Opublikowane w

Zaskakujący transfer

Już dawno żaden transfer nie budził w Polsce tyle emocji, co niespodziewane przejście Tomasza Jodłowca ze Śląska Wrocław do Legii Warszawa. Pamiętam, co prawda będąc dzieckiem transfer Dariusza Dziekanowskiego z Gwardii Warszawa do Widzewa Łódź za 21 ówczesnych milionów złotych, czy kontrowersyjne przejście Roberta Warzychy z Górnika Wałbrzych do jego imiennika z Zabrza, które ponoć wyglądało tak, że górnik jednej z wałbrzyskich kopalń – wspomniany Robert Warzycha został przeniesiony do pracy w kopalni w Zabrzu, a sprawę pilotował podobno nawet ówczesny Minister Górnictwa.

Tomasz Jodłowiec spędził rundę jesienną obecnych rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy w Śląsku Wrocław. Środkowy obrońca, który może grać też jako defensywny pomocnik zasilił Śląsk przed meczami w europejskich pucharach. Przyszedł z Polonii Warszawa, opuszczonej z końcem poprzedniego sezonu przez właściciela i głównego sponsora – Józefa Wojciechowskiego.

Wojciechowski za pośrednictwem jednej ze swoich spółek był właścicielem karty zawodniczej Jodłowca, podobnie jak kilku innych piłkarzy między innymi Gruzina Wladimera Dwaliszwilego. Biznesmen dogadał się ze Śląskiem, że umieszcza Jodłowca we wrocławskiej drużynie nieodpłatnie, a plan był taki. Jak zawodnik się wypromuje, wówczas odejdzie na zachód, a pieniądze trafią do  Wojciechowskiego. Druga opcja przewidywała wykupienie karty zawodnika przez Śląsk. Tak się jednak nie stało i mamy, co mamy. Zawodnik nagle przenosi się z Wrocławia do Legii Warszawa.

Sporą wstrzemięźliwością na łamach prasy wykazuje się Andrzej Padewski. Prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej – w którym Jodłowiec jako piłkarz Śląska jest zarejestrowany – mówi „nie kiwnę nawet palcem w tej sprawie, chyba, że przyjdzie do mnie Piotr Waśniewski (Prezes Śląska – dop. M.Ż) i powie, że wszystko jest w porządku”. Dystans Prezesa Padewskiego wynika z przepisów obowiązujących w tej kwestii. Przepisy FIFA zabraniają posiadania kart zawodniczych osobom fizycznym. Nie wskazują jednak expressis verbis, że to klub musi być właścicielem karty. Pamiętamy przypadki argentyńskich internacjonałów Carlosa Teveza i Javiera Mascherano, których karty posiadała sportowa agencja, niejako leasingując ich do West Hamu Londyn.

Józef Wojciechowski ostatnio sfinalizował transfer wspomnianego już Dwaliszwilego do Legii i pewnie wówczas powstał temat transferu Jodłowca, zwłaszcza, że warszawski klub szukał środkowego obrońcy, a fiaskiem zakończyła się próba pozyskania Marcina Wasilewskiego, który wg sprawdzonych źródeł chciał 400 tysięcy Euro za podpis i 100 tysięcy złotych miesięcznej pensji.

Uchwała Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej nr III/39 z dnia 14 lipca 2006 roku wprowadzająca zmiany i ustalająca tekst jednolity uchwały Zarządu PZPN z dnia 29 czerwca 1992 roku w sprawie statusu polskich piłkarzy oraz zmian przynależności klubowej zawiera przepisy dotyczące kart zawodniczych. Z przepisu par. 33 ust. 3 tejże uchwały wynika, że jakiekolwiek porozumienia i umowy między klubem oraz sponsorującą go osobą fizyczną lub prawną nie mogą utrudniać realizacji stosunku członkostwa i pochodnych do niego stosunków pracowniczych albo cywilnoprawnych zawodnika w klubie piłkarskim. Kolejny przepis mówi, że karty zawodnicze nie mogą być przedmiotem zobowiązań klubów wobec osób trzecich. Ponadto kluby nie mogą zawierać z osobami trzecimi umów w przedmiocie transferów definitywnych lub czasowych, a wspomniane czynności prawne lub faktyczne stanowią naruszenie dyscypliny związkowej.

Za każdym razem kiedy słyszy się takie informacje, jak ta o transferze Tomasza Jodłowca rodzi się postulat zmiany przepisów związkowych i międzynarodowych w tym przedmiocie czyli wprowadzenia regulacji w myśl, której tylko klub mógłby być właścicielem karty zawodnika.

Opublikowane w

Piotrkowianin 1: Piłka Ręczna 0

W Płocku szok i niedowierzanie, w środowisku polskiej piłki ręcznej  – konsternacja. Mecz Orlen Wisły Płock z Piotrkowianinem Piotrkowem Trybunalskim w ramach 15 kolejki PGNiG Superligi nie doszedł do skutku. Kibice płockiej drużyny są wściekli, trener gospodarzy, Lars Walther oznajmia, że to co się wydarzyło jest porażką całej piłki ręcznej a prezes zespołu z Piotrkowa, Bogumiła Szczukocka zarzeka się, że robiła wszystko by mecz doszedł do skutku.

A wszystko przez brak służb medycznych, które wprawdzie dotarły na spotkanie, jednakże przekroczyły regulaminowy czas (według płockiego klubu było to… 36 sekund). Sytuacja z pewnością niecodzienna, przypominająca nieco obrazki z Torunia sprzed paru miesięcy i słynny bieg Grega Hancocka. Myślę, że warto napisać parę zdań w tej kwestii, ponieważ w mediach sportowych ciężko znaleźć jakiekolwiek informacje na temat przepisów, na podstawie których podjęto taką a nie inną decyzję. Co więcej, pisząc o przyznanym już walkowerze dla zespołu z Piotrkowa dziennikarze wprowadzają nas w błąd.

Dokumentami, które znalazły zastosowanie w wyżej przytoczonym stanie faktycznym są: Regulamin rozgrywek PGNiG w piłce ręcznej kobiet i mężczyzn obowiązujący w sezonie 2012/2013 oraz rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 6 lutego 2012 r. w sprawie minimalnych wymagań dotyczących zabezpieczenia pod względem medycznym imprezy masowej. Kwestię zabezpieczenia medycznego rozgrywek Superligi określa §14 pkt 1 Regulaminu, który stanowi, że:

1. Obowiązkiem gospodarza zawodów jest zapewnienie opieki medycznej w niżej określonym
zakresie na zawodach będących:
1) imprezą masową z przewidywanym udziałem od 300 do 5.000 uczestników – jednego
zespołu wyjazdowego bez lekarza oraz jednego patrolu ratowniczego;
2) imprezą masową z przewidywanym udziałem ponad 5.000 uczestników:
a) jednego zespołu wyjazdowego z lekarzem,
b) jednego zespołu wyjazdowego bez lekarza,
c) dwóch patroli ratowniczych,
(…)

Jest to nawiązanie to wspomnianego wyżej Rozporządzenia, w którym §2 stanowi, że:

Zabezpieczenie medyczne masowej imprezy artystyczno-rozrywkowej oraz masowej imprezy sportowej innej
niż mecz piłki nożnej ustala się na podstawie przewidywanej liczby uczestników w następujący sposób:
1)w zakresie zespołów wyjazdowych:
a) do 5 000 uczestników – jeden zespół bez lekarza,
b) od 5 001 do 25 000 uczestników – jeden zespół z lekarzem i jeden zespół bez lekarza
(…)
2)  w zakresie patroli ratowniczych:
a) do 5 000 uczestników – jeden patrol ratowniczy,
b) od 5 001 do 65 000 uczestników – jeden patrol ratowniczy na każde rozpoczęte kolejne 10 000 uczestników
powyżej 5 000 uczestników,
(…)

Co się natomiast dzieje w przypadku nieprzybycia służb medycznych lub ich spóźnienia? Dalsza treść przepisu §14 Regulaminu jest jednoznaczna:

2. Sędziowie zawodów podejmują decyzję o ich odwołaniu, jeżeli zespoły, patrole lub osoby
wymienione w ust.1 nie przybędą na zawody lub ich spóźnienie przekroczy 15 minut,
z zastrzeżeniem ust. 3.
3. Sędziowie zawodów przeprowadzają zawody mimo spóźnienia ponad 15 minut jednej z osób
wymienionych w ust. 1 pkt 3, jeżeli na przeprowadzenie zawodów wyrazi zgodę zespół gości.
4. Fakty, o których mowa w pkt 2 i 3, powinny zostać opisane w protokole zawodów.

Zespół z Piotrkowa mógł zatem przystąpić do spotkania pomimo dłuższego niż 15 minut spóźnienia służb medycznych, ale nie skorzystali z tej możliwości. Od strony prawnej wszystko jest w porządku. Czy było to zgodne z duchem sportu? Każdy musi ocenić to sam.

Na koniec krótka informacja o konsekwencjach, które może ponieść aktualny wicemistrz Polski. Wbrew temu co pisze się w mediach, nie można jeszcze mówić o automatycznie przyznanym walkowerze. W takim przypadku uznaje się, że mecz się nie odbył, natomiast. decyzję o jego rezultacie podejmuje Komisarz Ligi, który na podstawie §20 pkt 14 Regulaminu za brak opieki medycznej na zawodach orzeka karę w postaci walkowera oraz grzywnę w wysokości 4.000 zł. Interesującym zagadnieniem będzie również kwestia zapłaty wspomnianej wyżej kwoty, jeżeli prawdziwe okażą się informacje, że wina leży wyłącznie po stronie służb medycznych. Z pewnością warto czekać na dalszy ciąg tej historii.

(Zdjęcie ma charakter ilustracyjny)

Opublikowane w

Afera „Hazardowa”

Tytuł kieruje myśli do wydarzeń sprzed trzech lat związanych z aferą hazardową w Polsce, ale nie o tym dziś będzie, a o zachowaniu Edena Hazarda sprzed kilku dni. Niespełna 22-letni lider reprezentacji Belgii i Chelsea Londyn kopnął chłopca do podawania piłek w środowym meczu półfinałowym Pucharu Ligi Angielskiej ze Swansea City.

Chelsea zremisowała bezbramkowo i odpadła z rozgrywek. Gra się londyńczykom nie kleiła i przez graczy zaczynała przemawiać frustracja. W 80. minucie meczu Hazard widząc, że chłopiec do podawania piłek świadomie przedłuża przekazanie mu futbolówki i osłania piłkę ciałem, kopnął go. Piłkarz przepraszając tłumaczył się, że chciał wybić piłkę, tak jak przy wślizgach, a nie atakować chłopca.

Na Twitterze wrze. Michael Owen i inne byłe już gwiazdy Premiership potępiają Belga. Nie jemu pierwszemu zdarza się coś takiego. A mecz Lazio Rzym z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów, kiedy to Sinisa Mihajlović przeszedł się po Samuelu Kuffourze? Dla takich głupich, nieprzemyślanych zachowań nie powinno być miejsca w światowej piłce. I choć mecze rozgrywek Ligi Mistrzów czy Ligi Europy okraszone są materiałami UEFA, emitowanymi w przerwach np. UEFA Respect czyli szacunek dla przeciwnika to na głupotę nie ma rady.

Eden Hazard odpocznie na dłużej od meczów i nie będzie to jedynie kara za samą czerwoną kartkę, którą obejrzał. Władze piłkarskie w poszczególnych krajach, w takich czy podobnych przypadkach mogą jeszcze karać zawodników dyskwalifikacjami bezwzględnymi czy dodatkową karą dwóch, trzech meczów.

Takich zachowań nie powinno się usprawiedliwiać presją czy frustracją piłkarzy, którym coś nie wychodzi, a chcieliby lepiej. Pracodawca żąda sukcesu a drużynie nie idzie, coraz większe pieniądze wydawane na futbol, coraz więcej chleba w futbolu, to i igrzyska muszą być bardziej mocne. Do tego tabloidy, celebryci i obecna epoka nie ma szans na uniknięcie tego chamstwa. Na szczęście na naszych boiskach nie jest tak źle i tak spektakularnie, choć zdarzały się różne przypadki, np. niedawno Edgara Caniego, Ugo Ukaha, Juniora Diaza czy Romela Quioto. Myślenie nie boli i piłkarze nawet w wielkim stresie powinni nie uciekać się do takich zachowań. Od najmłodszego, trenerzy młodzieży powinni złe nawyki wypleniać.

Ale skoro już dojdzie do takiego niekontrolowanego zachowania np. faulu na rywalu dodatkowo zakończonego „wycieczką w korkach po jego podudziu”, to poza czerwoną kartką, którą sędzia pokazuje z automatu, piłkarz musi tłumaczyć się przed organem dyscyplinarnym ze swojego czynu, a organ nakłada na niego karę.

Zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej w Polskim Związku Piłki Nożnej reguluje Uchwała Zarządu PZPN nr IV/87 z dnia 19 kwietnia 2012 roku w sprawie przyjęcia Regulaminu Dyscyplinarnego. W Regulaminie określone są: rodzaje przewinień dyscyplinarnych oraz procedury prowadzenia postępowań dyscyplinarnych czyli przepisy regulujące tryb postępowania i orzekania w sprawach dyscyplinarnych. Jeżeli chodzi o zakres podmiotowy Regulaminu, to poza samymi piłkarzami jego przepisom podlegają: trenerzy, instruktorzy, sędziowie piłkarscy, członkowie sztabu medycznego, menedżerowie ds. piłkarzy, licencjonowani organizatorzy imprez piłkarskich, obserwatorzy, delegaci i działacze piłkarscy, a w szczególnych przypadkach także kibice (art. 2 Regulaminu).

Zakres obowiązywania Regulaminu z uwagi na czas przewinienia jest bardzo szeroki, bowiem odpowiedzialność dyscyplinarną ponoszą wszystkie osoby, które w czasie popełnienia przewinienia dyscyplinarnego podlegały odpowiedzialności, wynikającej z Regulaminu, nawet jeżeli w czasie orzekania podstawa odpowiedzialności ustała. Co do winy odpowiedzialność zależy od umyślności popełnienia wykroczenia, choć w szczególnych przypadkach można odpowiadać także za przewinienia nieumyślne. Osoby prawne odpowiadają za przewinienia dyscyplinarne swoich zawodników, trenerów, instruktorów, członków sztabu medycznego, działaczy oraz kibiców na zasadzie ryzyka (art. 4 §2 Regulaminu).

Kary dyscyplinarne wymierzane są według katalogu zawartego w Regulaminie i dzielą się na: zasadnicze i dodatkowe. Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, za jedno przewinienie dyscyplinarne wymierza się jedną karę zasadniczą. W przypadkach podobnych do zachowania Edena Hazarda karą zasadniczą może być dyskwalifikacja określona ilością meczów, czasowa lub nawet na stałe. Na podstawie umowy między Polskim Związkiem Piłki Nożnej, a Ekstraklasą S.A., prowadzącą rozgrywki najwyższego szczebla, przewinieniami dyscyplinarnymi zawodników ekstraklasy zajmuje się Komisja Ligi Ekstraklasy. Dla rozgrywek szczebla centralnego czyli I i II ligi właściwym organem jest Wydział Dyscypliny PZPN, a dla rozgrywek od III ligi w dół – organ dyscyplinarny wojewódzkiego związku piłki nożnej, prowadzącego rozgrywki.

Opublikowane w

Licencje. Ech, licencje.

Piłkarze Polonii Bytom, ostatniej drużyny I ligi mieli w poniedziałek rozpocząć przygotowania do rundy wiosennej rozgrywek, ale zaprotestowali przeciwko zaległościom w wypłatach i postanowili opóźnić inauguracyjny trening o tydzień. Mają spotkać się dopiero 14 stycznia.

Trener zespołu Jacek Trzeciak spotkał się już taką sytuacją w Polonii kilka lat temu jako zawodnik. Wtedy również były zaległości wobec zawodników, sięgające kilku miesięcy, ale jak powiedział szkoleniowiec portalowi slask.sport.pl teraz jest bardziej zaniepokojony. – Wtedy byliśmy w ekstraklasie i zawsze można było żyć nadzieją na pieniądze z Canal+. Na dodatek nie było dodatkowego problemu w postaci zakazu transferów. Psychicznie jestem w piwnicy. Nie potrafię odreagować tego, co się dzieje. Mam nadzieję, że w końcu się coś zmieni, bo tak dalej być nie może – dodał szkoleniowiec Bytomian, który według informacji portalu ma rozmawiać w najbliższych dniach z Prezesem klubu Radosławem Nowakowskim. – Chcę porozmawiać nie tylko o kwestiach finansowych, choć w zasadzie wszystko i tak się do tego sprowadza, ale i sportowych. Odeszło już wielu graczy, a 2-3 następnych też ma taki zamiar. Zespół się kruszy. Na pierwszych zajęciach było nas 14, a to trochę mało – podkreśla trener.

W siedemnastu meczach rundy jesiennej, Polonia zdobyła tylko cztery, tak… 4 punkty, nie odnosząc żadnego zwycięstwa, co świadczy aż nadto o słabym poziomie sportowym – skleconego na prędce, bez wystarczających środków finansowych – zespołu. Ktoś rozsądny zapyta: – jak to bez wystarczających środków? Przecież mamy system licencyjny.

No właśnie. Polonia Bytom, w czasach wspomnianych przez Jacka Trzeciaka miała już problemy z licencją na grę w ekstraklasie, ale ostatecznie otrzymała ją tuż przed rozgrywkami mimo wcześniejszej negatywnej opinii UEFA. Sezon później, będący w nieco lepszej sytuacji Łódzki Klub Sportowy takiej licencji nie otrzymał, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w listopadzie ubiegłego roku uchylił wszystkie decyzje PZPN odmawiające w 2009 roku ŁKS-owi prawa gry w ekstraklasie.

Co zatem decyduje o przyznaniu licencji? Na pewno, uznaniowość decyzji Komisji Licencyjnej, która za poprzednich władz daleko wychodzi za powszechnie przyjęte pojęcie uznaniowości. Nie można czepiać się samych materialnych przepisów dotyczących przyznawania licencji, bowiem PZPN stosuje swoje przepisy oparte na przepisach FIFA i jeżeli organ związku wydający decyzję poprzedziłby ją rzetelną analizą sytuacji faktycznej na tle obowiązujących przepisów prawa, w tym przypadku prawa związku sportowego nie mielibyśmy do czynienia z takimi sytuacjami.

Przepisy licencyjne dla poszczególnych klas rozgrywkowych różnią się oczywiście pewnymi wymaganiami, bo przecież od klubu IV ligi nie ma konieczności egzekwować tego co od klubu ekstraklasy, ale każde przepisy licencyjne niezależnie od klasy rozgrywkowej dla której zostały opracowane przewidują spełnienie przez klub piłkarski określonych kryteriów: sportowych, infrastrukturalnych, prawnych, finansowych i kryteriów dotyczących personelu i administracji czyli wymogów zatrudnienia np. księgowego czy też rzecznika prasowego.

Nowy Prezes Zarządu PZPN Zbigniew Boniek deklaruje głośno konieczność zmian polityki licencyjnej, zwłaszcza w kwestiach finansowych. Nie może być bowiem tak jak do tej pory, że kluby deklarując budżet na nowy sezon wpisują kwoty z umów sponsorskich, do których realizacji może nigdy nie dojść. I niech na zawsze znikną czasy, kiedy to prawie całość budżetu stanowiła transza z Canal+. Budżet z praw telewizyjnych ma być tylko jednym ze składników finansów bilansującego się klubu sportowego.

Przepisy licencyjne, które obowiązują w Polsce powinny być nieco złagodzone, np. w kwestiach infrastruktury w niższych klasach rozgrywkowych, ale jeśli chodzi o kwestie finansowe czy prawne niech pozostaną takimi jakie są, a nowe składy Komisji Licencyjnych niechaj z powagą i jasno określonymi metodami badania finansów klubowych przystąpią do owocnej pracy przed sezonem 2013/2014.

Opublikowane w

Sejmowa komisja o związkach sportowych

Kilka dni temu, dnia 6 grudnia 2012 r., odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, którego głównym punktem była informacja na temat funkcjonowania ustawy o sporcie, ze szczególnym uwzględnieniem stanu dostosowania statutów polskich związkach sportowych do przepisów wspomnianej ustawy. Na podstawie art. 82 ust. ustawy o sporcie, na dostosowanie swoich przepisów polskie związki sportowe miały czas do 16 października 2012 r., czyli w ciągu 2 lat od wejścia w życie nowej regulacji.  Jak zatem można określić stan wprowadzenia przepisów wewnętrznych przez polskie związki sportowe?

Obraz rzeczywistości przedstawiony przez sekretarza stanu Ministerstwa Sportu i Turystyki Grzegorza Karpińskiego wydaje się być niepokojący. Otóż w stosunku do 69 polskich związków sportowych, które zobowiązane były do zmiany swych przepisów wewnętrznych, Ministerstwo wydało 41 decyzji zatwierdzających zmiany statutowe, 9 odmawiających zatwierdzenia zmian i 5 w części zatwierdzających wprowadzone zmiany. 28 polskich związków sportowych nie ma zatem w tej chwili dostosowanych przepisów do ustawy. Co więcej, w czasie posiedzenia komisji okazało się, że 16 polskich związków sportowych nie należy do organizacji uznawanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Jest to o tyle istotne, ponieważ na podstawie art. 9 ust. 2 pkt 4 ustawy o sporcie jednym z warunków uzyskania zgody na utworzenie polskiego związku sportowego jest zaświadczenie o przynależności do międzynarodowej federacji sportowej działającej w sporcie olimpijskim lub paraolimpijskim lub innej uznanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Minister Karpiński ostrzegł, że jeżeli Ministerstwo Sportu i Turystyki nie otrzyma takiego zaświadczenia, doprowadzić to może w ostateczności do pozbawienia statusu polskiego związku sportowego.

Wracając jednak do kwestii statutów polskich związków sportowych, warto zastanowić się co wpłynęło na tak stosunkowo niski stopień dostosowania przepisów do ustawy, skoro czas na te działania wynosił aż 2 lata od wejścia w życie ustawy. Z jednej strony można zrzucić to na karb niefrasobliwości i bierności działaczy tychże związków (warto zwrócić uwagę, że na omawianym posiedzeniu głos zabrało jedynie dwóch przedstawicieli polskich związków sportowych). Należy jednak postawić sobie pytanie czy Ministerstwo i szeroko pojęty ustawodawca sportowy na pewno nie mają sobie nic do zarzucenia. Trzeba bowiem powiedzieć sobie jasno, że ustawa o sporcie w obecnym brzmieniu zawiera wiele niejasności, niedopowiedzeń czy regulacji, które w praktyce i tak nie są przestrzegane przez polskie związki sportowe.

Jednym z takich postanowień, sygnalizowanym zresztą w jednym z wcześniejszych wpisów na stronie przy okazji wyborów w PZPN, jest przepis art. 9 ust. 3 pkt 1 ustawy, który zakazuje członkowi zarządu polskiego związku sportowego łączyć tej funkcji z funkcją w innych władzach związku. Kwestia ta nie dotyczy jednakże tylko organizacji piłkarskich w Polsce. Sytuacja jest jasna, jeżeli dotyczy organu kontroli wewnętrznej, np. komisji rewizyjnej i tutaj oczywiście trzeba przyklasnąć. Co jednak z osobami wchodzącymi w skład np. walnego zgromadzenia delegatów, spośród których w praktyce bardzo często wybierani są członkowie zarządu? Minister Karpiński stwierdził jednoznacznie, że zakaz ten dotyczy również zgromadzenia delegatów, wzbudzając krytykę obecnych na posiedzeniu Komisji.  Wymowna była zresztą odpowiedź przewodniczącego obradom komisji, bodajże Ireneusza Rasia, który z pełnym przekonaniem stwierdził, że w takim wypadku we wszystkich związkach sportowych ten przepis jest łamany. Zastanowić się zatem trzeba albo nad zmianą tego treści tego przepisu w przyszłości albo przynajmniej nad zmianą wykładni jego stosowania przez Ministerstwo.

Dyskusyjnych kwestii w samym art. 9 ustawy jest więcej. Część z nich zostanie poruszonych w kolejnych wpisach na stronie. Do 11 grudnia Sekretariat Komisji będzie przyjmował wstępne propozycje zmian do ustawy o sporcie.  Należy mieć nadzieję, że w wyniku prac nad nowelizacją ustawy, do której być może aktywniej włączą się same związki sportowe, stanie się ona bardziej przejrzysta dla podmiotów prowadzących i organizujących współzawodnictwo sportowe, co przełożyłoby się na skuteczniejsze dostosowanie ich przepisów do postulowanego stanu.

Opublikowane w

Problem sprzeczności przepisów

Zapytano mnie ostatnio o stosunek prawa stanowionego przez federacje sportowe (te polskie i zagraniczne) do prawa powszechnie obowiązującego. Tematyka ta wzbudza zresztą od lat spore zainteresowanie w polskim środowisku sportowym. Dlatego dzisiaj słów kilka w tym obszarze.

Międzynarodowe organizacje sportowe należy uznać za międzynarodowe organizacje pozarządowe, zrzeszające krajowe federacje sportowe, które funkcjonują na podstawie przepisów kraju, w którym mają siedzibę. Oczywiście ich akty nie stanowią źródła prawa powszechnie stanowionego, lecz obowiązują jedynie wewnętrznie podmioty w nich zrzeszone. Wprawdzie w ustawie o sporcie nie przeniesiono przepisów ustawy o sporcie kwalifikowanym, który określał, że uprawianie sportu odbywa się m. in. zgodnie z postanowieniami statutów i regulaminów międzynarodowych organizacji sportowych, nie oznacza to jednak, że w nowych przepisach nie ma żadnej wzmianki o europejskich i globalnych federacjach sportowych. Art. 11 ust. 1 pkt 4 stanowi, że do wniosku o wyrażenie zgody na utworzenie polskiego związku sportowego konieczne jest dołączenie zaświadczenia o przynależności do określonej międzynarodowej federacji sportowej.  Nie trudno się domyśleć, że bycie członkiem tejże organizacji wiąże się z przestrzeganiem wewnętrznych przepisów, o których była mowa wyżej. Obowiązek przestrzegania postanowień międzynarodowych organizacji sportowych wynika zatem ze stosunku przynależności, który jest ustawowym wymogiem powstania polskiego związku sportowego, do którego z kolei należą kluby. Kwestia wydaje się być przejrzysta i uporządkowana – podmioty działające w sporcie (np. polskie związki sportowe, kluby) z jednej strony muszą przestrzegać prawa powszechnie obowiązującego (ustawy, rozporządzenia), z drugiej obowiązują ich wewnętrzne przepisy międzynarodowych federacji sportowych. Warto byłoby zatem by regulacje te nie były ze sobą sprzeczne. Jak natomiast wygląda rzeczywistość?

Rzeczywistość jest pełna absurdów i braku logiki. Z jednej strony, w przypadku piłki nożnej kilkakrotnie zaobserwowaliśmy brak możliwości zastosowania przepisów powszechnie obowiązujących, ponieważ sprzeciw wyraziły FIFA oraz UEFA powołując się na swoje przepisy wewnętrzne. Z drugiej zaś, negatywny przykład aktywności polskiego ustawodawcy można znaleźć w ustawie o grach hazardowych, kontrowersyjnej zarówno ze względów na okoliczności powstania, jak i samej treści. Art. 29 tejże ustawy wprowadził zakaz reklamowania zakładów bukmacherskich i zakaz sponsorowania przez firmy bukmacherskie. Dopuszczono jedynie wyjątki związane z zakładami wzajemnymi. Wszystko to oczywiście pod sankcją karną określoną w art. 110a kodeksu karnego skarbowego. Nie wdając się zbytnio w analizę prawną tych przepisów, chciałbym wykazać absurd tej regulacji, nawiązując również do spójności z postanowieniami międzynarodowych federacji. Szczególnie znamienny jest przykład zespołu piłki ręcznej VIVE Kielce, który musiał lawirować pomiędzy przepisami ustawy o grach hazardowych a regulaminem wewnętrznym Ligi Mistrzów, organizowanej przez Europejską Federacją Piłki Ręcznej (EHF), w której brał udział. O ile w meczu z węgierskim MKB Veszprem udało się dojść do porozumienia z EHF i zamiast reklamy firmy bukmacherskiej pojawiły się loga innego sponsora wybranego przez federację, to po meczu z Rhein-Neckar Loewen, na którym pojawiły się zakazane reklamy, zostało wszczęte postępowanie przez kielecką Izbę Celną. Absurdów jest oczywiście więcej. Pomijając już wielomilionowe straty klubów piłkarskich, które musiały wycofać się z zawartych już umów z firmami bukmacherskimi, czuwająca ręka sprawiedliwości nie ominęła również stacji telewizyjnych. A wszystko to bowiem przez uliczny billboard z Cristiano Ronaldo w stroju Realu Madryt, na którym była również reklama jednej z firm bukmacherskich. Nie uchowały się również gry komputerowe – w zeszłym roku w polskiej wersji jednej z gier piłkarskich zabrakło oryginalnych strojów m. in. Juventusu Turyn czy Realu Madryt, właśnie z powodu sponsorowania ich na koszulkach przez firmy bukmacherskie.

Nowy Prezes PZPN, Zbigniew Boniek, zapowiedział już, że będzie walczył o zmianę omawianej ustawy i moim zdaniem ma w tej sprawie rację. Nie mówię tu już nawet o wątpliwościach związanych ze zgodnością tego aktu z prawem Unii Europejskiej czy stratach finansowych ponoszonych przez polski sport w związku z obecnymi regulacjami, choć są to oczywiście kwestia bardzo istotne. Z punktu widzenia „przedstawiciela” prawa sportowego ważne jest dla mnie, by nie powtórzyła się sytuacja, z którą uporać się musiało kieleckie VIVE – sprzeczność przepisów powszechnie obowiązujących z regulacjami wewnętrznymi międzynarodowych federacji sportowych.

Opublikowane w

Sam talent nie wystarczy

Wspaniały występ Jerzego Janowicza w Turnieju ATP Masters Series w Paryżu sprawił, że o młodym polskim tenisiście mówimy wszyscy. I nic dziwnego, w końcu to największy dla polskiego męskiego tenisa sukces od czasów występów Wojciecha Fibaka.

Ale jak się dowiadujemy sukces nie przyszedł łatwo. Nie wystarczy bowiem sam talent. Potrzeba pieniędzy. Ich brak zapewne blokuje rozwój kariery wielu sportowcom. Zanim przyjdzie sława, a za nią sponsorzy, najpierw… proza życia. Ale czy faktycznie jest aż tak źle? w końcu Ustawa o sporcie daje możliwości przyznawania stypendiów i fundowania nagród wybitnym sportowcom.

Zgodnie z dyspozycją art. 32 ust. 1 tejże Ustawy „Minister właściwy do spraw kultury fizycznej może przyznać członkowi kadry narodowej okresowe stypendium sportowe za osiągnięte wyniki sportowe we współzawodnictwie międzynarodowym. Stypendium może otrzymać członek kadry narodowej, który zobowiąże się w formie pisemnej do realizacji programu przygotowań do igrzysk olimpijskich, igrzysk paraolimpijskich lub igrzysk głuchych albo programu przygotowań do mistrzostw świata lub mistrzostw Europy, opracowanego przez właściwy polski związek sportowy, oraz do udziału w tych zawodach”.

Oprócz stypendiów, „Minister właściwy do spraw kultury fizycznej może przyznawać ze środków budżetu państwa, z części, której jest dysponentem, nagrody pieniężne i wyróżnienia dla osób fizycznych za wybitne osiągnięcia sportowe” (art. 34 ust. 1). Nagroda taka może zostać przyznana zarówno z własnej inicjatywy Ministra, jak i na wniosek polskiego związku sportowego. Podstawę ustalenia wysokości nagrody pieniężnej stanowi kwota 2300 zł, przy czym wysokość nagrody nie może przekroczyć 14-krotności tej kwoty (art. 34 ust. 3).

Z kolei na podstawie art. 31 okresowe stypendia sportowe mogą być też ustanawiane i finansowane przez jednostki samorządu terytorialnego. Jednostki te mogą również ustanawiać nagrody i wyróżnienia dla osób fizycznych za wybitne osiągniecia sportowe.  Prawo do ustanawiania i finansowania stypendiów mają wreszcie kluby sportowe (art. 5 Ustawy).

Jak zatem widać, możliwości (te zapisane w ustawie) są. Pozostaje kwestia ich wyegzekwowania.

Opublikowane w

Nielegalne Walne

W jednym z komentarzy do poprzedniego wpisu o wyborach w Polskim Związku Piłki Nożnej internauta poddał w wątpliwość zgodność wyborów z przepisami ustawy o sporcie. Chodzi tu przede wszystkim o postanowienia art. 9 ust. 3 pkt 1 tejże ustawy, który stanowi, że członek zarządu polskiego związku sportowego nie może łączyć tej funkcji z funkcją w innych władzach tego związku. Warto w tym momencie podkreślić, że na podstawie art. 22 par 1 statutu PZPN najwyższą władzą tego związku jest Walne Zgromadzenie Delegatów, które – jak była mowa we wcześniejszym wpisie – dokona wyboru Prezesa PZPN oraz członków zarządu.

Chciałbym w tym momencie poruszyć dwa problemy związane z interpretacją wspomnianego wyżej przepisu ustawy o sporcie w kontekście działalności Polskiego Związku Piłki Nożnej. Pierwszą kwestią jest skład personalny Walnego Zgromadzenia Delegatów, którego obrady zaplanowane na najbliższy piątek. Wprawdzie PZPN nie ujawnił oficjalnej listy delegatów, jednak media sportowe podały nieoficjalne zestawienie nazwisk osób, które za kilka dni podejmą wiążące decyzje dla polskiego futbolu[1]. Prawdziwość tej listy zostanie zweryfikowana w piątek, jednakże już teraz można zastanowić się nad scenariuszem, w którym rzeczywiście podane osoby będą brały udział w Walnym Zgromadzeniu Delegatów. Czytając nazwiska delegatów z poszczególnych Wojewódzkich Związków Piłkarskich zastanowił mnie fakt pojawienia się wśród nich osób, które według oficjalnej strony PZPN są również członkami Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Czy można to w jakikolwiek sposób uzasadnić? Wydaje mi się, że nie. Na podstawie art. 22 par. 6 pkt 1 statutu PZPN delegaci na Walne Zgromadzenie muszą być zastępowani przez prawidłowo wybranych zastępców w razie przyjęcia funkcji członka zarządu PZPN, Komisji Rewizyjnej oraz innych statutowych organów jurysdykcyjnych.

Na podstawie art. 45 statutu PZPN do organów jurysdykcyjnych należą:

1) Komisja Dyscyplinarna,
2) Najwyższa Komisja Odwoławcza,
3) Komisja ds. Licencji Klubowych,
4) Komisja Odwoławcza ds. Licencji Klubowych,
5) Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych,
6) Piłkarski Sąd Polubowny.

I w tym momencie pojawia się druga wątpliwość. Art. 35 par. 6 statutu PZPN stanowi, że członek Zarządu nie może być równocześnie członkiem organów jurysdykcyjnych Związku ani Komisji Rewizyjnej. Czy na pewno jest to zgodne z przywoływanym wyżej przepisem ustawy o sporcie dotyczącym zasady niełączenia funkcji w zarządzie polskiego związku sportowego z funkcją w innych władzach tegoż podmiotu? Regulamin Dyscyplinarny PZPN wyróżnia organy Polskiego Związku Piłki Nożnej: władzy, kontroli, jurysdykcyjne i doradcze. Wydaje się zatem, że wszystkie te organy powinny znaleźć się w przywołanym wyżej przepisie statutu PZPN.

Jak widać, kwestia łączenia funkcji delegata ze stanowiskiem w Zarządzie nie musi być tylko przeoczeniem podczas procesu wybierania działaczy reprezentujących środowisko piłkarskie w Walnym Zgromadzeniu Delegatów. Problem wydaje się również leżeć w wewnętrznych regulacjach prawnych PZPN. Wybory w Związku już w piątek, zatem ciężko przypuszczać, by już na najbliższym Zgromadzeniu przeprowadzono zmiany, które dostosowałyby kwestie normatywne Polskiego Związku Piłki Nożnej z postulowanym stanem, określonym w ustawie o sporcie.


[1] Lista wg sport.pl http://m.wroclaw.sport.pl/sport-wroclaw/1,123476,12660945,Tylko_u_nas__Oni_wybiora_nowego_prezesa_PZPN__ZOBACZ.html

Opublikowane w

Siła wyższa?

No i wszyscy się z nas śmieją! Okazało się, że nowoczesny Stadion Narodowy nie nadaje się do rozegrania meczu eliminacji piłkarskich Mistrzostw Świata Polska – Anglia. Wszystkiemu winny… no właśnie, kto, a może co?

Deszcz, choć nie było to w żadnym wypadku oberwanie chmury spowodował, że murawa pokryła się kałużami, piłka nie mogła się normalnie odbijać, a piłkarze Anglii nie wyszli nawet na rozgrzewkę.

Zapewne kibice – wybierając się na stadion narodowy by obejrzeć na żywo mecz liczyli na to, że będą świadkami widowiska we wtorek, ułożyli sobie pod to plany, a tymczasem „lipa ! A przyjechali na to spotkanie z całej Polski, licząc na powrót samochodem, czy nocnym pociągiem, nawet w niektórych przypadkach samolotem, mając zaplanowaną podróż zaraz po meczu, nie mając zaplanowanego noclegu, a tym bardziej w przypadku przełożonego spotkania na dziś, nie mając zwolnienia z pracy. Kibice angielscy mieli czarterowe samoloty, zaplanowane na noc z wtorku na środę.

Czyli z prawnego punktu widzenia mamy POSZKODOWANYCH.

Żeby mówić jednak o szkodzie potrzebne jest ustalenie sprawcy, osoby, podmiotu, który ponosiłby winę za to zdarzenie, że nie zasunięto dachu, co uniemożliwiło rozegranie meczu. Delegat FIFA ze Słowenii, organizator meczu czyli PZPN wspólnie z operatorem stadionu czyli Narodowym Centrum Sportu i wreszcie przedstawiciele obu drużyn: Anglii i Polski byli przeciwni zasuwaniu dachu. Nie mamy więc ustalonego winnego i tego winnego zapewne ustalić się jednoznacznie nie da.

Czy mamy zatem do czynienia z pojęciem siły wyższej (vis maior), a taką są bez wątpienia silne opady deszczu? Czego mogą się domagać kibice?… Same pytania.

Na pewno domagać się mogą zwrotu kosztów za bilety od organizatora, w przypadku niemożności przybycia w środę. Trzeba jednak posiadać bilet, a nie wyrzucać go. Bilet to także dowód ubezpieczenia uczestnika imprezy masowej. Jeśli kupujemy bilet przez Internet zawsze możemy sobie wydrukować duplikat.

Moim zdaniem można także domagać się od organizatora zwrotu kosztów hotelu czy innego noclegu. Wreszcie – kosztów ponownego dojazdu – jeśli kibic nie pozostał w stolicy, tylko wrócił do domu i ponownie do stolicy wybrał się w środę. Mowa tu o tzw. szkodzie rzeczywistej – łatwej do oszacowania.

Jeżeli chodzi o utracone korzyści czy zadośćuczynienie – kiepsko niestety to widzę. Jak Sąd np. miałby ocenić ile ucierpiałem przez to, że meczu nie obejrzę na żywo, tylko w TV?

Opublikowane w

Widzew "upadł – ale wstał"

W ostatnim czasie głośno jest o sytuacji łódzkiego Widzewa, który – według doniesień mediów – wystąpił z wnioskiem do Sądu o zawarcie układu z wierzycielami. Sprawa wzbudza ogólne zainteresowanie, a 12 października sytuację Widzewa ma analizować Komisja Licencyjna. Swoje stanowisko wyraził również prezes PZPN oświadczając, że upadłość klubu może mieć miejsce. Jak to natomiast wygląda od strony prawnej?

W mojej ocenie nie powinno być żadnych negatywnych konsekwencji dla klubu, który złożył wniosek o tzw. „upadłość naprawczą”. Wnioskuję to po postanowieniach pkt 4.2.1.1. lit. a „Podręcznika Licencyjnego PZPN na sezon 2012/2013” :

4.2.1.1.       PZPN może zastosować wobec licencjobiorcy karę zawieszenia lub pozbawienia licencji, jeżeli:

  1. z dowolnej przyczyny licencjobiorca stanie się niewypłacalny i wejdzie w stan likwidacji podczas trwania sezonu licencyjnego w rozumieniu obowiązujących przepisów prawa polskiego (w przypadku gdy licencjobiorca stanie się niewypłacalny, lecz przejdzie w zarząd przymusowy podczas trwania sezonu, dopóki celem zarządu jest ratowanie klubu i jego działalności gospodarczej, nie należy podejmować decyzji o pozbawieniu licencji Ekstraklasy);
  2. którykolwiek z warunków wydania licencji Ekstraklasy przestanie być spełniony;  lub
  3. licencjobiorca naruszy którekolwiek ze swych zobowiązań wynikających z Podręcznika Licencyjnego PZPN.
  4. Niezależnie od powyższego kara zawieszenia lub pozbawienia licencji może być orzeczona z przyczyn, stanowiących podstawę orzeczenia tych kar w Regulaminie Dyscyplinarnym PZPN.

Sądzę, że użycie tu sformułowania „stan likwidacji” odnosi się do postępowania upadłościowego likwidacyjnego, zaś postępowanie układowe nie byłoby objęte w tym momencie zakresem tego przepisu. Inna sprawa, że jak widać, przesłanki zawieszenia lub pozbawienia licencji są tu ujęte ogólnie i na dobrą sprawę przy wykazaniu złej woli praktycznie każdy klub mógłby obawiać się wymierzenia tego środka przez PZPN. Chodzi tu o takie zwroty jak „przestanie spełniania któregokolwiek z zobowiązań” wynikających z Podręcznika Licencyjnego czy „naruszenie któregokolwiek ze swych zobowiązań” z tego dokumentu. Inna sprawa, że jest to oczywiście przepis dyspozytywny –„ PZPN może zastosować” ten środek, co wcale nie oznacza, że to uczyni. Warto również zwrócić uwagę, że przepisy proceduralne nie wydają się być dostosowane do casusu Widzewa, ponieważ dotyczą one zasadniczej procedury uzyskiwania Licencji, zaś przypadek łódzkiego klubu jest czymś nowym.

Podobnie ogólny charakter mają przepisy Regulaminu Dyscyplinarnego PZPN, do którego odsyła wyżej wymieniony przepis. Przykładowo, art. 105 tego dokumentu stanowi, że klubowi można wymierzyć m. in. karę zawieszenia lub pozbawienia licencji za „niewykonywanie zobowiązań, w szczególności wobec zawodników, trenerów, członków sztabu medycznego, klubów piłkarskich, PZPN, ligi zawodowej lub związków piłki nożnej”.

Wydaje się zatem, że kluczowe w tym momencie będzie orzeczenie upadłości z możliwością zawarcia układu oraz skutki prawne określone w ustawie „prawo upadłościowe i naprawcze”. Wbrew pozorom ogłoszenie tego rodzaju upadłości może ostatecznie doprowadzić do przetrwania klubu. Art. 87-90 określają skutki orzeczenia upadłości, do których należą choćby odroczenie i ewentualna redukcja obecnych zobowiązań czy ochrona przed wypowiedzeniem wymienionych w ustawie umów. Klub zyskałby w tym momencie czas oraz korzystne warunki dla naprawy finansów i wyjście na prostą. Inna sprawa jak wykorzysta tę ewentualną szansę.