Opublikowane w

Udany początek

28 marca na Stadionie Wrocław spotkało się liczne grono uczestników I Dolnośląskiej Konferencji Sportowej, zorganizowanej przez portal PrawoSportowe.pl i Kancelarię Prawa Gospodarczego i Sportowego Dauerman. Podczas Konferencji wystąpiło pięciu prelegentów, a każdy z uczestników w myśl popularnego powiedzenia „dla każdego coś miłego  znalazł dla siebie coś pożytecznego.

Czytaj dalej Udany początek

Opublikowane w

Prośba do UEFA

W piątek wieczorem, kilka godzin po losowaniu miałem okazję ujrzeć kilka razy na portalach społecznościowych taką grafikę obrazującą skład Borussii Dortmund z ubiegłorocznego półfinału Ligi Mistrzów z Realem Madryt, a okazja do pojawienia się obrazka była taka, że właśnie Borusssia i Real zagrają w tym roku w ćwierćfinale tych samych rozgrywek, a grafika, o której mowa pokazuje, że z tamtego składu BVB w pierwszym meczu z Królewskimi, który już niebawem może zagrać jedynie trzech z jedenastu bohaterów tamtych konfrontacji, w których przypomnę niemiecki zespół wprost zdeklasował wielki Real.

Pomijam transfer Mario Goetzego do Bayernu Monachium, ale przecież trener Klopp ma problem z kontuzjami m.in. Jakuba Błaszczykowskiego czy Nevena Suboticia, a do tego za żółte kartki pauzować będzie Robert Lewandowski i właśnie absencja za kartki najlepszego polskiego piłkarza ostatnich lat zainspirowała mnie do napisania tych kilku słów. Szczęście, że taka pauza wypada w ćwierćfinale, a nie w finale, choć w tym roku Borussii naprawdę trudno będzie powtórzyć osiągnięcie z 2013 roku.

Skoro mowa o finale Ligi Mistrzów, to pamięcią sięgam rok wcześniej czyli do 2012 roku i finału wygranego przez z Chelsea Londyn z Bayernem Monachium. Wówczas za kartki pauzowali: David Alaba, Holger Badstuber i Luiz Gustavo, po stronie Bawarczyków oraz John Terry, Branislav Ivanovic, Raul Meireles i Ramires, po stronie „The Blues”. Wynika to zapisu art. 22 „Regulations of the UEFA Champions League 2012-15 Cycle” czyli Regulaminu Ligi Mistrzów UEFA w cyklu rozgrywkowym 2012-2015. Jeśli chodzi o czerwone kartki zasadę formułuję przepis art. 22.01, który w wolnym tłumaczeniu mówi o tym, że po czerwonej kartce zawodnik nie może grać w następnym meczu, chyba, że zagranie czy faul nosi znamiona przewinienia dyscyplinarnego i wtedy kara może być jeszcze wyższa z dyskwalifikacją włącznie, ale o tym decyduje Komisja Dyscyplinarna UEFA.

Co do pauzy za żółte kartki art. 22.02 w punkcie a formułuje zasadę, która obowiązuje w meczach eliminacyjnych, w których co roku przychodzi walczyć Mistrzowi Polski i wg niej zawodnik nie gra w następnym meczu, po tym, w którym otrzymał żółtą kartkę nr 3, ale każdą z tych trzech kartek musi otrzymać w innych pojedynkach. Wyrzucenie z boiska za dwie żółte kartki, a w konsekwencji czerwoną powoduje automatyczną pauzę w następnym meczu, niezależnie od liczby wcześniej otrzymanych ostrzeżeń. Jeden mecz musi spędzić na trybunach także piłkarz, który w eliminacjach Ligi Mistrzów obejrzy piąta żółtą kartkę.

Teraz, przechodzimy do fazy zasadniczej i punktu b wspomnianego już artykułu 22.02, w świetle którego trzecia kartka otrzymana w trzech różnych spotkaniach powoduje pauzę. Przymusowy „odpoczynek” od gry czeka też zawodnika po piątej, siódmej i dziewiątej żółtej kartce. Wg przepisu art. 22.03 poszczególne kartki z fazy grupowej przechodzą do fazy play-off lub do rozgrywek Ligi Europy, jeśli zespół zajął trzecie miejsce w grupie i jako „nagrodę pocieszenia” otrzymuje prawo gry na niższym szczeblu rozgrywek. Warto dodać, że w świetle art. 22.04 „kartkowy licznik” zawodnika zeruje się z chwilą odpadnięcia jego zespołu z fazy play-off, a wg art. 22.05 tenże „licznik” ulega wyzerowaniu także na koniec sezonu, czyli kartki z obecnych rozgrywek nie będą liczyć w następnych.

Jak więc wynika z analizy tych przepisów zespół, który awansuje do finału i ma „wykartkowanych” zawodników nie może z nich skorzystać, bowiem licznik zeruje się po odpadnięciu lub na koniec sezonu. A może warto byłoby wprowadzić do nowego cyklu rozgrywek zaczynającego się od sezonu 2015/16 wyjątek polegający na tym, że dotychczasowy „kartkowy licznik” ulega wyzerowaniu przed rewanżowym meczu półfinałowym. Oczywiście w tym meczu nie mógłby zagrać zawodnik „wykartkowany” w pierwszym spotkaniu ½ finału, ale trzecia, piąta, siódma czy dziewiąta kartka w rewanżu nie powodowałby pauzy w finale. Oczywiście wyjątek nie dotyczyłby czerwonej kartki.

Takie zasady obowiązują już w Finałach Mistrzostw Świata, ale te rozgrywane są pod jurysdykcją FIFA, a nie UEFA. Największa dyskusja w tej sprawie wywiązała się japońsko-koreańskim Mundialu 2002, kiedy to w finale z Brazylią nie mógł zagrać filar niemieckiej reprezentacji Michael Ballack.

Może więc pora na Ligę Mistrzów!  Skasowanie wspomnianego licznika na pewno spowoduje, że finał będzie atrakcyjniejszy, bo zagrają w nim teoretycznie najmocniejsze składy, a do tego zawodnicy, którzy wspaniale prezentowali się w dotychczasowych rozgrywkach i walczyli do upadłego co przypłacili kolejną żółtą kartką będą mogli zagrać w tym najważniejszym i najbardziej prestiżowym dla nich i ich drużyny spotkaniu! Zróbcie to także dla kibiców!

Opublikowane w

Liga Narodów

Nazwa, która znalazła się w tytule dzisiejszego artykułu kojarzyła mi się do tej pory jedynie z międzynarodową organizacją powstałą po I Wojnie Światowej z inicjatywy Prezydenta USA Woodrowa Wilsona. Jej podstawowym celem było utrzymanie pokoju i współpracy na świecie. Liga Narodów przestała istnieć formalnie w 1946 roku, ustępując miejsca powstałej rok wcześniej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jednak od kilku dni o samej nazwie „Liga Narodów” jest bardzo głośno, ale nie w kontekście szeroko pojętych spraw międzynarodowych.

Liga Narodów UEFA to projekt Europejskiej Unii Piłkarskiej, który ma dać kres tak zwanym „meczom o pietruszkę” czyli meczom towarzyskim organizowanym w oficjalnych terminach FIFA, a nawet poza nimi. O pojedynkach rozgrywanych poza tymi terminami Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej mówi ostatnio „śmieciowe mecze” i jest w tym wiele prawdy, bo jaki cel mają mecze reprezentacji Polski, złożonej z zawodników krajowych klubów z trzecim „garniturem” reprezentacji Rumunii czy Norwegii? Rozumiem, że takie były umowy marketingowe i z tytułu transmisji takich meczów przez telewizje PZPN czerpał dochody, ale walor szkoleniowy czy meczowy był znikomy, nie mówiąc już o prestiżu, którego chyba tak naprawdę żaden z tych meczów nie miał.

Niektóre słabsze reprezentacje europejskie były skazane na mecze towarzyskie z sobie podobnymi drużynami, bo nikt z możnych piłkarskiej Europy, nie chciał towarzysko grać w Tiranie z Albanią, u siebie z Wyspami Owczymi czy w Nikozji z Cyprem. Reprezentacji Polski też trudno było znaleźć topowego rywala klasy Anglii, Holandii czy Włoch do rozegrania meczu towarzyskiego w oficjalnym terminie, nie mówiąc o tym, że mecze z Brazylią czy Argentyną to już spory wydatek, bo tamte federacje uczyniły sobie z meczów towarzyskich z nimi niezłe źródło zarobku.

Czy ktoś pamięta jeszcze mecze Japonii z Brazylią na Stadionie Miejskim we Wrocławiu, rozgrywany w terminie spotkania eliminacji Mistrzostw Świata Polska – Anglia na Stadionie Narodowym? Nie chcę już wracać do tych spotkań, a zwłaszcza do rywalizacji Biało-Czerwonych z Anglikami i do „Basenu Narodowego”. Taki mecz Brazylia – Japonia choć grany w prawie kompletnych składach nie miał jednak poza prestiżem, bo o takim tu mowa żadnego waloru sportowej rywalizacji. Tu był przynajmniej prestiż, bo gdyby we Wrocławiu mierzyły się Albania z Cyprem o prestiżu nie byłoby mowy.

UEFA w ostatnich latach sporo robi na rzecz poprawy prestiżu rozgrywek, bo przecież jeszcze nie tak dawno, pod koniec XX wieku mieliśmy pucharową środę z meczami Ligi Mistrzów, Pucharu Zdobywców Pucharów i Pucharu UEFA. Przed powstaniem Ligi Mistrzów był przecież jeszcze Puchar Europy Mistrzów Klubowych, a protoplastą Pucharu UEFA był Puchar Miast Targowych. Teraz rozgrywki klubowe UEFA to: Liga Mistrzów UEFA i Liga Europy UEFA. Ta pierwsza „kradnie” nam wtorkowe i środowe wieczory, a druga – czwartkowe. Jeśli jest produkt, są telewizje, sponsorzy i pieniądze.

Eliminacje Mistrzostw Europy Francja 2016 będą rozgrywane od czwartku do wtorku, tak by jak najwięcej meczów pokazać w telewizji. W ciągu sześciu będzie można obejrzeć dwie kolejki rozbite na trzy dni każda,  a począwszy od europejskich eliminacji Mistrzostw Świata Rosja 2018 miałyby być rozgrywane także mecze Ligi Narodów UEFA. Decyzja o tym czy Ligi Narodów UEFA zostanie powołana do rangi rozgrywek zapadną 27 marca na kongresie Europejskiej Unii Piłkarskiej w stolicy Kazachstanu – Astanie.

Udział w nowych rozgrywkach mają wziąć 54 drużyny, podzielone na cztery ligi, w zależności od poziomu sportowego, coś na kształt dawnych grup A, B, C i D Mistrzostw Świata w hokeju na lodzie, czyli do grupy A trafiają najlepsi, a do grupy D najsłabsi. Mistrzowie poszczególnych grup mieliby otrzymywać „Dzikie Karty” Mistrzostw Europy, ale to na razie informacje nieoficjalne, a system rozgrywek nie został jeszcze sformalizowany. Sprawie będziemy się jednak przyglądać i informować Państwa o tym na bieżąco.

 

 

Opublikowane w

Praca u podstaw

Zwycięstwo nad Cracovią i remis z prowadzącą w tabeli Legią to bilans meczów Śląska Wrocław w T-Mobile Ekstraklasie pod wodzą Tadeusza Pawłowskiego. I nie chcę tu wracać do karnego dla Śląska, który zdaniem jednych został podyktowany słusznie, ale zdaniem większości nie. Piłkarskie przepisy zmieniają się rzadko, bo o tym decyduje niezwykle konserwatywny organ „International Board”. Co rusz to natomiast zmieniają się interpretacje czy wytyczne FIFA do poszczególnych przepisów, ale nie to absorbuje tym razem moją uwagę.

Skoro wspomniałem Tadeusza Pawłowskiego, to człowiek-legenda jeśli chodzi o piłkarski Śląsk Wrocław. To w nim spędził najlepsze lata swojej kariery jako piłkarz. Był już także trenerem tej drużyny, ale teraz jak mówią kibice (prawdziwi kibice, nie kibole) przyszedł „posprzątać” stajnię Levego i nie mam na myśli tu słynnej „stajni Augiasza”, choć pewne podobieństwa są, ale przyszedł tchnąć nowego ducha w drużynę.

Właśnie taki człowiek – symbol, ikona, legenda klubu jest w stanie swoją charyzmą, charakterem i wpływem na zespół uczynić cuda i nawet przykryć ewentualne szkoleniowe niedostatki, choć akurat Tadeusz Pawłowski takich nie ma. Poznałem tego szkoleniowca, gdy jako radiowy reporter podszedłem z nim porozmawiać, po którymś z meczów prowadzonego wówczas przez „Teddiego” Polaru Wrocław, klubu z odległej od centrum Wrocławia dzielnicy – Zakrzowa. A nieopodal na Pawłowicach, w klubie Lotnik zaczynał Lesław Ćmikiewicz – jedna z legend i ikon naszej reprezentacji, wielki piłkarz czasów Kazimierza Górskiego.

Pawłowski też wychowywał się we Wrocławiu nieopodal stadionu Śląska – w Pafawagu Wrocław. Tak na marginesie na miejscu stadionu tego klubu jest teraz osiedle deweloperskie. Kolejnym przystankiem w karierze Teddiego było Zagłębie Wałbrzych, z którego 40 lat temu przeszedł do Śląska. W Śląsku grało niegdyś także wielu wychowanków, ale klub jako wojskowy często opierał się na poborze do wojska i pozyskiwaniu w tej sposób wielu utalentowanych zawodników. To nie do końca podobało się kibicom innych klubów, bo wiadomo, że wojsko w poprzednim ustroju mogło dosłownie wszystko, ale do Śląska przychodzili też piłkarze z małych klubów regionu i ościennych województw, że wspomnę urodzonego w Bielawie Janusza Górę, który do Śląska przyszedł via Górnik Wałbrzych. Z Czarnych Żagań w latach 80-tych przywędrował do Wrocławia, urodzony w Lwówku Śląskim, wychowanek BKS-u Bolesławiec – Zbigniew Mandziejewicz. Nie bez kozery wymieniam nazwisko uczestnika Ligi Mistrzów w barwach Legii, bo to właśnie takie kluby pracując u podstaw szlifują późniejsze diamenty.

Takich klubów jak Czarni Lwówek czy Bielawianka jest wiele. Wielu już jednak nie ma, bo nie wytrzymały finansowo i organizacyjnie. Taki klub to nie tylko miejsce, w którym wychowuje się utalentowanych piłkarzy, którzy później idą do lepszych zespołów, ale także rozrywka dla lokalnej społeczności. To niejednokrotnie jedyna rozrywka w danej miejscowości, a także duma mieszkańców. I właśnie dla przedstawicieli takich klubów PrawoSportowe.pl wraz z Kancelarią Prawa Gospodarczego i Sportowego DAUERMAN organizują 28 marca we Wrocławiu pod Honorowym Patronatem Dolnośląskiej Federacji Sportu i Dolnośląskiego  Związku Piłki Nożnej I Dolnośląską Konferencję Sportową „Prawo, marketing i finanse w działalności Klubów Sportowych”.

Zapraszamy do udziału nie tylko kluby piłkarskie, ale także kluby z innych dyscyplin sportu, nie tylko z Województwa Dolnośląskiego.  Udział w Konferencji to 150 złotych (wpłata do 15 marca) lub 200 złotych (wpłata po 15 marca). Prelegenci, eksperci będą mówić m.in. o źródłach finansowania klubów; o optymalizacji podatkowej; o formułowaniu umów, tak by nie były one później ciężarem dla klubu; o alternatywnych metodach rozwiązywania konfliktów czy wreszcie o budowie wizerunku klubu.

Zapraszamy!

 

 

 

Opublikowane w

Odchudzanie na sportowo

Pewnie większość czytelników, zarówno płci pięknej, jak i tej brzydszej weźmie dzisiejszy tytuł za receptę na wyszczuplenie i uatrakcyjnienie sylwetki, wszak kalendarzowa wiosna coraz bliżej, a po niej nadejdzie lato, czyli pora roku, w której wyjeżdżamy na wakacje, wychodzimy na plażę i choćby z tego względu chcemy atrakcyjnie wyglądać.

Z wiosną, latem i atrakcyjnością sporo wspólnego ma reforma rozgrywek piłkarskich szczebla centralnego, której świadkami jesteśmy już od tego sezonu. Reforma polega na radykalnym „odchudzeniu” II ligi, z dwóch do jednej grupy, a to oznacza, że w po tym sezonie na drugoligowym froncie pozostaną tylko drużyny, które zajmą miejsca od 3 do 8 w obu grupach Wschodniej i Zachodniej. Do tego dojdzie czwórka spadkowiczów z I ligi i cztery najlepsze zespoły z III lig.

Ta reforma oznacza oczywiście konieczność rozegrania barażowych spotkań, bowiem mistrzów III lig będziemy mieć ośmiu, a miejsc w II lidze o połowę mniej. Do tego z III ligi spadnie sporo zespołów, ale to uzależnione jest terytorialnie od liczby spadkowiczów z II ligi. W zależności od tego ilu drugoligowców z danego regionu spadnie o klasę niżej, to tylu dotychczasowych trzecioligowców zagra w nowym sezonie w IV lidze.

O reformie pisałem już w grudniu ubiegłego roku. Ma ona dwuetapowy charakter, bowiem ograniczenie liczby grup i zespołów III ligi nastąpi dopiero od sezonu 2016/2017, zatem „sądnym” sezonem dla trzecioligowców będą rozgrywki 2015/2016, kiedy to szeregi tej klasy opuści około połowy drużyn.

Wg przepisu Przepis §1 Uchwały nr XI/285 z dnia 22 listopada 2013 roku Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie reorganizacji rozgrywek o mistrzostwo III ligi od sezonu 2016/2017 ustala podział terytorialny na cztery grupy :

§1

1. Przyjmuje się, że od sezonu 2016/2017, rozgrywki o mistrzostwo III ligi prowadzone będą w czterech grupach rozgrywkowych liczących 16 zespołów każda:

Gr. I – kluby z ZPN: Łódzki, Mazowiecki, Podlaski, Warmińsko-Mazurski;

Gr. II – kluby z ZPN: Kujawsko-Pomorski, Wielkopolski, Pomorski, Zachodniopomorski;

Gr. III – kluby z ZPN: Lubuski, Dolnośląski, Opolski, Śląski;

Gr. IV – kluby z ZPN: Podkarpacki, Małopolski, Lubelski, Świętokrzyski.

Dla przypomnienia, na razie na tym szczeblu funkcjonuje dziewięć grup: Dolnośląsko-Lubuska, Kujawsko-Pomorsko-Wielkopolska, Lubelsko-Podkarpacka, Łódzko-Mazowiecka, Małopolsko-Świętokrzyska, Opolsko-Śląska Północ, Opolsko-Śląska Południe, Podlasko-Warmińsko-Mazurska oraz Pomorsko-Zachodniopomorska.

Skoro wyjaśniłem te wszystkie skomplikowane niuanse i teraz i w poprzednim artykule, to pora o celach reformy.

Otóż, II liga w dotychczasowym kształcie powstała w sezonie 2008/2009 i miałaby być odpowiedzią na potrzeby klubów, które nie mieściły na zapleczu Ekstraklasy czyli w  I lidze, a swoimi aspiracjami sportowymi, bo nie zawsze organizacyjnymi przerastały III ligę. Przez cały czas funkcjonowania dwugrupowej II ligi widać było dysproporcje poziomu między czołowymi, a najsłabszymi zespołami w obu grupach, ponadto co sezon w każdej grupie mieliśmy rezygnację z rozgrywek przynajmniej jednej drużyny ze względu na kłopoty organizacyjno-finansowe.

Miałem okazję bliżej przyglądać się rozgrywkom Grupy Zachodniej i z praktycznej obserwacji zespołów jakie przyjeżdżały na mecze z jednym z zespołów widać było bardzo dużą różnicę między poszczególnymi drużynami nie tylko w poziomie sportowym, ale również na poziomie organizacyjnym. Niektóre kluby zapewniały piłkarzom prawie pierwszoligowe warunki, funkcjonując również takim poziomie organizacyjnie, a inne przypominały trzecioligowców i kluby prawie amatorskie, które na wyjazdowy mecz z południa na północ Polski jechały rano w dniu meczu, nie korzystając z noclegu.

Czytałem ostatnio w Skarbie Kibica Przeglądu Sportowego kilka wypowiedzi działaczy i trenerów drugoligowych zespołów. I ci, którzy pochodzą z klubów dobrze zorganizowanych są zwolennikami reformy, a ci ze słabszych klubów raczej nie, bo wiadomo spadek do III ligi to jednak inny poziom, zbliżony do amatorskiego, a przy pozostaniu w lidze, zdaniem tych słabiej zorganizowanych klubów, to i wyjazdy dalsze i więcej problemów związanych z grą w jednej grupie.

Wypada się jednak przychylić do zdania lepiej zorganizowanych klubów i przedstawicieli PZPN, którzy widzą w jednej grupie II ligi większy potencjał marketingowo-reklamowy czy nawet telewizyjny, nie mówiąc o tym, że tak „opakowany” produkt jest lepszym „kąskiem” dla sponsorów. Zbigniew Boniek zawsze powtarza „Jeśli ktoś nie ma pieniędzy, niech nie gra. Liga nie jest dla golasów” i dobrze się stało, że dochodzi do reformy i że różnic, o których wyżej pisałem zapewne już nie będziemy w II lidze obserwować, bo jeśli ma być to mocna liga, to na pewno musi być jednogrupowa z dobrze zorganizowanymi klubami dającymi gwarancję niezłego produktu, może nawet telewizyjnego. PZPN zapowiada też, że będzie w pełni, a nie w połowie jak dotychczas pokrywać koszty sędziów. Do tego mniejsza liczba klubów na tym poziomie spowoduje zmniejszenie żądań płacowych piłkarzy.

Same plusy, a Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej należy życzyć powodzenia!

 

Opublikowane w

Dla prawdziwych kibiców

Niestety co jakiś czas przychodzi mi zabrać głos na tym blogu po wybrykach stadionowych bandytów określających się kibicami. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek po ostatnich wybrykach w Warszawie przy okazji meczu Legii z Jagiellonią mówił na łamach prasy, że kary nakładane po takich wybrykach powinny być sprawiedliwe, a nie surowe. Już spieszę wyjaśnić co zdaniem Prezesa znaczy „sprawiedliwe”. Otóż takie, które dotkną prowodyrów i uczestników rozróby, a nie prawdziwych kibiców.

Zbigniew Boniek był piłkarskim idolem moich młodych lat. Jego trzy bramki w meczu z Belgią, oglądane na żywo w telewizji podczas Mundialu w Hiszpanii pozostały jednymi z najwspanialszych jak do tej pory chwil mojego życia, choć są w tym gronie przede wszystkim chwile i sukcesy z życia osobistego czy zawodowego. Jako 9-latek zapamiętałem te gole i pamiętać je będę do końca życia. Jak śledzę prezesurę Zibiego w PZPN również jestem pełen uznania, bowiem jest to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Europejczyk, który zna również zagraniczne realia i z jego wypowiedzią o karach zgadzam się w całej rozciągłości.

Surowa kara, jaką jest zamknięcie stadionu nic nie daje, bo kto cierpi? Cierpią prawdziwi kibice – ci, którzy chodzą oglądać futbol, a nie ganiać się po sektorach i bić się innymi, sobie podobnymi. Jestem za zakazami stadionowymi, dla tych, którzy rozrabiają i to sprawiedliwymi, a nie surowymi karami dla wszystkich. Podobnie jak Zbigniew Boniek jestem też za likwidacją pewnego absurdu, jaki powodują przepisy o bezpieczeństwie imprez masowych. Otóż, ja – osoba zameldowana we Wrocławiu nie mogę zabrać żony, dziewczyny czy dzieci np. na mecz Widzewa Łódź z Pogonią Szczecin.  Nie można pójść na taki mecz, bo jako osoba z Wrocławia wedle wspomnianych przepisów jestem traktowany jako kibic Śląska Wrocław, a Śląsk nie dystrybuuje biletów na ten mecz, bo w nim nie gra.

Prawdziwy kibic nie ma więc możliwości obejrzenia na żywo wybranego przez siebie meczu T-Mobile Ekstraklasy, bo musi mieć kartę kibica i to tylko swojej drużyny. To trzeba zmienić. Na szczęście na mecze siatkarskie można chodzić w różnych miastach, a atmosfera na meczach reprezentacji Polski czy to kobiecej, czy męskiej jest znakomita, jakże inna od tej, która towarzyszy niektórym meczom piłkarskim, żużlowym czy hokejowym.

Kibice nie mogą się już doczekać dystrybucji biletów na Mistrzostwa Świata siatkarzy, które w sierpniu i wrześniu będą rozgrywane w polskich halach. Zakup biletów będzie przypominał polowanie, bowiem spora pula przeznaczona będzie dla gości, VIP-ów, sponsorów i innych oficjeli. Mistrzostwa rozgrywane będą przez prawie miesiąc w trzech fazach grupowych oraz fazie finałowej, która odbędzie się w katowickim Spodku. Miejmy nadzieję, że zagra w niej nasza reprezentacja. Rozbudowany system rozgrywek to domena Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB), choć tym razem nie będzie tak bezsensownych faz jak przed czterema laty we Włoszech, gdzie zespoły praktycznie mogły sobie dobierać przeciwników w drugiej fazie. Pamiętamy porażkę Brazylii w pierwszej fazie,, by w drugiej trafić do grupy, która Canarinhos odpowiadała. Nie do pomyślenia na piłkarskim Mundialu, ale cóż cała awangarda siatkówki to Polska. To u nas obowiązuje system video-weryfikacji, który nie zawsze jest na meczach międzynarodowych. A co do awangardy, to chciałbym doczekać czasów, gdy kibice piłkarscy w Polsce będą równie awangardowi w Europie i na świecie jak ci siatkarscy.

Spełni się to moje życzenie czy już nie za mojego życia?

Opublikowane w

Jak zdobyć pieniądze?

Tytułowe pytanie zaprząta głowę wielu osobom, i to zarówno „zwykłym Kowalskim”, jak i poważnym biznesmenom szukającym nowych wyzwań i przedsięwzięć, jak również działaczom i menedżerom sportu, prowadzącym kluby sportowe, także takie jak ten z Domaniewic, w którym wychował się Mistrz Olimpijski w łyżwiarskim wyścigu na 1500 metrów – Zbigniew Bródka. Gratulacje! Nie tylko dla Niego!

Gratulacje należą się wszystkim naszym medalistom Igrzysk w Soczi! 4 tytuły Mistrzów Olimpijskich, po jednym srebrnym i brązowym medalu to zasługa nie tylko wspomnianego już Zbigniewa Bródki, ale także Justyny Kowalczyk, Kamila Stocha oraz koleżanek i kolegów Bródki – panczenistek i panczenistów.

Zbigniew Bródka, strażak z zawodu, którego na Lotnisku Okęcie przywitał zespół „Weekend” wychował się jako łyżwiarz w Domaniewicach koło Łowicza, w klubie Błyskawica, ale takich małych klubów, z których w świat wyruszają kolejni sportowcy, zapaśnicy, lekkoatleci, ciężarowcy, bokserzy, szczypiorniści, koszykarze, siatkarze czy piłkarze jest wiele. Również wiele sportsmenek zaczynało w takich klubach, w których pasja trenerów i działaczy czasem jest większa od pieniędzy, których w zasadzie brakuje na wszystko. A to, że klub funkcjonuje to efekt tej pasji i tytanicznej pracy wykonywanej przez trenera i działaczy przy pomocy najczęściej drobnych sponsorów. Ten entuzjazm dodaje skrzydeł, brak pieniędzy je podcina, ale takie olimpijskie złoto czy medal innego koloru znów dodaje wiatru.

Sam jako dziennikarz sportowy, reporter radiowy, odwiedzałem takie kluby. Widziałem to działanie, te pasję i brak pieniędzy, który mocno ograniczał, bo przecież gdyby były pieniądze i to wydatkowane w rozsądny sposób właśnie w takich klubach na szkolenie młodych talentów, a nie na dziewiątego obcokrajowca, wątpliwej jakości sportowej w klubie piłkarskiej ekstraklasy to byłoby więcej sukcesów i powodów do radości.

O sposobach pozyskiwania środków przez takie małe kluby, działające jako organizacje pożytku publicznego czy organizacje pozarządowe będziemy mówić na I Dolnośląskiej Konferencji Sportowej, którą organizujemy 28 marca (piątek) na Stadionie Miejskim we Wrocławiu, al. Śląska 1. Będziemy też mówić jak taki mały klub ma budować swój wizerunek, by był atrakcyjny dla sponsora oraz jak mają być formułowane umowy i kontrakty w codziennym funkcjonowaniu klubu. Wszystko po to by dodać siły, ale przede wszystkim wiedzy, osobom, które takie kluby prowadzą czy w nich pracują. Po to by każdy zainteresowany uzyskał niezbędną wiedzę, zwaną gdzieniegdzie „know-how”.

Formularz zgłoszeniowy znajdą Państwo na stronie. Patronat Honorowy objęły: Dolnośląska Federacja Sportu i Dolnośląski Związek Piłki Nożnej, ale konferencja adresowana jest nie tylko do klubów piłkarskich i klubów czy osób z Dolnego Śląska. Zapraszamy każdego, a warunki uczestnictwa znajdą Państwo w formularzu, o którym mowa powyżej.

 

 

Opublikowane w

Club Licensing Quality Standard

Ta anglojęzyczna nazwa należy do certyfikatu przyznawanego przez Europejską Unię Piłkarską (UEFA) narodowym federacjom piłkarskim. Uzyskaniem takiego certyfikatu pochwalił się dziś Polski Związek Piłki Nożnej na swojej stronie internetowej.

PZPN uzyskał certyfikat za proces licencyjny na sezon 2013/2014. Kontrolę na zlecenie UEFA przeprowadziła firma audytorska SGS. Jak czytamy na stronie naszej narodowej federacji „UEFA przykłada olbrzymią wagę, aby we wszystkich federacjach piłkarskich obowiązywały jednolite standardy licencyjne. Dlatego też rokrocznie weryfikuje wszystkie federacje w zakresie jakości procesu licencyjnego. Kontrolerzy z SGS w ciągu kilku dni zweryfikowali zgodność procedur licencyjnych określonych w Podręczniku Licencyjnym z nadrzędnymi, wprowadzonymi przez UEFA.” Kontrola wypadła pomyślnie, a jej zwieńczeniem jest stosowny dokument, o którym mowa była powyżej.

Zbigniew Boniek, obejmując z wyboru w październiku 2012 roku funkcję Prezesa PZPN obiecywał, że proces licencyjny będzie przebiegał zgodnie z przepisami i nie będzie w nim już tyle uznaniowości, jak w latach poprzednich. Pamiętamy przecież licencje przyznane na wyrost paru klubom z Górnego Śląska. W ubiegłym roku licencji już według standardów, których respektowanie zapowiedział Boniek nie otrzymała Polonia Warszawa, która stała się bankrutem, nieregulującym zobowiązań wobec piłkarzy i pracowników klubu. Na trzy kluby: Widzew Łódź, Górnik Zabrze i Ruch Chorzów nałożono ograniczenia w wysokości nowopodpisywanych kontraktów z zawodnikami.

Na sezon 2013/2014 przyznawano też już odrębne licencje dla drużyn, które miały występować w europejskich pucharach czyli Lidze Mistrzów i Lidze Europy oraz eliminacjach do tych rozgrywek. W Polsce akurat wszystkie kluby, które wywalczyły takie prawo spełniły te wymogi, choć np.  w przypadku Śląska Wrocław potrzebne było odwołanie.

Nie inaczej będzie w tym roku, bowiem rozpoczyna się już proces przyznawania licencji na sezon 2014/2015. Na stronie PZPN można już znaleźć nowy  Podręcznik Licencyjny dla klubów Ekstraklasy na sezon 2014/2015 .

Dziś chciałbym skoncentrować się na przepisach ogólnych regulujących przyznawanie licencji „europejskich”. Już pierwsze zdanie art. 4.4.1.1 mówi, że sam fakt awansu klubu do rozgrywek europejskich na podstawie wyniku sportowego i przyznania licencji na udział w krajowych rozgrywkach następnego sezonu jest tylko częścią całej procedury dopuszczającej do Rozgrywek Klubowych UEFA, a wnioskodawca musi nadal spełniać wszelkie wymagania zgodnie z regulaminem odpowiednich Rozgrywek Klubowych UEFA. Procedura dopuszczenia do Rozgrywek Klubowych UEFA podlega wyłącznej jurysdykcji UEFA. Idąc dalej, kluby dopuszczone do Rozgrywek Klubowych UEFA podlegają nadzorowi UEFA, w sposób określony w Regulaminie UEFA dotyczącym licencjonowania klubów i finansowego fair play. Zatem ostateczną decyzję o udziale klubu w tych rozgrywkach podejmuje UEFA, a jej decyzje w sprawie odmowy dopuszczenia klubu do udziału w rozgrywkach lub wykluczenia z nich podlegają zaskarżeniu do Trybunału CAS w Lozannie, na zasadach przewidzianych w Statucie UEFA. A co z zespołami niższych, które wywalczą awans? Przykładowo I-ligowy zespół zdobywa Puchar Polski i kwalifikację do eliminacji Ligi Europy. Biorąc pod uwagę wymogi licencyjne I ligi są one, zwłaszcza w zakresie infrastruktury bardziej łagodne niż te dla zespołów Ekstraklasy. Kluby nie muszą np. posiadać sztucznego oświetlenia na stadionie. W takim przypadku zastosowanie znajduje art. 4.4.1.5 Podręcznika Licencyjnego, w świetle, którego klub zakwalifikuje się do rozgrywek klubowych UEFA na podstawie wyników sportowych, lecz nie podlegał krajowemu procesowi licencyjnemu lub przeszedł procedurę licencyjną, która jest łagodniejsza /nie odpowiada wymogom obowiązującej procedurze licencyjnej zgodnie z niniejszym Podręcznikiem, ponieważ należy do klasy rozgrywkowej, innej niż najwyższa klasa rozgrywkowa, wówczas PZPN może – w imieniu takiego klubu – zwrócić się o nadzwyczajny tryb zastosowania systemu wydawania licencji klubom UEFA określony w załączniku nr IV do Regulaminu UEFA dotyczącego licencjonowania klubów i finansowego fair play. W oparciu o taki nadzwyczajny tryb UEFA może przyznać specjalne pozwolenie na udział w stosownych rozgrywkach klubowych UEFA, dotyczące konkretnego klubu i tylko danego sezonu.

Jak widać, UEFA przygotowana jest na różne przypadki. Ciekawe czy w Polsce będzie potrzeba stosowania takich przepisów na koniec tego sezonu? W Pucharze Polski nie ma już bowiem broniącej trofeum Legii Warszawa, która odpadła z Górnikiem Zabrze. Oprócz pięciu klubów Ekstraklasy w ćwierćfinale są trzy zespoły z I ligi: Sandecja Nowy Sącz, Arka Gdynia i Miedź Legnica. Ta trójka też ma szanse na Puchar Polski. Czy któryś z tych zespołów „spłata figla” i będziemy mieli do czynienia z nadzwyczajną procedurą przytoczoną powyżej?

Poczekajmy do maja.

 

 

 

Opublikowane w

Dobry obyczaj

Jakiś czas temu pisałem o długiej przerwie po drugim secie meczów Plus Ligi i Orlen Ligi. Czytałem gdzieś nawet, że bardzo możliwe, iż ta przerwa zniknie w nowym sezonie rozgrywek, bo miała więcej przeciwników niż zwolenników. Dziś kolejny kamyczek do ogródka Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej S.A. zarządzającej rozgrywkami najlepszych siatkarskich zespołów Pań i Panów w Polsce.

Nie tak dawno, w poniedziałek rozegrano ostatni mecz fazy zasadniczej Orlen Ligi, w którym Aluprof Bielsko-Biała pokonał PGNiG Naftę Piła i w sumie dobrze dla całej sprawy, że pokonał, a nie przegrał. Porażka Bielszczanek 1:3 lub 0:3 spowodowałaby awans zespołu z Piły na ósme miejsce, gwarantujące udział w play-off, kosztem Legionovii. Dlaczego od razu wyrokuję, że dobrze się stało? Ano, dlatego, że Legionovia nie grała w poniedziałek, a kilkadziesiąt godzin wcześniej z Atomem Treflem. Dobry obyczaj nakazuje, bowiem, żeby zespoły zainteresowane pewnymi rozstrzygnięciami, a najlepiej wszystkie zespoły z danej ligi rozgrywały ostatnią kolejkę o jednej porze.

W dniu meczu w Bielsku-Białej czytałem rano w Przeglądzie Sportowym, że Jacek Kasprzyk, Szef Orlen Ligi nie widzi w tym problemu, tłumacząc, że „wszystko odbywa się zgodnie z regulaminem, bo w nim jest taki zapis, że o terminarzu decyduje plan transmisji”. Pod kątem regulaminu, czyli prawa ustanowionego przez władze ligi wszystko jest ok. Pan Dyrektor ma rację, ale moim zdaniem właśnie dobry obyczaj nakazałby stworzenie równych szans wszystkim czyli możliwości grania o jednej porze. Jacek Kasprzyk powiedział, że dotychczas nie było z tym problemu i ok. W sumie racja, ale podkreślam „w sumie”.

Dyrektor Orlen Ligi powiedział też na łamach PS „- O tym, że mecz odbędzie się w poniedziałek kluby wiedziały od dawna, Legionovia mogła więc przełożyć spotkanie”. Prezes klubu z Legionowa ripostował, że nie było takiej możliwości. I znów prasa miała pożytek, dziennikarze mieli temat. A gdyby wszystkie spotkania rozegrane zostały w jednym dniu, o jednej porze nie byłoby tematu.

Podobny temat wróci pewnie przy okazji ostatniej kolejki sezonu zasadniczego Plus Ligi, bo tam tez panuje taki zwyczaj i to od lat. Jeśli argumentem są transmisje telewizyjne , to myślę, że ten jeden mecz mniej z ostatniej kolejki rundy zasadniczej można byłoby zrekompensować meczem, a ściślej transmisją jednego więcej meczu z rundy play-off. Nie byłoby sprawy i nie byłoby niedomówień.

Kiedy sięgam pamięcią do swojego bogatego doświadczenia dziennikarskiego, już na pewno nastoletniego, bo moje początki datują się na przełom lat 1995 i 96 to były lata, zwłaszcza w futbolu, gdy mimo jednej godziny rozgrywania spotkań, niektóre mecze 1 ligi rozpoczynały się nawet 15 minut później, by coś „skontrolować”, a może nawet ustawić. Cieszę się, że tego już nie ma. Teraz w piłkarskiej Ekstraklasie transmisje telewizyjne, a zwłaszcza Mutli-Liga Canal+ powodują, że wszystkie spotkania ostatniej kolejki zaczynają się punktualnie w tej samej minucie i sekundzie.

Oczywiście ostatnia seria rundy zasadniczej Ekstraklasy, przed podziałem na grupy „mistrzowską” i „spadkową” też odbędzie się o tej samej godzinie. W Basket Lidze Kobiet, ostatnią serię przed podziałem na grupy mamy już za sobą i też mecze rozgrywane były o jednej porze. Nawet i przedostatniej kolejki ten „obligatoryjny termin” dotyczył. W sumie, to w ostatniej serii był jeden wyjątek. Mecz „na szczycie” CCC Polkowice – Wisła Can Pack Kraków rozpoczął się 15 minut wcześniej, właśnie ze względu na transmisję. Przeczy to również nieco dobremu obyczajowi, ale śpieszę wyjaśnić dlaczego tylko nieco. Otóż obie drużyny miały wystarczającą przewagę nad resztą, a wynik ich spotkania nie wpływał w żaden sposób na losy innych zespołów i ich miejsca w tabeli.

Najlepiej to jednak nie tworzyć żadnych wyjątków, a w regulaminach spisywać jasne reguły, tak by „mucha nie siadała” jak zwykło się tradycyjnie mówić w języku polskim na sprawy nie powodujące niedomówień czy dobrze wykonaną robotę.

Opublikowane w

Niech będzie bezpiecznie!

Zimowe Igrzyska Olimpijskie Soczi 2014 rozpoczęte. Rywalizacja się rozkręca. Kilka kompletów medali już zostało rozdanych. Rywalizację o medal, rozpoczynają dzisiejszym konkursem indywidualnym na normalnej skoczni (dawniej zwyczajowo zwanej średnią) skoczkowie. Sporo nadziei wiążemy z Kamilem Stochem i jego kolegami. Może i w drużynie będzie medal?

Co do startów Justyny Kowalczyk będę wstrzemięźliwy, bo tak dobrze jak w Vancouver już chyba nie będzie. Mamy najliczniejszą ekipę w historii występów reprezentacji Polski na ZIO, ale niektórzy uczestnicy pojechali wystartować w blasku olimpijskiego znicza, a nie walczyć o medale. Na razie za wcześnie na wszelkie, nawet pierwsze podsumowania.

Pierwsze dni startów nie zostały zakłócone żadnymi wpadkami dopingowymi, ale nawet pierwsze pobrane już próbki muszą zostać poddane badaniom, więc też jeszcze za wcześnie. Oby te Igrzyska były dopingowo „czyste”, choć realiści mówią, że nie ma już czyste sportu, a brak informacji o dopingu to informacja o tym, że nikt nie został złapany.

Podobała mi się ceremonia otwarcia Igrzysk, choć widziałem ją tylko w telewizji i to szybciej niż Rosjanie, bo oni nadal oglądają z opóźnieniem, po to by wszelkie wpadki móc zatuszować. Była wpadka z piątym kółkiem, ale pamiętajmy tak wielkie widowisko nawet w zachodniej Europie czy Ameryce Północnej nie obędzie się bez wpadek, choćby ze względu na wielki zespół ludzi, z których każdy za coś jest odpowiedzialny i nie mówimy tu tylko o koordynatorach, reżyserach, ale też o zwykłych ludziach, z których każdy może popełnić pomyłkę. Errare Humanum Est, czyli błądzenie jest rzeczą ludzką.

Nad Igrzyskami działa też wielki sztab ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. A jest o co. Są obawy, miejmy nadzieje, że tylko płonne. Były bowiem groźby ataków terrorystycznych. By do nich nie doszło to już rola odpowiedzialnych za to by nic złego się nie stało.

Bezpieczeństwo podczas imprez masowych takich jak Igrzyska, ale również podczas meczów i innych zawodów sportowych, kwalifikowanych jako imprezy masowe, to nie tylko walka z terroryzmem, ale także zapewnienie bezpieczeństwa w pozostałych obszarach czyli bezpieczeństwa sportowców i kibiców. To niedopuszczanie do zakłóceń porządku, do ekscesów, wywoływanych przez kiboli. To także dbanie o kulturalny doping. O to, by na jakąkolwiek arenę sportową chciało się pójść z rodziną, z dziećmi, nie drżąc o ich bezpieczeństwo i o to, że nasłuchają się obelg, wyzwisk i wyrazów powszechnie uznanych za nieparlamentarne.

Kiedy czytam, że Wojewoda Mazowiecki nie wyklucza zamykania w rundzie wiosennej obiektów w swoim województwie, czytaj przede wszystkim stadionu przy ul. Łazienkowskiej 3, na którym mecze Ekstraklasy rozgrywają piłkarze Legii, to ciarki mnie przechodzą. Czy naprawdę droga do bezpiecznych, spokojnych stadionów prowadzi przez zamykanie stadionów? Taki zamknięty stadion to strata dla klubu. To także brak wpływów z dnia meczowego. A czy po ponownym otwarciu nie będzie rac, nie będzie ekscesów? Wątpliwe.

Cały czas czekam na pakiet rozwiązań ministerialnych, na projekty prawa, które skutecznie pozwoli w Polsce wyeliminować chuligaństwo i ekscesy związane z widowiskami sportowymi, a w szczególności meczami piłkarskimi, żużlowymi czy hokeja na lodzie. Czekam na zmiany w ustawach, które pozwolą walczyć z chuligaństwem i uczynią stadiony bezpiecznymi. Czeka na to także Zbigniew Boniek. Prezesowi PZPN bardzo zależy na tym, by za ekscesy nie byli obarczani wyłącznie organizatorzy meczów, by nie było zakazów wyjazdów zorganizowanych grup kibiców. Bo jak czytam, czy słyszę, że policja lub wojewodowie wskazują czy sugerują organizatorom meczów, klubom, czy związkom prowadzącym rozgrywki, że najlepsze rozwiązanie dla meczu podwyższonego ryzyka, to zakaz wjazdu kibiców gości, to się denerwuję.

Nie pojadą na mecz, nie będzie ekscesów na przydrożnych parkingach, kradzieży na stacji benzynowej czy zdemolowanego pociągu – takie myślenie mnie nie przekonuje, bo co ma organizator meczu do zdarzeń, które rozgrywają się drodze, np. 300 kilometrów od areny meczu.

Mamy dobre prawo karne, prawo wykroczeń, tylko trzeba je zacząć normalnie stosować. Może warto też zastanowić się nad podwyżką mandatów, by tak jak na Zachodzie kary były wyższe i bardziej dotkliwe. To tak jak z niedostosowaniem prędkości do warunków jazdy na drodze. Jaką karą jest 500 złotych za przekroczenie prędkości o 50 km/h, gdy bezpieczna prędkość w obszarze zabudowanym to 50 km/h, a nie 100, a rzeczona „stówka na liczniku” to już naprawdę spore zagrożenie i przy niej potrącony przez auto pieszy nie ma już szans.

Jeśli za wtargnięcie na płytę boiska będzie grozić wysoka grzywna np. 25 tysięcy złotych, która w przypadku niezapłacenia będzie mogła być zamieniona na areszt, to może ktoś się zastanowi, zanim coś zrobi. A zatem do pracy! Czekam na konkretne rozwiązania!