Obraniak, a za Smudy – Eugen Polanski, Sebastian Boenisch czy Damien Perquis. Idea była taka, że drużynę mogą zbawić piłkarze z polskim paszportem, wychowani w innych systemach szkolenia. Zalety tego rozwiązania: „gotowy , wyszkolony piłkarz, grający na Zachodzie w lepszej lidze. Podstawowa wada – brak związania z drugą ojczyzną czyli Polską lub związanie z tą ojczyzną, ale w mniejszym stopniu niż reprezentanci na co dzień grający w Polsce. Często było tak, że taki piłkarz przyjeżdżał na zgrupowanie i dopiero poznawał niektórych kolegów. Ponadto nie wszyscy tacy zawodnicy mówią po polsku. A to już duży minus. Oczywiście reprezentanci pochodzący z Niemiec lepiej znają nasz język niż ci z Francji.

Nie mniej jednak trzeba zastanowić się czy to dobra droga naturalizacji, chodzi choćby o znajomość piłkarzy z polskiej ligi. Nie mnie tu wnikać w kompetencje Adama Nawałki i to czy zechce powoływać na następne zgrupowania tych piłkarzy. Pamiętamy pierwsze naturalizacje z początku tego wieku, bo na takie oczywiście piłkarskie przepisy pozwalają. Obecnie nawet można desygnować do seniorskiej reprezentacji jednego kraju piłkarza, który grał w młodzieżowych reprezentacjach innego państwa.

Nie będę jednak wchodzić w niuanse, ponieważ chcę jak najszybciej pokazać drugą drogę powoływania do reprezentacji piłkarza, pochodzącego z innego kraju, ale mocno związanego z państwem, którego reprezentacyjnych barw broni lub zamierza bronić. Takimi piłkarzami dla reprezentacji Polski byli: Emmanuel Olisadebe, grający wówczas w Polonii Warszawa i Roger Guerrieiro z Legii. Nigeryjczyk był filarem reprezentacji Jerzego Engela i dobrze radził sobie w kadrze zanim nie przeniósł się do Panathinaikosu Ateny, bo wtedy już z przyjazdami na kadrę było gorzej. Co do Rogera zdania były podzielone czy ma reprezentować Polskę czy nie. Ta jednak droga wydaje się bardziej słuszna. Gram w kraju, którego barwy chcę reprezentować, być może zamierzam założyć rodzinę w tym kraju albo ją zakładam jak Olisadebe, biorąc wówczas za żonę Panią Beatę z Warszawy. Koszykarz Thomas Kelati w czasach gry w Turowie Zgorzelec również założył w Polsce rodzinę i z naszym krajem do dziś jest związany, chętnie występując w reprezentacji czego nie można powiedzieć o Davidzie Loganie, dla którego występy w reprezentacji Polski i nasz paszport były raczej promocją i okazją do gry w krajach europejskich na prawach zawodnika z Europy.

żródło:

http://www.youtube.com/watch?v=bEMSbD98_Kk

Są tacy koszykarze jak Mantas Cesnauskis czy Oded Brandwein, o których pisałem przy okazji artykułów o „zawodniku miejscowym  w przepisach koszykarskich, którzy nie mają statusu takiego zawodnika mimo posiadania obywatelstwa polskiego, ponieważ w myśl przepisów obowiązujących w baskecie nie mogą grać dla nowego kraju z racji występów juniorskich – odpowiednio – w reprezentacjach Litwy i Izraela.

Szalony rzut Mantasa Cesnauskisa

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=iDf-3tL4AYM

Cała Hiszpania czekała ostatnio na deklarację Brazylijczyka Diego Costy – napastnika robiącego furorę w Atletico Madryt i pozwalającego zapomnieć z racji świetnej gry i strzelanych bramek -szkoleniowcowi zespołu z Madrytu Diego Simeone – o odejściu do Monaco Radamela Falcao. Costa otrzymał w tym roku hiszpański paszport i wybrał Hiszpanię, a nie Brazylię. Tu bowiem otrzymał dużą szansę zaistnienia, a reprezentacja Brazylii to drużyna, do której do gry w jedenastce podobnie, jak w przypadku innego południowo-amerykańskiego państwa – Argentyny – aspiruje co najmniej trzydziestka graczy.

Próbka umiejętności strzeleckich Diego Costy

źródło: http://www.youtube.com/watch?v=WFZt2q2DsuE

Costa wybrał tak jak Eduardo da Silva, który z kolei był zupełnie nieznany w swoim kraju, gdy wyjeżdżał jako nastolatek do Chorwacji. Występy w lidze tego kraju, przede wszystkim w regularnie sięgającym po mistrzostwo kraju – Dinamie Zagrzeb pozwoliły mu zadebiutować w kadrze Chorwacji i zaowocowały transferem do Arsenalu Londyn. Teraz Eduardo gra w Szachtarze Donieck, ale jest cieniem wspaniale zapowiadającego się piłkarza, za sprawą faulu piłkarza Birmingham City – Martina Taylora, który doprowadził do załamania kariery. To cud, że po takiej kontuzji stawu skokowego piłkarz jeszcze wrócił do grania.

Dramatyczna kontuzja Eduardo da Silvy

źródło: http://www.youtube.com/watch?v=5fo6vyFfIdo

W Szachtarze Eduardo zetknął z innym piłkarzem, który wybrał reprezentację tego drugiego kraju – Marko Dewyczem, bo tak brzmi nazwisko zawodnika po ukraińsku, a Dewycz to nie nikt inny jak Dević, z pochodzenia Serb, który już prawie 10 lat temu wyjechał ze swojego kraju do Wołynia Łuck. Piłkarz ten już w 2008 roku otrzymał ukraińskie obywatelstwo i wobec braku powołania od serbskich selekcjonerów zdecydował się na grę dla Ukrainy. 19 listopada 2008 zadebiutował w nowej reprezentacji w spotkaniu towarzyskim z Norwegią, wygranym 1:0.

Dewycz to nie jedyny piłkarz reprezentacji Ukrainy pochodzący z innego kraju. Takim graczem jest występujący w Metaliście Charków – podobnie jak obecnie Dewycz – pochodzący z Brazylii Edmar. Zawodnik ten jest podstawowym kreatywnym graczem kadry Myhajły Fomienki. Dla nowego kraju gra bardzo dobrze. Naturalizacja przyniosła pożytek i reprezentacji i piłkarzowi.

Zatem chciałem zaprosić Państwa do dyskusji i odpowiedzi na pytania:

Naturalizować czy nie?

Jeśli tak, to kogo?

Opublikowane w

Piłkarskie nokauty

Temat, który dziś poruszę, gdzieś tam od lat siedział w tyle mojej głowy, ale dopiero ostatnie zdarzenia spowodowały, że chcę go uwolnić. Otóż, oglądając transmisję niedzielnego meczu Werderu Brema z Hannover 96 zobaczyłem zderzenie głowami dwóch zawodników, z których jeden potrzebował chwilę by się „otrząsnąć , ale wrócił na boisko i dalej grał.

Również sprawozdawcy Eurosportu 2 dali mi do tego asumpt, opowiadając anegdotę o bramkarzu, który zderzył się głową z innym zawodnikiem, ale nie zszedł z boiska, a w szatni pytał kolegów co się stało i czy grał do końca i był niesamowicie zdziwiony, gdy koledzy przypomnieli mu, że obronił karnego. Zapaliło mi się w głowie „czerwone światło  czy aby tak może być, że zawodnik po takim urazie, który choćby w najmniejszym stopniu zakłóca pracę mózgu może być narażony na dalszy wysiłek fizyczny?

Okazuje się, że w przepisach FIFA i UEFA, a także PZPN nie ma mowy o takich sytuacjach. Gdy włączyłem najpopularniejszy na świecie serwis video i zacząłem szukać podobnych zderzeń, natrafiłem na zdarzenie z soboty, kiedy to bramkarz Tottenham Hotspur, reprezentant Francji Hugo Lloris zderzył się z napastnikiem Evertonu – Belgiem Romelu Lukaku.

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=b_AobtKM8UU

Krążąc dalej po meandrach internetu natrafiłem na wpis żony bramkarza na Twitterze. –  Bardzo dziękuję za wsparcie. Hugo czuje się dobrze  – napisała Pani Lloris. W tak optymistycznym tonie nie wypowiadają się już natomiast brytyjscy lekarze, media i organizacje pozarządowe, oskarżając sztab szkoleniowy i medyczny Tottenhamu o nieodpowiedzialność. – Pozwalając mu na kontynuowanie gry, narazili zawodnika na uszkodzenia mózgu. On powinien zostać natychmiast zdjęty z boiska i zabrany do szpitala na badania – powiedział rzecznik prasowy organizacji charytatywnej  Headway , która zajmuje się osobami po urazach mózgu.

Dla osób o silnych nerwach znalazłem spory clip z podobnymi nokautami.

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=7JW9EIHBapQ

Nie wiem czy uczestnicy tych zdarzeń grali dalej czy trafiali do szpitala. W tamto miejsce pojechał na pewno reprezentant Polski Damien Perquis, który w sobotnim meczu ligowym Betisu Sevilla doznał poważnej kontuzji szczęki, a jak mawiają fachowcy uderzenie w szczękę może spowodować bardzo poważne konsekwencje łącznie z uszkodzeniem odcinka szyjnego kręgosłupa, bo szczęka i żuchwa  – delikatnie osadzone – są tylko przekaźnikami uderzenia na kręgosłup i głowę.

Są dyscypliny sportu, w których uderzenie w głowę i sposób wyeliminowania przeciwnika z dalszej walki zwany nokautem (z ang. KnockOut) są uregulowane, obarczone szczególnymi zaleceniami, by dbać o zdrowie zawodnika, bo dalsza walka po takim urazie i być może już i po urazie mózgu – do którego mogło dojść – może być już dla zawodnika tylko „rosyjską ruletką , igraniem ze śmiercią.

Pojęcie nokautu czyli KO i wyniku walki (wygrał/przegrał przez KO) wiąże się ze sportami tzw. „uderzanymi  (boks, kickboxing i mieszane sztuki walki zwane MMA od ang. Mixed Martial Arts). Nie będę niniejszym zagłębiał się w zagadnienia nokdaunu czy liczenia zawodnika przez sędziego, ale zwrócę uwagę na szczególne konsekwencje nokautu na podstawie Regulaminu Polskiego Związku Kick Boksingu dla formuły Full Contact.

Art. 17   Postępowanie po silnym ciosie

1. Jeżeli zawodnik pozostaje w stanie utraty świadomości powyżej 10 sekund należy:

a. zakończyć walkę

b. wezwać lekarza lub ratownika medycznego, by natychmiast zbadał go i zalecił dalsze postępowanie.

c. wpisać ten fakt do protokołu i książeczki sportowo-lekarskiej zawodnika.

2. Po otrzymanym silnym ciosie (nokautującym), zawodnik nie może walczyć przez 4 tygodnie; przed powrotem do rywalizacji musi ponowić badania lekarskie, w tym EEG.

3. Zawodnik, który miał uraz głowy (KO) 2 razy w okresie trzech miesięcy nie może walczyć przez następne 3 miesiące (konieczne są wtedy ponowne badania lekarskie, w tym EEG).

4. Zawodnik, który miał uraz głowy (KO) 3 razy w okresie 1 roku nie może walczyć przez okres 12 miesięcy (konieczne są wtedy badania lekarskie, w tym EEG).

Te zasady obowiązują również w polskich zawodach MMA: ALMMA i PLMMA.

Badanie EEG, to nic innego jak Elektroencefalografia czyli nieinwazyjna metoda diagnostyczna służąca do badania bioelektrycznej czynności mózgu za pomocą elektroencefalografu. Badanie polega na odpowiednim rozmieszczeniu na powierzchni skóry czaszki elektrod, które rejestrują zmiany potencjału elektrycznego na powierzchni skóry, pochodzące od aktywności neuronów kory mózgowej i po odpowiednim ich wzmocnieniu tworzą z nich zapis – elektroencefalogram[1].

Nie powinno się również utożsamiać nokautu czy silnego ciosu z otarciami skóry czaszki. Bardzo często takie ciosy są „bezkrwawe . Lekarz, ratownik medyczny, fizjoterapeuta klubowy czy masażysta powinien w oczy zawodnika, obserwując szerokość źrenic.

Nie bez kozery, kilka akapitów poświęciłem sportom walki tym „uderzanym , których istotą jest zadanie ciosu, ale takie kontaktowe dyscypliny sportu jakimi są piłka nożna, piłka ręczna czy koszykówka też niosą za sobą ryzyko zdarzeń często zupełnie przypadkowych, czasem może trochę zamierzonych, choć to generalnie niezgodne z przepisami gry. Co jakiś czas zdarzają się tam nokautujące ciosy, po których dość często zawodnicy pozostają na boisku czy parkiecie.

Na pewno warto to uregulować przepisami podobnymi do sportów walki, zanim nie zdarzy się tragedia. Sport jest coraz bardziej kontaktowy, zawodnicy coraz silniejsi, a gra i taktyka coraz bardziej agresywne. Taki czas, a wszystko idzie z duchem czasu i z duchem gry i walki powinny pójść przepisy.

Zatem, Panowie z PZPN do roboty!

Klubowi lekarze również, czy to w Polsce, czy to w największych klubach Europy też powinni mieć trochę odwagi, by powiedzieć trenerowi, że ten zawodnik nie nadaje się już do kontynuowania gry i powinien zejść z boiska, opuścić ze dwa, trzy następne treningi i zrelaksować się w domu, a nie narażać swój organizm na poważne konsekwencje i powikłania.

A co Państwo o tym myślą?

[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Elektroencefalografia

Opublikowane w

Zapraszamy do nowej aplikacji

Aplikacja to według Słownika Języka Polskiego[1] – praktyka odbywana przez osoby po ukończeniu studiów prawniczych, przygotowująca do określonych zawodów prawniczych. To jedno znaczenie tego słowa. Drugie, nabierające coraz większego znaczenia w dobie nowoczesnych technologii to – program użytkowy w komputerze czy na urządzeniu mobilnym (smartfonie, tablecie).

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, oddajemy w Wasze ręce nowe narzędzie – aplikację PrawoSportowe.pl na urządzenia mobilne, działające w systemie Android. Chcemy ułatwić Wam korzystanie z naszego portalu. Dla użytkowników komputerów stacjonarnych czy notebooków nic się nie zmieni, ale za to osoby korzystające ze smartfonów czy tabletów, działających w systemie Android otrzymują aplikację, z nowoczesnym intefejsem, który w znaczący sposób uprości korzystanie z portalu w porównaniu z korzystaniem przy pomocy tradycyjnej przeglądarki.

W wygodny sposób będziecie mogli poczytać artykuły na blogu i dodać swój komentarz. Będziecie mogli przejrzeć źródła prawa powszechnie obowiązującego, dotyczące sportu, turystyki oraz aktywnego wypoczynku; przepisy polskich związków sportowych (statuty, regulaminy i inne); przepisy międzynarodowe i krajowe dotyczące poszczególnych dyscyplin sportu; opinie prawne i wzory umów.

Aplikację można pobrać bezpłatnie pod tym linkiem:

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.ps.prawosportowe

Mogą Państwo również odczytać QR Code naszej aplikacji z grafiki ilustracyjnej, korzystając z odpowiedniej aplikacji do odczytywania kodów w Państwa urządzeniu!

Zapraszamy! Miłego użytkowania!

[1] http://www.wsjp.pl/index.php?id_hasla=9862 amp;id_znaczenia=3047581 amp;l=1 amp;ind=0

Opublikowane w

Pamiętajmy o nich

Jak co roku, z początkiem listopada odwiedzamy cmentarze. Wszystkich Świętych, to jedno z największych świąt kościelnych, a dzień później, czyli 2 listopada przypada Dzień Zaduszny, w którym wspominamy tych którzy odeszli. Wspominany Najbliższych, Przyjaciół, Znajomych i Tych, których nie znaliśmy osobiście, Tych, którzy przysparzali wiele radości i chwały swoimi występami na sportowych arenach.

W takich chwilach zwykle ożywają wspomnienia o sukcesach, medalach, wspaniałych występach, meczach. Oni rozgrywają już teraz swoje mecze „Tam … na innych stadionach, w innych halach. Ścigają się na innych torach wyścigowych, bo nie ma Ich wśród nas.

Ledwo minął ten szczególny czas początku listopada ubiegłego roku, a odeszła od nas wybitna polska koszykarka – legenda tego sportu we Wrocławiu – Teresa Swędrowska. Do ostatnich dni działała na rzecz swojej ulubionej dyscypliny – koszykówki. Realizowała swoje pasje również po zakończeniu wspaniałej sportowej kariery, okraszonej wieloma występami w reprezentacji Polski, medalami Mistrzostw Europy i złotym medalem Mistrzostw Polski wywalczonym ze Ślęzą Wrocław w 1987 roku. Odeszła, mając ledwie 53 lata, mogąc jeszcze wiele zrobić. Pracowała też z zespołami Uniwersytetu Wrocławskiego, przekazując studentkom i studentom nie tylko swoją wiedzę koszykarską, ale także wielką pasję i życzliwość. Pełniła także funkcję komisarza meczów ekstraklasy koszykarek i koszykarzy. Przekazywała swoje uwagi sędziom, wykorzystując swoje wielkie doświadczenie z parkietów koszykarskich, ze swej wspaniałej kariery, przekazując je innym. Odeszła.

Z Wrocławiem, także związany był Stanisław Szozda. Pod koniec września pożegnaliśmy byłego kolarza szosowego, zwycięzcę Wyścigu Pokoju i Tour de Pologne, medalistę olimpijskiego i mistrzostw świata. Największe sukcesy święcił z kolegami z reprezentacji w wyścigu drużynowym na 100 kilometrów. W nim wywalczył srebrne krążki na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 roku i w Montrealu – 4 lata później oraz tytuły Mistrza Świata w 1973 i 75 roku. Był także wicemistrzem świata w wyścigu indywidualnym w 1973 roku, gdzie przegrał tylko z Ryszardem Szurkowskim.

Nie ma już także wśród nas legendy śląskiej piłki nożnej, ale najmocniej związanego z Chorzowem i Ruchem – Jerzego Wyrobka. Odszedł w marcu 2013, przegrywając z wylewem. Był walecznym obrońcą, reprezentantem Polski i trenerem, synem bramkarza, również reprezentanta. Po tytuły Mistrza Polski sięgał ze swym ukochanym Ruchem jako zawodnik w 1974, 75 i 79 roku i jako trener w 1989 roku. To był ostatni jak do tej pory tytuł Chorzowian. Najpierw w 1987 roku, Ruch po przegranych barażach opuścił szeregi ekstraklasy po raz pierwszy od jej powstania czyli od 1921 roku, by po rocznej banicji wrócić do grona najlepszych i od razu wygrać ligę. Poza Ruchem, Jerzy Wyrobek szkolił także piłkarzy Odry Wodzisław, Pogoni Szczecin, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, Tura Turek, GKS Jastrzębie czy Zagłębia Sosnowiec. Został pochowany na cmentarzu w Chorzowie Batorym, dzielnicy-mateczniku swojego ukochanego Ruchu.

W kwietniu pożegnaliśmy również Wacława Nycza. Wypadek samochodowy zakończył życie tego Mistrza Świata w lataniu precyzyjnym i rajdowo-nawigacyjnym, wieloletniego pilota cywilnego, w tym Boeingów wykonujących w barwach LOT-u rejsy transatlantyckie do USA i Kanady.

W słynnym wyścigu 24-godzinnym Le Mans życie stracił duński kierowca Allan Simonsen. W wyścigu serii Porsche zginał Sean Edwards, a podczas testów teamu Maroussia – Hiszpanka Maria de Villota, córka hiszpańskiego kierowcy Formuły 1 – Enrique de Villoty. Z kolei, w  wyniku powikłań po nagłym zatrzymaniu krążenia zmarł w lipcu Cristian Benitez, piłkarz, 58-krotny reprezentant Ekwadoru. Był prawdziwym łowcą bramek i to w meczach ligowych i reprezentacji swojego kraju, dla której strzelił 24 gole.

To tylko, niektórzy. Wielu z nas straciło w mijającym roku szczególne osoby.

Pamiętajmy o nich i o innych, którzy od nas odeszli!

Opublikowane w

O zmianach znów kilka słów

O zmianach w przepisach prawnych, i to zarówno w powszechnie obowiązującym polskim prawie w aspekcie sportu, jak i w przepisach światowych czy europejskich federacji sportowych piszemy jak tylko te najbardziej istotne się pojawią lub pojawią się ich projekty. Dziś poza proponowanymi zmianami w przepisach, będzie również o zmianach na naszym portalu, ale to na koniec.

Wielu kibiców czeka na informacje czy będą zmiany w regulaminie żużlowej Ekstraligi? Czy będzie KSM, czy go nie będzie? Po ostatnich ruchach klubów, w tym przedłużeniu kontraktu przez Włókniarza Częstochowa z utalentowanym na miarę Hansa Nielsena czy Erika Gundersena, Duńczykiem Michaelem Jepsenem Jensenem i ruchach innych klubów wygląda, że KSM nie będzie obowiązywać, bo to przecież przedstawiciele klubów decydują o kształcie regulaminu rozgrywek i kontraktowaliby gwiazd, gdyby wiedzieli, że niektórych z nich będzie trzeba się pozbyć.

W żużlowym środowisku, głośno natomiast o karze nałożonej na Unibax Toruń za „dezercję  meczu finałowego w Zielonej Górze. Nie wiadomo jeszcze czy i w jakim zakresie władze toruńskiego klubu będą od decyzji. Kara jest dotkliwa. Komisja Orzekająca pod przewodnictwem Zbigniewa Owsianego ukarała toruński klub grzywną w łącznej wysokości prawie 2,5 miliona złotych. Składa się na nią: 363 tys. za nieprzestrzeganie regulaminu, 574 810 odszkodowania Stelmetowi za utracone dochody i 1,5 mln (po 500 tys.) dla trzech wybranych organizacji pożytku publicznego zbierających pieniądze na leczenie chorób nowotworowych dzieci. Ponadto Unibax ma rozpocząć kolejny sezon z 12 ujemnymi punktami na koncie, a na trzy pierwsze ligowe mecze, cena biletów na pojedynek w Toruniu ma wynosić złotówkę od każdego kibica. Toruński klub ma prawo odwołania się do Trybunału Związkowego PZMot w terminie 14 dni.

Jak będzie, zobaczymy? Poczekamy na oficjalne decyzje UEFA w sprawie terminów meczu eliminacji piłkarskich Mistrzostw Europy Francja 2016. W prasie niemieckiej pojawiły się informacje od przedstawicieli tamtejszej federacji piłkarskiej jakoby spotkania tej fazy rozgrywane były nie jak do tej pory w piątki i wtorki, ale przez sześć dni, od czwartku do wtorku. Oczywiście zachowany byłby trzydniowy czas odpoczynku dla każdej reprezentacji, bo poszczególne grupy grałyby wg następującego klucza: czwartek (pierwszy mecz) – niedziela (drugi); piątek (I) – poniedziałek (II) i sobota (I) – wtorek (II). Dokładny terminarz ma być znany po 23 lutego przyszłego roku, czyli po losowaniu grup. Uczestnicy kwalifikacji zostaną podzieleni na dziewięć grup i zapewne po trzy grupy rywalizować będą w każdym ze wspomnianych powyżej cykli. Telewizja, transmisje, nowe technologii to wymusza na specjalistach od marketingu i federacjach takie decyzje.

Czasu dla reprezentacji mniej, ale intensywność meczów większa, dodając do tego występy czołowych piłkarzy w superklubach i grę w krajowych rozgrywkach, Lidze Mistrzów lub Lidze Europy, a do tego w krajowym pucharze czy jeszcze jak ma to miejsce w Anglii czy Francji – w Pucharze Ligi jest „grubo , jak mawiają młodzi ludzie w swoim slangu.

Czy proponowane zmiany poza atrakcjami telewizyjno-marketingowymi przyniosą też atrakcyjny poziom gry, czy może gwiazdy będą zmęczone? O tym na pewno się przekonamy i będziemy mogli stwierdzić podsumowując eliminacje EURO 2016.

O wiele krócej, bo ledwie kilka dni przyjdzie czekać Naszym Czytelnikom na zmianę, a w zasadzie nowość w korzystaniu z portalu https://prawosportowe.pl/ . Otóż poza tradycyjnym korzystaniem z portalu zaproponujemy Państwu możliwość korzystania z aplikacji na urządzenia mobilne, działające w systemie Android. Idziemy z duchem czasu, wiemy, że wielu z Was korzysta z tabletów czy smartfonów. Zatem użytkownicy takich urządzeń dostaną od nas kolejne narzędzie.

Przypomnę jesteśmy na Facebooku: https://www.facebook.com/prawosportowe?ref=hl , „ćwierkamy  na Twitterze: https://twitter.com/PrawoSportowepl , a niebawem pojawią się na naszej stronie narzędzia umożliwiające instalację aplikacji na urządzenia mobilne.

Szczegóły niebawem! Zapraszamy!

Opublikowane w

Pomyłka bez konsekwencji?

Kilka dni temu Komisja ds. Rozgrywek i Piłkarstwa Profesjonalnego Polskiego Związku Piłki Nożnej oddaliła protest Wisły Płock, złożony po błędzie sędziego Roberta Małka, prowadzącego wyjazdowy mecz I ligi, między Wisłą i GKS-em Tychy.

Spotkanie rozgrywane było w Jaworznie, gdzie GKS gra wszystkie mecze w roli gospodarza, ze względu na remont stadionu w Tychach. W 74 minucie sędzia Robert Małek nie usunął z boiska zawodnika gospodarzy, któremu pokazał dwie żółte kartki, a powinien, bo tak nakazują przepisy. Klub z Płocka domagał się walkowera lub powtórzenia meczu lub dogrania od nowa tych 16 minut, które GKS Tychy grał w jedenastu, zamiast w dziesięciu.

Komisja oddaliła protest, choć decyzja nie była łatwa.  Działacze PZPN konsultowali się nawet w tej sprawie z FIFA i UEFA. – Konsultowaliśmy sprawę z FIFA i UEFA. Obie instytucje odpowiedziały, że decyzja to wewnętrzna sprawa PZPN. Zdecydowaliśmy, że nie chcemy robić precedensu – powiedział „Przeglądowi Sportowemu  Łukasz Wachowski, wiceprzewodniczący Komisji. Gdzie zatem leży problem? Ano, w braku odpowiedniego przepisu w Regulaminie Rozgrywek I ligi czy innych związkowych regulaminach, których postanowienia można byłoby zastosować w drodze analogii.

Najpierw może o podstawach prawnych działania Komisji ds. Rozgrywek i Piłkarstwa Profesjonalnego PZPN. Reguluje je Uchwała nr VI/127 z dnia 27 czerwca 2012 roku Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie przyjęcia Regulaminu Komisji ds. Rozgrywek i Piłkarstwa Profesjonalnego. Rolę Komisji definiuje §1 Regulaminu:

§1

Komisja ds. Rozgrywek i Piłkarstwa Profesjonalnego, zwana dalej „Komisją  jest organem doradczym Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, powołanym do realizacji zadań w zakresie prowadzenia rozgrywek I i II ligi oraz Pucharu Polski, sprawowania nadzoru nad rozgrywkami prowadzonymi przez Związki Piłki Nożnej. Ponadto Komisja jest powołana do ustalania ekwiwalentu za wyszkolenie zawodników zgodnie z właściwością określoną przepisami związkowymi.

Szczegółowe kompetencje i zakres działania Komisji znajdujemy §5 Regulaminu.

§5

Do kompetencji Komisji należy:

1. w zakresie rozrywek l i II ligi oraz Pucharu Polski szczebla centralnego:

a. uprawnienie zawodnika w przypadkach skierowanych przez Departament Rozgrywek PZPN,

b. weryfikacja zawodów na podstawie protokołów sędziowskich, skierowanych przez Departament Rozrywek PZPN,

c. podejmowanie decyzji, w tym rozpatrywanie odwołań i protestów, w sprawach określonych przepisami związkowymi

d. opracowywanie regulaminów l i II ligi oraz regulaminu rozgrywek Pucharu Polski.

Do sędziowskiej kontrowersji doszło przed końcem spotkania. GKS przeprowadzał wtedy zmianę, a Patrik Czarnota opuszczał boisko tak wolno, że został ukarany przez sędziego Małka żółtą kartką za opóźnianie gry. Jego zespół prowadził wówczas 1:0 i takim zresztą wynikiem mecz się zakończył. Słowak miał wtedy już na swoim koncie żółtą kartkę za wcześniejszy faul. W takiej sytuacji arbiter nie powinien dopuścić do zmiany, tylko wyrzucić Czarnotę do szatni. Jego zespół zostałby wówczas w „10  na boisku. Tak się jednak nie stało. Sędzia pozwolił GKS-owi na zmianę i grę w pełnym składzie. Sędzia techniczny tłumaczył się po meczu, że Słowak został po opuszczeniu boiska odesłany do szatni, a błędem było to, że publicznie nie zobaczył czerwonej kartki.

No właśnie, przewinienie zostało popełnione na boisku, więc sędzia musiał wyciągnąć żółtą kartkę, a w jej konsekwencji pokazać zawodnikowi czerwony kartonik i wyrzucić go z boiska.  – Protest został oddalony. Przepisy i dokumenty, które analizowaliśmy, nie przewidują żadnych możliwości walkowera, ponownego rozegrania spotkania czy innych konsekwencji dla wyniku, wobec zaistnienia błędu sędziego – dodał Łukasz Wachowski.

Warto nadmienić, że GKS Tychy w niczym nie zawinił i nieukaranie go można uważać również za słuszne. Walkower uczyniłby zadość Wiśle, ale skrzywdziłby GKS sportowo, a to przecież pomyłka sędziego, a powtórka całego meczu lub jego fragmentu zwiększyłaby koszty finansowe po stronie GKS-u, związane z organizacją kolejnych pełnych, bądź skróconych zawodów. Tyski klub musiałby przecież ponieść koszty zabezpieczenia meczu zgodnie z Ustawą o Bezpieczeństwie Imprez Masowych.

Jak przypominają media, do podobnej sytuacji z kartkami doszło w 2011 roku, w I lidze, w meczu GKS-u Katowice, z Olimpią Elbląg, ale najbardziej spektakularna pomyłka arbitra w liczbie żółtych kartek była dziełem brytyjskiego sędziego Grahama Polla podczas meczu Mundialu 2006 Chorwacja – Australia. Sędzia ten, wówczas aż 3-krotnie pokazał żółte kartoniki Josipiowi  Simunićowi, obróncy Chorwacja. Przez niedopatrzenie arbitra Simunić po 2-gim „żółtku  nie otrzymał „czerwieni  i pozostał na placu gry, a dopiero 3-ci żółty kartonik, pokazany jakiś czas później, w wyniku kolejnego przewinienia spowodował wykluczenie zawodnika.

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=caYdeTLSW-o

Wówczas też nie było żadnych decyzji o weryfikacji meczu, a jedynie kara dla sędziego. Taka grozi też Robertowi Małkowi, który ze względu na wiek odchodzi w grudniu z funkcji sędziego. Mecz w Tychach mógł się okazać dla niego tym ostatnim w karierze.

Sytuacja z Jaworzna może doprowadzić do zmian w przepisach. – Chcemy opracować sztywny katalog niecodziennych sytuacji, takich jak ta. Będzie wtedy jasne, kiedy mecz należy powtórzyć, a kiedy zarządzić walkower – kończy na łamach „PS  Wachowski.

No, to teraz trzymamy słowo Pana Łukasza i kierujemy apel do innych działaczy PZPN. Panowie, trzeba taką sytuację wpisać do regulaminów! Trzeba zdefiniować dokładnie co przysługuje drużynie przeciwnej w wyniku takiego postępowania sędziego i błędu, który wypacza sportową rywalizację. Trzeba się poważnie zastanowić i precyzyjnie określić sankcję, bowiem te trzy postulaty, które sformułował klub z Płocka – skądinąd słusznie walczący o swoje –krzywdziłyby GKS, który przecież w tej sytuacji także nie zawinił. Moim zdaniem wyjściem sytuacji byłoby rozegranie całego powtórzonego meczu na terenie neutralnym, a koszty poniósłby organizator rozgrywek – PZPN.

Czy zgadzacie się z takim poglądem?

Opublikowane w

Wychowanek czy nie?

Chciałem wrócić do kwestii związanych z ekwiwalentem za wyszkolenie zawodnika oraz statusem wychowanka, który dla ekwiwalentu ma fundamentalne znaczenie. To właśnie za wyszkolenie zawodnika czy też mówiąc kolokwialnie „wypuszczenie  wychowanka jego macierzystemu klubowi przysługują pieniądze w przypadku przejścia do innego klubu.

O samej kwestii ekwiwalentu była już mowa na naszych łamach. Odwoływał się do niej Mecenas Tomasz Dauerman https://prawosportowe.pl/ekwiwalent-za-wyszkolenie.html . Nie Jemu wówczas, nie mnie tu i teraz osądzać, czy dobrze, że takie opłaty istnieją, czy źle?

Ostatnio spotkałem się z pytaniem rodzica, czy mój syn jest wychowankiem skoro tylko półtora roku uprawia sport w tym klubie. Rzecz dotyczyła koszykówki, 14-stolatek nie miał podpisanego kontraktu, a jedynie był zgłoszony do rozgrywek młodzieżowych z dniem 20 stycznia 2012 roku. I tu należy się odwołać do Regulaminu Współzawodnictwa Sportowego PZKosz na sezon 2013/14 (zwanego dalej Regulaminem), który już w § 2 ust. 7 definiuje pojęcie wychowanka. Otóż w świetle tego przepisu: zawodnik–wychowanek jest to zawodnik, który po raz pierwszy zmienia barwy klubowe i spełnia łącznie dwa warunki:

1) ukończył lub ukończy co najmniej 12 lat w roku, w którym dokonywana jest zmiana barw klubowych,

2) w macierzystym klubie brał udział w grze w okresie co najmniej dwóch sezonów przed zmianą przynależności klubowej.

I gdy przyjrzymy się całej sytuacji w kontekście punktu 2, to zgłoszenie zawodnika 20 stycznia 2012 r. do rozgrywek, skutkowało wydaniem licencji na sezon 2011/12. Następnie ów młody koszykarz reprezentował barwy macierzystego klubu w sezonie 2012/13, mając licencję okresową wydaną właśnie już na ten sezon, czyli drugi sezon swojej kariery.

Do kwestii ekwiwalentu odwołuje się § 61 Regulaminu:

1. Za wyszkolenie zawodnika–wychowanka, zmieniającego po raz pierwszy barwy klubowe, klubowi macierzystemu przysługuje ekwiwalent. Ekwiwalent ustala się na podstawie najwyższego cyklu rozgrywkowego, w którym zawodnik będzie brał udział w najbliższym sezonie. Wysokość maksymalnego ekwiwalentu za wychowanka ustala PZKosz.

2. Zawodnik i zainteresowane kluby mogą negocjować między sobą wysokość określonego w ust. 1 ekwiwalentu. W przypadkach spornych wysokość ekwiwalentu ustala właściwy miejscowo dla klubu macierzystego WZKosz[i].

Co zatem w sytuacji, gdy zawodnik trenuje z innym klubem, a on lub jego rodzice (w przypadku osoby niepełnoletniej) nie zapłacili ekwiwalentu? Zawodnik jest „w próżni , bowiem zgodnie z § 61 ust. 8 Regulaminu, nie może otrzymać licencji okresowej, aż do czasu zapłaty ekwiwalentu za wyszkolenie.

Warto też podkreślić, że w polskiej koszykówce część pieniędzy z ekwiwalentu przekazywana jest trenerom zawodnika-wychowana. W myśl przepisu § 61 ust. 9, klub pozyskujący lub zawodnik zmieniający barwy klubowe, który płaci ekwiwalent ma obowiązek przekazać ¼ uzgodnionej do właściwego miejscowo WZKosz, jako wynagrodzenia dla trenerów biorących udział w wyszkoleniu zawodnika. Natomiast WZKosz przekazuje otrzymaną kwotę trenerom wskazanym przez klub macierzysty.

[i] Wojewódzki Związek Koszykówki.

Opublikowane w

Biegać czy nie biegać?

Bardzo duże zainteresowanie wywołała niedawna publikacja Łukasza Klimczyka p.t. „Biegi masowe: oświadczenie czy zaświadczenie?  zamieszczona na blogu PrawoSportowe.pl . Jako Szef tego contentu chciałem serdecznie podziękować wszystkim naszym Czytelnikom oraz Użytkownikom za tak liczne odwiedziny oraz za komentarze i maile! Chciałem jednocześnie podsumować tę dyskusję i dorzucić swój głos w tej sprawie.

Po niedzielnej tragedii podczas „Biegnij Warszawo  – śmierci na linii mety jednego z uczestników –  przez media przewinęła się lawina głosów na temat uczestnictwa w masowych imprezach sportowych, biegach ulicznych, maratonach czy zimą biegach narciarskich. Tak wielkiej dyskusji nie pamiętam. Nie była ona tak intensywna po śmierci maratończyka w Poznaniu czy innych tragediach, bo śmierć bliskiej osoby, to zawsze tragedia i pustka wśród rodziny i znajomych i tych bliższych i dalszych.

Śledząc programy stacji telewizyjnych, portale internetowe i prasę natknąłem się na dyskusję czy obecny system stosowany przez organizatorów biegów, polegający na składaniu oświadczeń o stanie zdrowia przez uczestników biegów jest wystarczający. Wielki Mistrz Chodu – Robert Korzeniowski sugerował w mediach, że powinny być przeprowadzane szczegółowe badania potencjalnych uczestników biegów i dopiero posiadanie zaświadczenia lekarskiego miałoby dopuszczać do biegu. Podobne zdanie miały też niektóre osoby biegające na co dzień amatorsko. Również zaczęły mówić o zaświadczeniach i szczegółowych badaniach. Wielu biegaczy-amatorów broniło natomiast obecnego systemu. Łukasz Klimczyk – prawnik piszący regularnie na naszym blogu przyjął neutralną postawę, starając się pokazać Państwu oba modele, przybliżyć je tak by to Czytelnicy mogli sami osądzić co lepsze.

„Trudno wymagać, by państwo wzięło na siebie badania specjalistyczne, a inne nie będą miały sensu. Jeśli sport masowy ma się rozwijać to nie można też od uczestników wymagać kosztownych badań. Ten problem występuje nie tylko w sportowych imprezach masowych, ale np. też w szkole. Tu jest to o wiele bardziej zatrważające. Rodzice nie muszą ujawniać danych o stanie zdrowia dziecka i nauczyciel siedzi na  bombie . Kilka lat temu były 3 śmiertelne zdarzenia na WF. Wszystkie związane z chorobą dziecka. Niedawno rozmawiałem z kolegą trenerem klas sportowych, który po 3 miesiącach zajęć dowiedział się, iż dziecko ma padaczkę. Dowiedział się bo miała atak. Rodzice twierdzili, że nic nie wiedzieli, a dziewczynka była przygotowana, bo nawet sama ułożyła się w tzw. bezpiecznej pozycji  – to głos jednego z Czytelników.  Inna Osoba, komentując to zagadnienie na moim profilu facebookowym napisała: „Myślenie nie boli, więc zdrowy rozsądek .

Zdrowy rozsądek – jak zdefiniować to pojęcie w kontekście amatorskiego biegania? Czy uczestnictwo w maratonach i biegach ulicznych to samo zdrowie czy może przyczynek do „niszczenia  swojego organizmu? I tak jak każdy z nas jest inny, tak każdy ma swoje indywidualne progi wydolnościowe, obciążeniowe, zmęczeniowe. Jeden bez problemu przebiega codziennie 5 kilometrów, inny ma kłopot z wejściem po schodach. Jak mówią fachowcy od treningu, lekarze sportowi każdą barierę należy łamać niezwykle łagodnie, stopniowo zwiększać wysiłek obciążenia i stosować się do zasady 3x30x130 czyli „trenujemy 3 dni w tygodniu, po pół godziny, z tętnem 110 uderzeń na minutę .

Tak się składa, że jako dziennikarz sportowy jednej z rozgłośni radia publicznego relacjonowałem sporo biegów, choć wówczas było ich w skali globalnej mniej niż teraz. Robiłem reportaże, materiały dźwiękowe, cotygodniowe rozmowy o bieganiu. Nagrywałem biegaczy, trenerów, lekarzy, naukowców z tej dziedziny, przyglądałem się treningom i progresowi poszczególnych biegaczy amatorów, śledząc co kilkanaście dni ich postępy. Moich znajomych z treningów widziałem startujących w biegach ulicznych czy nawet w maratonach. Pracę radiową zakończyłem w 2007 roku i różnie układały się moje losy zawodowe. Przez pewien czas moje związki ze sportem nieco się osłabiły, ale znów za czas jakiś na portalach społecznościowych zacząłem obserwować zdjęcia swoich znajomych z biegów. I nie byli to wyłącznie znajomi z treningów, ale osoby, których nigdy wcześniej nie posądziłbym o miłość do biegania i ruchu fizycznego.

Przez te 2-3 lata nieco słabszych związków ze sportem zauważyłem jak pod moją „nieobecność  dokonał się przełom w ludzkiej mentalności i osoby zazwyczaj kojarzone z biurkiem, pracą czy korporacjami zaczęły pisać „poprawiłem życiówkę o minutę , „to mój pierwszy maraton  itd.. Choć fizycznie staram się ruszać to preferuję inne aktywności niż bieganie, ze względu na moją atletyczną budowę (201 cm wzrostu – przyp. M.Ż.), ale też nie mam nic przeciwko tym co biegają. Jeszcze jako radiowy reporter, obsługując biegi nierzadko słyszałem „Ja dziś sam, bo kolega nie biegnie. Ma kontuzję. Za bardzo przegiął w treningu . I tak zacząłem się zastanawiać, o co chodzi. Facet jest dyrektorem w dużej firmie, skończył 40 lat i zaczął biegać, sprawdzać się – pomyślałem fajnie. Ma ruch fizyczny, odpoczywa czynnie, ma radość. Jakiś czas później w rozmowie po biegu ta osoba mówi „Nie jestem zadowolony. Myślałem o 1 godzinie 10 minutach, jest 1 godzina 11 . Za następnym razem o nieobecności tej osoby powiadomił mnie jej kolega, tłumacząc to kontuzją o czym wyżej i  zauważyłem, że gdzieś zniknęła granica między radością z ukończenia biegu, a jakąś niezdrową rywalizacją. Zacząłem przyglądać się innym i tym co później zaczęli również.

Moda na bieganie zaczęła ich pochłaniać coraz bardziej i niech nadal pochłania, ale niech będzie w tym rozsądek. Nawet ostatnio na jednym z portali pojawiła się rozmowa z lekarzem, który powiedział, że chrząstka kolana poddana wysiłkowi w biegu maratońskim może się regenerować nawet pół roku. I tak jest. Każdy, kto chce biegać, niech biega, ale tylko wówczas gdy nie ma przeciwskazań. Jak się dowiedzieć? Najlepiej pójść do lekarza. Jeśli nie sportowego, to choćby rodzinnego. Porozmawiać, zapytać, a nie kierować się ambicjami typu moi podwładni biegają, to ja będę lepszy od nich. Człowiek jest stworzony do rywalizacji, ale rywalizujmy w tym co nam nie zaszkodzi. Doskonalmy się, trenujmy, pokonujmy bariery, ale z rozsądkiem i powoli. Stańmy rano przed lustrem, zapytajmy się samego siebie „Czy jestem zdrowy? Czy mogę podpisać oświadczenie o starcie w biegu? .

Zatem nie potrzeba regulacji, a doskonalenia się i niepodejmowania się irracjonalnych wyzwań. Trzeba się obserwować, monitorować, sprawdzać stan zdrowia i do tych warunków dobierać obciążenia, a radość z uprawiania ukochanej dyscypliny i ruchu fizycznego będzie jeszcze większa!