Opublikowane w

Może jednak Salary Cap?

Odpadł Ruch, Legia i Śląsk. Znaczy – mizeria jak zawsze. Przyczyny tego stanu rzeczy – można powiedzieć, ilu miłośników sportu, tyle zdań na ten temat. Na pewno trzeba się liczyć z opinią (ostatnio podnoszoną zresztą coraz częściej), że piłkarze zarabiają niewspółmiernie dużo do swoich umiejętności. Czy taki stan rzeczy musi być, czy skazani jesteśmy na kominy płacowe?

Otóż nie. Obecnie, na podstawie art. 15 ustawy o sporcie, liga zawodowa piłki nożnej T-Mobile Ekstraklasa zarządzana jest przez spółkę kapitałową Ekstraklasa S.A. i umowę podpisaną pomiędzy tym podmiotem, a PZPN. W tak utworzonej konstrukcji organizacyjno-prawnej nic nie stoi na przeszkodzie, by wzorem lig zawodowych (zwłaszcza amerykańskich NBA, NHL, czy NFL) wprowadzić górny pułap wynagrodzeń, czy limit wydatków na pensje dla zawodników. Analizując dalej – jeżeli piłkarz zatrudniany jest w klubie na podstawie umowy o pracę i podlega reżimowi kodeksu pracy, czy na podstawie umowy cywilnoprawnej o świadczenie usług (art. 750 kc) i podlega reżimowi kodeksu cywilnego – żaden z tych kodeksów nie przewiduje ograniczeń w możliwości ustalenia górnego wynagrodzenia. „Piłka  zatem po stronie Ekstraklasy S.A. (czy de facto jej akcjonariuszy, którymi są kluby i PZPN). Zgodna wola i… unikamy przepłacania zawodników.

W tym miejscu pozwolę sobie jednak na własny komentarz i spostrzeżenie. A może by tak do sprawy podejść trochę inaczej? Mamy nowe piękne stadiony i hale sportowe, które trzeba zapełnić kibicami. Skoro tak dobrze u nas się płaci, a „na zachodzie  kryzys, to może nie ograniczajmy jednak zarobków, tylko ściągajmy bardzo dobrych zawodników z zagranicy (dzieje się już tak w siatkówce i pomału w piłce ręcznej), dzięki czemu zapełnimy trybuny, a przyszli nasi sportowcy (odnoszę to do dzieci i ich planów szkolenia po nowemu w ramach projektu zmian zaproponowanych ostatnio przez ministerstwo) będą mieli swoich idoli i będą mieli od kogo się uczyć??? A może takie myślenie jest jednak naiwne…???

Opublikowane w

Czas na zmianę statutów, Polskie Związki Sportowe – pobudka!!!

Jesteśmy po wielkich imprezach sportowych, ale wcale to nie oznacza koniec emocji. Na pewno ich nie zabraknie w najbliższym czasie wśród działaczy. Zgodnie z art. 82 pkt 2 ustawy o sporcie, polskie związki sportowe i osoby prawne będące ich członkami muszą do 15 października tego roku dostosować swoje statuty i regulaminy do nowej ustawy. A zmian jest całe mnóstwo.

Najbardziej spektakularne dla „zwykłego śmiertelnika  – zapis, że kadencja władz polskiego związku sportowego nie może być dłuższa niż 4 lata, a prezes związku nie może pełnić swej funkcji dłużej niż przez 2 następujące po sobie kadencje. Założenie pewnie słuszne – regulacja prawna fatalna. No bo niby dlaczego prezes może być tylko dwie kadencje (8 lat), a już inni (wiceprezesi, członkowie zarządu) bez limitu czasowego? Czy to uzdrowi sytuację??? Na pewno nie – zatem brzmienie przepisu jest do bani. Z innej strony – mija 8 lat panowania dajmy na to pana Grzegorza Wiosny, potem na jedną kadencję (4 lata) wybrany jest jego kolega, a potem nie ma przeszkód by pan Grzegorz powrócił na kolejne 8 lat.  To tak trochę jak z Putinem i Miedwiediewem – raz prezydentem, raz premierem. Czy o to chodziło ustawodawcy?

Opublikowane w

Przegrana bitwa Armstronga

Przyjaciele i fani mówią o nim „bohater , skrajni oponenci nazwą go „koksiarzem , a ci bardziej subtelni powiedzą „każdego szkoda , a ja powiem po prostu: „dura lex, sed lex  (twarde prawo, ale prawo).

Każdy system prawny, każde przepisy związkowe – zawierają dwie proste zasady ustanowione już w czasach rzymskich: po pierwsze – domniemania niewinności (każdego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona), po drugie – każdemu oskarżonemu przysługuje prawo do obrony na każdym etapie postępowania.

Lance Armstrong stoczył wiele bitew – tych w rywalizacji sportowej i tych w walce ze zdrowiem. Dlaczego zatem tak bardzo wzbrania się podjąć swojej obrony przed decyzją USADA (Amerykańska Agencja Antydopingowa) o odebraniu tytułów i dożywotniej dyskwalifikacji? Ta decyzja przecież nie jest jeszcze prawomocna – wymaga ona jeszcze zatwierdzenia przez chociażby UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska) i MKOl. No i zawsze można wnieść odwołanie do CAS (Międzynarodowy Trybunał ds. Sportu)!

A zatem dura lex, sed lex. Lance Armstrong jeśli nie zmieni zdania i nie podejmie obrony, przestaje być moim bohaterem…

Opublikowane w

Nieprzyjazne zawody Przyjaźń

Z biegiem czasu i obowiązywania ustaw w polskim porządku prawnym, pojawiają się postulaty nowelizacji poszczególnych aktów. Często zmiany pojawiają się już w pierwszych miesiącach obowiązywania ustawy.

Weźmy ustawę z 25 dnia czerwca 2010 o sporcie (Dziennik Ustaw z 2010 nr 127 poz. 857 z późn. zm.). Już w 2011 roku straciły moc przepisy o bezpieczeństwie w górach i na akwenach wodnych. Ta kwestia została uregulowana w dwóch ustawach z dnia 18 sierpnia 2011 roku o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych (Dz. U. 2011 nr 208 poz. 1240, z późn. zm.) oraz ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich (Dz. U. 2011 nr 208 poz. 1241, z późn. zm.).

Wartką kwestią jaką należałoby poruszyć wydaje się sprawa tak zwanych „rent olimpijskich . Comiesięczne świadczenie przysługuje Reprezentantom Polski na Igrzyska Olimpijskie, którzy zdobyli podczas tego współzawodnictwa przynajmniej jeden medal, po spełnieniu kilku przesłanek, w tym jednej najważniejszej ukończenia 40 roku życia. Jeszcze w czasie obowiązywania poprzedniej ustawy o sporcie kwalifikowanym, rozszerzono te przywileje o medalistów paraolimpiad i igrzysk głuchych, a także o medalistów zawodów „Przyjaźn’84 .

W toku wieloletniej praktyki prawniczej zaobserwowałem jednak pewne niedoskonałości, które dotyczą zwłaszcza zawodów „Przyjaźń’84 , które były odpowiedzią „Bloku Wschodniego  na Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles. Związek Radziecki oraz „bratnie  kraje, w tym Polska, zdecydowały się zbojkotować te zawody, a na pocieszenie w trudach ciężkich przygotowań sportowcom z tych krajów zaproponowano, choć właściwym słowem byłoby „nakazano  udziału w zawodach „Przyjaźń . Były one rozgrywane w różnych Państwach, np. jeździectwo – w Drzonkowie, w Polsce, siatkówka – w stolicy Kuby, Hawanie, a piłka ręczna – w NRD-owskim wówczas Magdeburgu.

Patrząc na medalistów tych zawodów są tacy, którzy pobierają świadczenie i tacy, którzy mimo zdobytego medalu nie pobierają pieniędzy pomimo,  iż próbowali walczyć o uzyskanie świadczenia, ale im się nie udało. No właśnie, co stanęło na przeszkodzie? Sprawa dotyczy między innymi dżudoków i jednego z jeźdźców w konkurencji WKKW. Otóż, chodzi o pewien ustawowy warunek: musi to być osoba zakwalifikowana do kadry na Igrzyska Olimpijskie Los Angeles 1984, która nie pojechała tam w wyniku bojkotu zawodów, a znalazła się w kadrze na zawody „Przyjaźń  i tam zdobyła medal. Wówczas system kwalifikacji na igrzyska był inny niż teraz. Polski Komitet Olimpijski przyznawał bowiem tzw. kółka olimpijskie i dopiero przyznanie piątego kółka olimpijskiego skutkowało nominacją. Niektórzy do końca bili się o start w Los Angeles. Jednak decyzja o bojkocie zapadła kilka miesięcy przed igrzyskami i dlatego niektórzy nie mieli piątego kółka olimpijskiego, a na zawody „Przyjaźń  musieli pojechać i pojechali, zdobyli medale i kilkanaście lat po fakcie okazało się, że nie otrzymają świadczenia, bo nie mają nominacji na igrzyska. Nie spełniają więc jednej z przesłanek, a są takimi samymi wielkimi sportowcami jak ci, co mieli kwalifikację. Problem nie dotyczy siatkarzy czy piłkarzy ręcznych, bowiem ci olimpijskie nominacje mieli wcześniej. Wówczas najczęściej dobre miejsca w Mistrzostwach Świata czy Europy dawały awans. Te najczęściej rozgrywane były rok czy dwa przed igrzyskami, więc nominacje były już zagwarantowane.

Patrząc na osoby, którym nie przysługuje świadczenie, a które też zdobyły medal zastępczych zawodów i zostały pozbawione szansy wywalczenia miejsca i wyjazdu do Los Angeles postulowałbym zmianę przepisu ustawy o sporcie, w którym zawarta jest norma o konieczności posiadania kwalifikacji na igrzyska w Los Angeles. Tych osób nie ma zbyt dużo, ale dla wielu z nich życie byłoby nie aż tak trudne, jak do tej pory, zwłaszcza, że na to zasługują, bo niczym nie różnią się od tych, którzy kwalifikację uzyskali. Przecież podobnie jak oni byli na zawodach „Przyjaźń  i zdobyli na nich medal.

Opublikowane w

Casus Tadrowskiego

Nowy sezon piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy dopiero się rozpoczyna, ale już od kilkunastu dni o punkty walczy jej zaplecze, czyli I-ligowcy. I już w pierwszej kolejce doszło do niemałego zamieszania. Rzecz działa się w meczu Arki Gdynia z Wartą Poznań. Na boisku było 2:0 dla Arki, ale klub z Poznania chce by mecz został zweryfikowany na jego korzyść, z wynikiem 3:0 czyli walkowerem.

A wszystko przez nierespektowanie – zdaniem poznańskiego klubu – przepisów przez Arkę. Otóż przepisy Polskiego Związku Piłki Nożnej wymagają, aby w meczu I ligi w każdej drużynie przez pełne 90 minut występował co najmniej jeden zawodnik o statusie młodzieżowca, czyli w tym sezonie zawodnik urodzony po 1 stycznia 1992 roku, który przez trzy lata był szkolony w polskim klubie lub klubach. W meczu Arki z Wartą zawodnikami wypełniającymi ten przepis ze strony Arki byli: Mateusz Szwoch, który zszedł z boiska w 80 minucie oraz Dariusz Formella, który zastąpił któregoś z „seniorów  w 89 minucie. Co więc z tymi brakującymi dziewięcioma minutami?

I tu każda ze stron, powołując się na prawników ma swoje zdanie. Warta uważa, że w składzie Arki nie było w tym czasie piłkarza spełniającego wymóg, na to Arka twierdzi, że był, tłumacząc, że przez cały czas, łącznie z owymi dziewięcioma minutami występował 19-letni Julien Tadrowski, pochodzący z Francji… reprezentant Polski juniorów, jeżdżący na zgrupowania Biało-Czerwonych w różnych kategoriach wiekowych już od 16 roku życia, powołany również na najbliższy obóz i mecze kadry U-20.

Tadrowski ma polski paszport, ale do tej pory grywał w młodzieżowych drużynach francuskiego Lille OSC i zdaniem wiceprezesa Warty Macieja Chłodnickiego, jego klubowi należy się walkower. Chłodnicki na łamach Przeglądu Sportowego mówi, że klub wystąpił do PZPN o wykładnię i każdą decyzje przyjmie z pokorą, ale uważa, że Tadrowski nie ma statusu młodzieżowca, z racji braku trzech lat szkolenia w polskich klubach między 15, a 21 rokiem życia.

Pozwolą Państwo teraz na pewną dygresję. Otóż całkowicie legalnym w sensie tego przepisu, obowiązującego również w innych federacjach (bo to przepis międzynarodowy, wynikający z przyjęcia przez poszczególne federacje krajowe przepisów FIFA) jest przypadek, że za młodzieżowca uważa się np. obywatela Rosji czy Danii, który w wieku np. 16 lat zwiąże się dajmy na to ze Śląskiem Wrocław czy Wisłą Kraków i nawet przez chwilę nie posiada polskiego paszportu, ale będzie przez 3 lata  szkolony w Polsce i w wieku 19 lat osiągnie status młodzieżowca w naszym kraju. Czyli przypadek jakby zupełnie odwrotny do Tadrowskiego. Korzystają z tego Chelsea Londyn, AC Milan czy FC Barcelona, bowiem wymogi dotyczące młodzieżowców trzeba spełnić rejestrując skład zespołu do Ligi Mistrzów czy Ligi Europy.

Ale wracamy do casusu Tadrowskiego. W Gdyni walkowera się nie boją, bo już przez sezonem zwrócili się o interpretację tego przepisu do PZPN. Wiceprezes Arki, niegdyś znakomity trener młodzieżowych reprezentacji Michał Globisz jest pewny swego – mamy wykładnię przepisu i wedle niej Julien jest młodzieżowcem – mówi Globisz. Pewnie gdyby Tadrowski nie był dla gdyńskiego klubu młodzieżowcem zmiany dokonane przez szkoleniowca Arki – Petra Nemca wyglądałyby zupełnie inaczej.

Pan Michał przedstawił prasie dokument z Departamentu Prawnego PZPN, w którym można wyczytać: „Wykładnia PZPN w sprawach tożsamych ze sprawą zawodnika Juliena Tadrowskiego jest taka, iż jeśli zawodnik posiada obywatelstwo polskie, a nie był szkolony przez polski klub to mimo powyższego uznaje się, iż w przypadku spełnienia pozostałych kryteriów jest uznawany za zawodnika młodzieżowego . Tym „pozostałym kryterium  jest zapewne wiek Tadrowskiego.

Podejrzewam, że gdyby Arka nie wystąpiła do PZPN o wykładnię, a dokonałaby tego jako pierwsza Warta, Związek mógłby uznać, że niespełnienie przesłanki trzech lat szkolenia powoduje, że zawodnik nie może być uznany za młodzieżowca. Gdzie dwóch prawników tam trzy opinie.

Osobiście uważam, że taka korzystna na rzecz Arki wykładnia ma swoje plusy i minusy. Minusem jest bez wątpienia bardzo „elastyczne  potraktowanie przepisu związkowego przez sam związek i stworzenie precedensu oraz to że teraz wystarczy pozyskać sobie zawodnika wyszkolonego zagranicą i traktować go jak szkolonego w Polsce.

A do plusów można zaliczyć fakt, że klubowi skauci mogą wypatrzyć zagranicą talent z polskim i zagranicznym paszportem, który waha się czy w przyszłości reprezentować Polskę – kraj swoich rodziców lub dziadków czy kraj, w którym się wychował i sprowadzić go do Polski, by rówieśnicy uczyli się od niego „zachodniego  podejścia do gry w piłkę. Jeśli taki zawodnik będzie się wyróżniał można go powołać do pierwszej reprezentacji Polski, by nie stracić go jak dawniej bywało w przypadku Mirosława Klose czy Łukasza Podolskiego. Kolejnym „straconym  dla Biało-Czerwonych barw, tak na marginesie, jest Robbie Grabarz, niedawny brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Londynie, w skoku wzwyż.

Opublikowane w

Koszulkę ściągać, czy tego zakazać?

Doskonale pamiętamy sytuację z niedawnego półfinału EURO 2012 między Włochami, a Niemcami, kiedy to Mario Balotelli ściągnął koszulkę po strzeleniu drugiego gola. UEFA karze takie zachowania i w myśl przepisów gry w piłkę nożną  Super Mario  został ukarany żółtą kartką. Ten przepis obowiązuje od 1 lipca 2004 roku. Obowiązywał również już w latach dziewięćdziesiątych, ale został uchylony. Niejeden zawodnik przypłacił chwilę radości po strzeleniu gola drugą żółtą, a co za tym idzie czerwoną kartką. Niejednemu żółty kartonik pokazany w takich okolicznościach uniemożliwił występ w kolejnym ważnym meczu.

Czarnogórzec Mirko Vucinic, grając jeszcze w AS Roma strzelił gola w dramatycznych okolicznościach w meczu Serie A z Cagliari, dając swojej drużynie upragnione trzy punkty już w doliczonym czasie gry, ale tak się rozbierał, że dostał żółtą kartkę za ściągnięcie koszulki i kolejną żółtą za ściągniecie spodenek, w sumie – czerwoną.

Niektórzy też, jak jeden z duńskich zawodników podczas zakończonych Mistrzostw EURO 2012 podciągali koszulkę, czy opuszczali spodenki, by odsłonić bieliznę z napisem reklamowym. Czego to się nie robi dla szeroko pojętego marketingu, ale są też tacy, którzy pod koszulką meczową ukrywają inną koszulkę, na której nierzadko znajdują się niecenzuralne treści czy rasistowskie napisy. Nie dziwi zatem, że federacje międzynarodowe – nie tylko piłkarska – z takim zachowaniem walczą. Stanowisko takie prezentuje chociażby w swoich przepisach FIBA czyli Międzynarodowa Federacja Koszykówki. Jej przepisy idą jeszcze dalej, bowiem za takie zachowanie od razu można dostać karę i zakaz występu w kolejnym meczu.

A co Państwo o tym sądzą?

Opublikowane w

„Społeczny” prezes

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorz Lato będzie ubiegać się o reelekcję podczas październikowego zjazdu wyborczego. Zamiar kandydowania zgłaszają również inni potencjalni kandydaci. Wśród nich jest europoseł Ryszard Czarnecki, który ogłosił już jakiś czas temu, że nie będzie pobierać 50 tysięcy pensji jak jego poprzednik i że będzie pracować społecznie, a tę kwotę przekazywać np. na budowę boisk dla dzieci i młodzieży. Czy jest to zgodne z prawem?

Warto przypomnieć, że PZPN jest stowarzyszeniem, działającym na podstawie przepisów ustawy z 7 kwietnia 1990 roku Prawo o stowarzyszeniach (tekst jednolity: Dziennik Ustaw z 2001 r. Nr 79, poz. 855, z późn. zm.). W świetle tej Ustawy, osoba zasiadająca w Zarządzie nie musi być zatrudniona. Idąc dalej, może pobierać wynagrodzenie na podstawie umowy cywilnoprawnej, kontraktu menedżerskiego, czy umowy o pracę,  ale może też sprawować swoją funkcję społecznie bez żadnego wynagrodzenia.

Jeżeli rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z przypadkiem nie pobierania przez nowego prezesa zarządu PZPN żadnego wynagrodzenia, pieniądze przeznaczone na wynagrodzenie mogłyby zostać rozdysponowane na każdy statutowy cel, w tym na szkolenie młodzieży, budowę boisk czy budowę kompleksowego systemu szkolenia.

Zupełnie inaczej miałaby się sprawa, gdyby nowy prezes pobierał wynagrodzenie, ale chciałby je w całości lub w części przeznaczać na wymienione wyżej cele związane np. ze szkoleniem młodzieży. Po pierwsze – wynagrodzenie z tytułu umowy o pracę, kontraktu menedżerskiego czy umowy cywilnoprawnej jest opodatkowane i oskładkowane, co oznacza, że płatnik musi odprowadzić zaliczkę na podatek dochodowy i składki na ubezpieczenia społeczne .  Po drugie – przekazanie całości lub części wynagrodzenia na cele społeczne byłoby po prostu darowizną podlegającą reżimowi ustawy o spadkach i darowiznach. Oznacza to zatem, że pobranie wynagrodzenia i „gest  przekazania go dalej dla prezesa oznaczać będzie nie tylko „brak wzbogacenia , ale wręcz przeciwnie – uszczuplenie jego majątku wobec konieczności odprowadzenia podatków. A zatem zobaczymy, czy prezesi pracować będą społecznie?

Opublikowane w

Czy Smuda złamał prawo?

Jeszcze przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy w piłce nożnej, wokół reprezentacji pojawiło się wiele kontrowersji związanych z usunięciem z koszulek piłkarzy godła narodowego. Po interwencji najwyższych władz państwowych, na piersi piłkarzy wrócił orzeł w koronie. Jednak co z trenerem? Franciszek Smuda często powtarzał, że jako trener w trakcie meczu najlepiej czuje się w stroju sportowym i tak prezentował się podczas finałów Mistrzostw Europy EURO 2012. Czy w trakcie występów reprezentacji trener nie powinien przypadkiem posiadać stroju, na którym widnieje godło narodowe i czy w obliczu znowelizowanych przepisów Smuda złamał prawo? Takie pytania zadawali mi często znajomi, czy osoby ze świata sportu.

Przyjrzałem się przepisom i wszystko wskazuje na to, że nie mamy do czynienia z przekroczeniem norm prawnych. Przepis art. 13 ust. 2 Ustawy z 25 czerwca 2010 roku o Sporcie (Dz.U. z 2010 nr 127 poz. 857) znowelizowany Ustawą z 13 kwietnia 2012 r. o zmianie ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych oraz ustawy o sporcie (Dz. U. z 2012 r. poz. 490) zawiera dyspozycję, że polski związek sportowy, w tym przypadku PZPN, ma obowiązek umieścić na stroju reprezentacji kraju godło Rzeczypospolitej Polskiej, chyba że przepisy międzynarodowej organizacji sportowej działającej w danym sporcie, do której należy polski związek sportowy (w tym przypadku FIFA i UEFA) zabraniają tego. Przepisy FIFA i UEFA są w tej kwestii elastyczne i nie zabraniają, ale też nie wskazują wprost stroju w jakim trener reprezentacji ma wystąpić podczas meczu.

Brak jasnej definicji stroju reprezentacyjnego trenera i praktyka życiowa z meczów międzypaństwowych pokazują, że szkoleniowcy ubierają różne stroje: garnitury, mniej galowe marynarki połączone z mniej galowymi spodniami, dresy czy koszulki polo lub klasyczne t-shirt. Moim zdaniem strój założony przez Franciszka Smudę nie zalicza się do stroju reprezentacyjnego, a zatem nie podlega przepisowi wspomnianego już art. 13 ust. 2, tym bardziej, że w Ustawie o Sporcie i Ustawie o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych (tekst jednolity: Dz. U. z 2005 r. Nr 235, poz. 2000, z późn. zm.) nie ma przepisu nakazującego trenerowi czy członkom sztabu szkoleniowego występowania podczas meczu w stroju reprezentacji.

Ciekawe w jakim stroju będzie się prezentował podczas meczów nowy selekcjoner reprezentacji – Waldemar Fornalik?