Opublikowane w

Znam wynik – obstawiam

Wydawałoby się, że czasy korupcji w polskiej piłki nożnej, w których na porządku dziennym odbywało się sprzedawanie i kupowanie meczów, odeszły w niepamięć. Przyczyniła się do tego również zmiana przepisów prawnych, która umożliwiła egzekwowanie odpowiednich kar wobec klubów (degradacje i ujemne punkty) a także kar indywidualnych wobec zawodników i trenerów. W ostatnich dniach w mediach pojawiły się jednakże niepokojące sygnały, dające do myślenia osobom, które miały do tej pory bezgraniczne przekonanie o ostatecznym wyeliminowaniu korupcji sportowej z naszych stadionów.

Najpierw pojawiły się informacje o podejrzanych zakładach na mecz 1 ligi pomiędzy Zawiszą Bydgoszcz a Arką Gdynią, w którym jedna z drużyn miała wygrać spotkanie różnicą  co najmniej 2 bramek. Spotkanie to wzbudziło podejrzenia bukmacherów a także samego Polskiego Związku Piłki Nożnej, który poinformował o tym fakcie Michela Platiniego. Ostatecznie spotkanie skończyło się wynikiem 0:0, jednak wszystkie wątpliwości na pewno nie zostały do końca rozwiane. Tym bardziej, że kontrowersje wzbudził również mecz rozgrywany w ramach Ekstraklasy pomiędzy Jagiellonią Białystok a Pogonią Szczecin. Przed rozpoczęciem spotkania, na kilku forach bukmacherskich pojawiły się wpisy, w których powołując się na zaufane źródła, polecano zagrać zakłady na czerwoną kartkę i rzut karny w spotkaniu, co jak się okazało, miało miejsce. Te dwa wydarzenia zachęciły mnie niejako do napisania paru słów na temat prawnej regulacji tej sytuacji.

Na wstępie zaznaczę, że nie chciałbym skupiać na piłkarzach, trenerach czy sędziach i ich pozycji, gdyby okazało się, że w jakikolwiek sposób świadomie, w sposób bezprawny wpłynęli na przebieg i wynik spotkania. Tym razem chciałbym napisać o osobach, które hipotetycznie wiedziały o nieprawidłowościach i wykorzystały te informacje zawierając zakłady bukmacherskie. Ich sytuację określa art. 47 ustawy o sporcie:

Art. 47.

Kto, mając wiadomość o popełnieniu czynu zabronionego określonego w art. 46, bierze udział w zakładach wzajemnych dotyczących zawodów sportowych, do których odnosi się ta wiadomość, lub ujawnia tę wiedzę w celu wzięcia udziału przez inną osobę w takich zakładach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Następuje tutaj oczywiście odwołanie do przestępstwa korupcji sportowej z art. 46, o którego popełnieniu wiedzieć miała osoba biorąca udział w zakładach bukmacherskich. Warto zwrócić uwagę, że przed wejściem w życie ustawy o sporcie nie było przepisu, który regulowałby tę sytuację. Penalizowane są tutaj 2 zachowania następujące po powzięciu informacji o nieprawidłowym przebiegu spotkania: samodzielne wzięcie udziału w grach wzajemnych a także przekazanie tych informacji innym osobom w celu wzięcia przez nie udziału, np. w zakładach bukmacherskich. Nieważny jest tutaj fakt czy osoba, której przekazano tę informację rzeczywiście postawi na taki a nie inny wynik, ponieważ jak wskazał ustawodawca, liczy się jedynie sam cel ujawnienia tej informacji. Podobnie bez znaczenia jest sposób przekazana wiadomości następnym osobom. Może to być zatem rozmowa bezpośrednia, ale również wiadomości wysyłane w systemie elektronicznym. Czy userzy, którzy podali takie a nie inne informacje na forach bukmacherskich zdawali sobie sprawę z prawnych konsekwencji im grożących, gdyby okazało się, że mecz rzeczywiście został sprzedany? Podobnie ma się naturalnie sprawa z osobami, które same obstawiły to spotkanie, wiedząc o zaistnieniu pewnych faktów.. Są to oczywiście hipotetyczne rozważania, ponieważ żadnemu z piłkarzy biorących udział w wyżej wspomnianych spotkaniach nie udowodniono popełnienia przestępstwa korupcji sportowej. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas nie zajdzie potrzeba kolejnej analizy tych spotkań, tym razem na sali sądowej.

Opublikowane w

Płać i płacz?

Długa zima opóźniła w tym roku wyjazd żużlowców na krajowe tory. Pierwszą kolejkę Enea Ekstraligi, planowaną na 1 kwietnia czyli Lany Poniedziałek przełożono na pierwszą dekadę czerwca, a zmagania w rozpoczną się w niedzielę 7 kwietnia. Wówczas odbędą się mecze z drugiej kolejki.

Transmisje telewizyjne ze spotkań przeprowadzać będzie od tego sezonu platforma cyfrowa nc+, powstała z połączenia platformy cyfrowej n i Canal+ .  W poprzednich sezonach prawa do transmisji telewizyjnej zawodów najwyższej klasy żużlowej miała Telewizja Polska, a wcześniej jeszcze Polsat. Od kilkunastu już lat transmisje radiowe z meczów Enea Ekstraligi przeprowadzają stacje radiowe, na podstawie umów z klubami, płacąc im za prawa do tych relacji, co jest raczej niespotykanym zjawiskiem w innych dyscyplinach.

O ile handel prawami do transmisji telewizyjnych zawodów sportowych jest czymś normalnym, a idąc dalej dobrze prosperującym biznesem, dającym korzyści finansowe klubom, a telewidzom – profesjonalnie przeprowadzane relacje, i o ile jeszcze handel prawami do transmisji radiowych może być zrozumiały w ostateczności, o tyle zjawisko płatnych akredytacji prasowych, rozszerzające się swym zasięgiem od kilku lat na kluby Enea Ekstraligi jest czymś niepokojącym. Akredytacje przyznawane dziennikarzom redakcji prasowych, radiowych, telewizyjnych i portali internetowych, a także fotoreporterom i agencjom prasowym mogą być stałe czyli wydawane na cały sezon rozgrywek lub jednorazowe – wydawane na konkretny mecz.

Większość klubów Enea Ekstraligi wprowadziło płatne akredytacje. W niektórych klubach płatne są tylko akredytacje dla fotoreporterów płatnych serwisów i agencji prasowych czy fotograficznych. Tu opłaty sięgają tysiąca złotych netto za sezon. Kilka klubów wprowadziło również odpłatność za akredytacje dla dziennikarzy. Te kwoty bywają niższe, ale w niektórych przypadkach sięgają także tysiąca złotych. Są również kluby, które za przyznanie jednorazowej akredytacji żądają stu złotych netto.

Unia Leszno, która za akredytacje jednorazowe nie pobiera opłaty, podzieliła tegoroczny proces wydawania akredytacji stałych na dwa etapy. W Regulaminie akredytacyjnym na sezon 2013 mowa jest więc o pierwszej części – wstępnej, selekcyjnej, i drugiej części –polegającej na wpłacie żądanej przez klub kwoty i dokończeniu procedury.

Wyciąg z  Regulaminu akredytacyjnego na sezon 2013”

I. AKREDYTACJE STAŁE PŁATNE

1.   Proces akredytacyjny składa się z dwóch części. Pierwsza część dotyczy przeanalizowania przez Klub nadesłanych wniosków oraz wyselekcjonowania redakcji, które zostaną zakwalifikowane do drugiej części procesu akredytacyjnego. W części drugiej wybrane redakcje wykupią w siedzibie Klubu akredytacje prasowe dla swoich przedstawicieli oraz dostarczą fotografie niezbędne do produkcji identyfikatorów na sezon 2013.

2. Akredytacja stała płatna dotyczy wszystkich meczów Speedway Ekstraligi i innych zawodów żużlowych organizowanych w sezonie 2013 na Stadionie im. Alfreda Smoczyka w Leszno.

3. Akredytacja kosztuje 300 PLN netto/osobę i będzie można ją nabyć po zakończeniu pierwszej części procesu akredytacyjnego.

Na osobliwy przypadek natrafiłem, przeglądając Regulamin przyznawania akredytacji na mecze drużyny Betard Sparta Wrocław na Stadionie Olimpijskim w sezonie 2012. W pkt 20 i 21 niniejszego Regulaminu, klub zastrzega sobie prawo do odmowy udzielenia akredytacji, a jednocześnie umożliwia redakcji, która nie otrzymała akredytacji możliwość jej zakupu.

Oto wyciąg z  Regulaminu przyznawania akredytacji na mecze drużyny Betard Sparta Wrocław na Stadionie Olimpijskim w sezonie 2012 :

20. WTS S.A. zastrzega sobie prawo odmowy przyznania akredytacji bez podania przyczyny.

21. Dziennikarzom oraz fotoreporterom, których wnioski o akredytację zostaną rozpatrzone negatywnie, przysługuje prawo do zakupu akredytacji w cenie 1000 zł netto/sezon (+VAT).

Czytałem kilka wywiadów z przedstawicielami klubów i spółki Speedway Ekstraliga, prowadzącej rozgrywki. Argumentują oni, że płatne akredytacje pomogą klubom przetrwać trudny czas kryzysu gospodarczego i wyeliminują z trybun prasowych „przedstawicieli pseudoredakcji, samozwańczych portali czy małoletnich dziennikarzy”. Ze swojego kilkunastoletniego doświadczenia w zawodzie dziennikarza sportowego wiem, że taka selekcja dokona się sama i nie powinno się do niej używać płatnych akredytacji. Po prostu najlepsi i tak się utrzymają, a ci którzy nie poradzą sobie na trudnym rynku, wypadną z niego.

Dziennikarze pracują, po to by informować o obywateli o tym co dzieje się we wszystkich gałęziach życia, w Państwie, w instytucjach publicznych i w życiu społecznym, w tym także w sporcie. Nieograniczony dostęp do informacji gwarantuje dziennikarzom art. 1 Ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. z 1984 r. Nr 5, poz. 24, z późn. zm.). Zatem żądanie przez kluby sportowe zapłaty za akredytacje przeczy tej ustawowej gwarancji.

Art. 1 Ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. z 1984 r. Nr 5, poz. 24, z późn. zm.).

Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej.

Niebezpieczeństwo niesie też za sobą równoczesne wprowadzanie przez jeden klub akredytacji bezpłatnych i płatnych. Wówczas możemy mieć do czynienia z budowaniem przez klub a priori podziału tytułów na poważne i niepoważne czytaj postępujące zgodnie z wolą klubu lub niepokorne. Gdzie więc tutaj zasada wolności słowa?

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden aspekt. Im mniej będzie żużla w prasie czy na portalach, tym mniej będzie on promowany, a stadiony zamiast zapełniać się, będą świecić pustkami na meczach ligowych.

Opublikowane w

Czy poker się przebije?

W cieniu „Okrągłego Stołu Polskiego Sportu”, którego inauguracyjne posiedzenie odbyło się w Centrum Olimpijskim trwają również rozmowy nad uzdrowieniem sytuacji pokera sportowego w Polsce. Kilka lat trwa już dyskusja nad zasadnością ograniczania możliwości uprawiania tego sportu. Każdy słyszał już o toczących się postępowaniach w sprawie uczestników amatorskich turniejów pokerowych, którzy zwykle jednak nie ponoszą odpowiedzialności ze względu na niską szkodliwość społeczną. Czy są jakieś perspektywy rozwoju tej dyscypliny?

O sytuacji prawnej pokera sportowego powstało już wiele opracowań, które można znaleźć również w sieci. Ja chciałbym jednak skupić się na obecnych działaniach, których rezultatem być może będzie zmiana reżimu prawnego w tej dziedzinie. Temat jest obszerny, zatem o samych działaniach legislacyjnych powstanie osobny wpis, dzisiaj chciałbym się skupić nad próbą zrzeszenia się osób związanych z pokerem w Polsce.

Nie każdy być może wie, ale w Polsce funkcjonuje pokerowy związek sportowy, o którym mowa w art. 6 ustawy o sporcie:

Art. 6.
1. Kluby sportowe, w liczbie co najmniej 3, mogą tworzyć związki sportowe.
2. Związek sportowy działa w formie stowarzyszenia lub związku stowarzyszeń.

Istnieje również oficjalna reprezentacja Polski w pokerze sportowym, która awansowała do Mistrzostw Europy, które odbędą się w kwietniu tego roku na Cyprze. Ze względu na przepisy ustawy hazardowej reprezentanci Polski nie mogą jednak oficjalnie trenować a także rozgrywać spotkań na terenie Polski, co należy uznać za absurd. Pomimo to reprezentacja Polski nie przegrała jeszcze żądnego spotkania międzypaństwowego, pokonując m. In. obecnych Mistrzów Świata.

Ktoś może w tej chwili oburzyć się, twierdząc, że poker to nie sport, tylko gra w której decyduje tylko i wyłącznie szczęście. Takie właśnie stanowisko ma Minister Kapica, który w jednej z interpelacji poselskich na temat pokera, stwierdził, że:

Zasady gry w karty poker Texas Hold’em nie są odmienne od zasad gry w karty poker, o której mowa w art. 2 ust. 1 pkt 5 ww. ustawy. Gra składa się z: rozdania kart, licytacji oraz wygranej w przypadku posiadania najlepszego układu kart. Przy rozdaniu kart gracz nie ma wpływu na to, jakie karty otrzyma. Gracz ma wpływ na dalszy ciąg gry w zakresie, jaki wiąże się z wyborem opcji obstawienia, może  spasować ,  zaczekać ,  stawiać ,  sprawdzić  lub  przebić . W związku z powyższym wynik gry zależy w szczególności od przypadku, bowiem gra polega na rozdaniu kart, na które gracz nie ma żadnego wpływu. W tym zakresie nie można mówić o umiejętnościach gracza oraz przyjętej przez niego strategii, które nie mają wpływu na zwycięski układ kart, umożliwiający mu zwycięstwo. Takie same zasady gry przewiduje gra w karty poker, która zgodnie z ustawą o grach hazardowych stanowi grę losową. Tym samym gra w karty poker Texas Hold’em jest grą losową.

Tylko jak do tego stanowiska ma się fakt, że Międzynarodowa Federacja Pokera Sportowego jest członkiem obserwatorem International Mind Sports Association, która to organizacja jest członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego? W ramach ciekawostki można podać, że poker doceniono również jako dyscyplinę naukową, tworząc m. In. na Uniwersytecie Warszawskim przedmiot Poker Texas Hold`Em, jako aplikacje strategicznego myślenia i analizy otoczenia konkurencyjnego

Między innymi z tego właśnie powodu Polska Federacja Pokerowa podjęła działania w celu utworzenia w Polsce polskiego związku pokera sportowego. Tak jak wspomniałem, w chwili obecnej mamy związek sportowy, działający jako związek stowarzyszeń. Co dalej? Teraz związek sportowy czeka droga administracyjna przed Ministrem Sportu i Turystyki, do którego należy złożyć wniosek. Co powinien zawierać wniosek? Art. 11 ust. 2 ustawy o sporcie jest jednoznaczny:

1) projekt statutu polskiego związku sportowego;
2) aktualny na dzień składania wniosku odpis z Krajowego Rejestru Sądowego wnioskodawcy;
3) szczegółowy opis sportu, w którym zamierza organizować i prowadzić współzawodnictwo, wraz z dokładną informacją o warunkach jego uprawiania oraz regułach i systemie współzawodnictwa w tym sporcie;
4) zaświadczenie o przynależności do międzynarodowej federacji sportowej działającej w sporcie olimpijskim lub paraolimpijskim lub innej uznanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski.

Wydawałoby się, że droga do utworzenia Polskiego Związku Pokera Sportowego jest otwarta po spełnieniu wyżej wymienionych przesłanek. Niestety, na podstawie art. 11 ust. 3 ustawy o sporcie Minister odmawia wyrażenia zgody na utworzenie polskiego związku sportowego, z powodu braku ww. dokumentów, albo jeżeli postanowienia projektu statutu są niezgodne z przepisami prawa, w szczególności naruszają wymagania określone w ustawie. I w tym momencie wracamy do ustawy hazardowej, która klasyfikując w art. 2 poker jako grę liczbową, co wiąże się z dalszymi ograniczeniami, uniemożliwia tak naprawdę utworzenie polskiego związku sportowego. W chwili obecnej trwają prace legislacyjne nad nowelizacją ustawy o grach hazardowych, co może mieć również wpływ na sytuację prawną pokera sportowego. Jeżeli z tych działań ujawnią się nowe fakty, które mogą mieć istotny wpływ na wyżej przedstawioną sytuację, nie omieszkamy o tym poinformować.

Opublikowane w

Więcej, ale czy lepiej?

Co jakiś czas w mediach czy w dyskusjach kibiców wraca sprawa sędziowania meczów piłkarskich. Najczęściej okazją do tego są błędy arbitrów, popełniane czy to na Mundialach czy Mistrzostwach Europy czy na co dzień, w rozgrywkach ligowych.

Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) nie należy do tak postępowych jak władze koszykówki czy siatkówki i ostrożnie wprowadza zmiany do przepisów. Wynika to między innymi ze struktury głosów w tak zwanym IFAB czyli International Football Association Board czyli ciele odpowiedzialnym za uchwalanie zmian w przepisach. Po jednym głosie w ośmioosobowej strukturze mają tam przedstawiciele federacji piłkarskich: Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii, a pozostałe cztery głosy należą do FIFA.

Nie od dziś wiadomo, że narody brytyjskie należą do konserwatywnych, o czym świadczyć może pielęgnowanie anglosaskiego systemu prawnego (Commonwealth law) opartego na precedensie czy chęć pozostawienia w Wielkiej Brytanii Funta jako krajowej waluty, co jest równoznaczne z nieprzyjmowaniem wspólnej waluty europejskiej EURO.

W tej brytyjskiej tradycji zdarzają się wyłomy i przepisy piłkarskie bywają modyfikowane. I tak FIFA, a za nią UEFA (Europejska Unia Piłkarska – przyp. red.) i inne kontynentalne oraz krajowe federacje np. Polski Związek Piłki Nożnej decydują się na eksperymenty związane ze zwiększaniem liczby sędziów-asystentów dawniej nazywanych sędziami liniowymi. Wszystko po to, by unikać kontrowersji związanych z nieuznawaniem goli strzelonych zgodnie z prawidłami gry, bądź uznawaniem nieprawidłowo zdobytych bramek. Kolejnym powodem zwiększania liczby asystentów są kontrowersje związane ze spalonym czy dyktowaniem rzutów karnych, rozstrzyganiem czy było zagranie ręką czy go nie było, itp.

Regulacje dotyczące sędziów zawarte są w artykule 5 „Przepisów Gry w piłkę nożną” wydawanych przez wspomniany już International Board FIFA (najnowsza edycja na sezon 2012/2013).

Oto wyciąg z art. 5  Przepisów Gry w piłkę nożną :

DECYZJE SĘDZIEGO

Decyzje podejmowane przez sędziego dotyczące oceny faktów związanych z grą, włącznie z uznaniem lub nieuznaniem bramki oraz rezultatem zawodów – są ostateczne.

Sędzia może zmienić swoją decyzję jedynie wtedy, gdy sam uzna ją za niewłaściwą, względnie na sugestię sędziego asystenta lub sędziego technicznego, zakładając, że gra nie została jeszcze wznowiona lub zawody nie zostały zakończone.

Kompetencje sędziów asystentów, a w szczególności ich obowiązki określone są w art. 6:

OBOWIĄZKI

Wyznaczeni dwaj sędziowie asystenci mają obowiązek, z uwzględnieniem decyzji sędziego, wskazywać:

  • kiedy miało miejsce niewłaściwe postępowanie lub wydarzył się inny incydent, którego sędzia nie widział,
  • kiedy popełnione zostają przewinienia, a sędzia asystent był w stanie lepiej to zobaczyć (obejmuje to w szczególnych okolicznościach przewinienia popełnione w polu karnym),

 

W rzeczonym przepisie mowa o dwóch sędziach, ale co roku FIFA wydaje również „Interpretacje do Przepisów Gry w piłkę nożną oraz wytyczne dla sędziów”. I to z nich lub regulaminów poszczególnych rozgrywek wynika możliwość desygnowania większej liczby asystentów. Jako pierwsza na większą skalę zaczęła to stosować UEFA w rozgrywkach Ligi Europy. Następnie eksperyment rozszerzono na rozgrywki Ligi Mistrzów, a ostatnio korzystają z niego też Szef Kolegium Sędziów PZPN Zbigniew Przesmycki i Ekstraklasa S.A., wyznaczając w każdej kolejce T-Mobile Ekstraklasy jeden mecz, prowadzony przez 6 sędziów czyli sędziego (głównego) oraz 2 asystentów na liniach bocznych (z chorągiewkami), sędziego technicznego oraz dwóch asystentów na liniach bramkowych.

Ilościowo więcej, ale czy lepiej? Eksperymenty przeprowadzone w meczach Wisły Kraków z Podbeskidziem Bielsko-Biała oraz ostatnio Górnika Zabrze z Lechem Poznań okazały się niewypałami. Kilkanaście dni temu w Krakowie, sędzia Marcin Borski jako główny oraz asystenci: Maciej Szymanik i Marcin Boniek oraz bramkowi: Tomasz Garbowski i Sebastian Tarnowski popełnili błąd przy faulu pomocnika Podbeskidzia Marka Sokołowskiego na napastniku Wisły – Rafale Boguckim w polu karnym Bielszczan. Marcin Borski najpierw zdecydował o karnym, ale na skutek sugestii asystenta, stojącego za bramką i będącego bliżej całej akcji nie podyktował „jedenastki” i ukarał Boguskiego żółta kartką za symulowanie faulu w polu karnym. W Polsatowskim „Magazynie T-Mobile Ekstraklasy”, Borski przyznał się nawet do tej pomyłki, a gość programu Zbigniew Przesmycki „wziął ten błąd na siebie”

Wreszcie, ostatnio w Zabrzu sędzia Paweł Raczkowski również popełnił błąd, a nawet dwa. Najpierw Karol Linetty z Lecha kopnął piłkę w pole karne, a ta uderzyła w żebro Seweryna Gancarczyka, lecz sędzia podyktował karnego uznając, że futbolówka trafiła go w rękę. Sytuacja została różnie zinterpretowana w programach telewizyjnych. I tak Sławomir Stępniewski, ekspert Canal+ i były szef sędziów twierdzi, że nie było żadnego karnego, z kolei sam Przesmycki powiedział w Polsacie, że karny został podyktowany słusznie. W tym samym meczu, sędzia Raczkowski podyktował jeszcze jednego kontrowersyjnego karnego, którego nie wykorzystał jednak Prejuce Nakoulma. Tym razem obrońca poznańskiej drużyny – Marcin Kamiński faulował wg sędziego Bartosza Iwana (choć faulu nie było). W obu sytuacjach bramkowi asystenci jednak sędziemu nie pomogli, nic mu nie sugerując.

Czy warto więc iść tą drogą? Czy więcej znaczy lepiej?

Opublikowane w

Kłopoty z finansowaniem związków sportowych

Pod koniec stycznia Minister Mucha oficjalnie ogłosiła zmianę sposobu finansowania polskich związków sportowych, przyporządkowując sporty (zarówno olimpijskie jak i nieolimpijskie) do 4 grup (złota, srebrna, brązowa, poza podium)[1]. Przynależność do określonej grupy ma wiązać się z udzieleniem odpowiedniego wsparcia finansowego przez Ministerstwo. Plan ten wzbudził wiele kontrowersji zarówno w środowisku parlamentarnym jak i sportowym. Czy słusznie?

Z informacji docierających z Ministerstwa wynika, że nawet te sporty, które zostały umieszczone w grupach złotych – najbardziej prestiżowych mogą liczyć na maksymalnie takie same środki, co w zeszłym roku, niektóre zaś otrzymać mają o 10% mniej. Sporty, które znalazły się w dalszych grupach otrzymają jeszcze mniej wsparcia finansowego od Ministerstwa. W skrajnych przypadkach związki sportowe w tym roku uzyskać mają jedynie 50% z dotychczasowej puli, zaś w przyszłym roku nie zostaną im przyznane żadne środki.

Pojawiły się słuszne wątpliwości dotyczące charakteru wprowadzanych zmian. Trudno bowiem nie było odnieść wrażenia, że mamy tu do czynienia nie tyle, z rzeczywistą reformą polskiego sportu, co po prostu z cięciem wydatków w Ministerstwie. 7 lutego odbyło się posiedzenie Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, którego głównym punktem miała być informacja Minister Muchy na temat wspomnianego wyżej nowego sposobu finansowania polskiego sportu. Czytając zapis z przebiegu tego posiedzenia ciężko nie zauważyć chaosu w działaniach Ministerstwa.

Na stronie internetowej Ministerstwa pojawia się komunikat o „nowej koncepcji finansowania polskiego sportu” z przyporządkowanymi już grupami sportów, która została opracowana po dłuższym czasie analiz nad poszczególnymi dyscyplinami sportowymi .Gdy na posiedzeniu Komisji pojawiły się zarzuty o braku konsultacji działań Ministerstwa, Minister argumentowała, że to dopiero „sytuacja wyjściowa a nie stan, do którego chcemy dążyć”. Kolejne wątpliwości pojawiają się przy interpretacji art. 25 ustawy o sporcie:

Art. 25. 1. Polski Komitet Olimpijski współpracuje z ministrem właściwym do spraw kultury fizycznej w zakresie sportu.
2. Polski Komitet Olimpijski opiniuje projekty założeń aktów prawnych oraz projekty aktów prawnych w zakresie, o którym mowa w ust. 1.
(…)

Obecny na posiedzeniu Komisji Prezes PKOl Andrzej Kraśnicki oświadczył, że do tej pory Polski Komitet Olimpijski nie brał udziału w konsultacjach przy ustalaniu nowego sposobu finansowania sportu. Jak ocenić tę sytuację w odniesieniu do ww. przepisu? Czy działania resortu na pewno były całkowicie zgodne z prawem? Minister Mucha broniła się przed zarzutami o braku współpracy zarówno z Komisją jak i PKOl twierdząc, że czas właściwych konsultacji nadszedł właśnie teraz. Czy w takim wypadku podawanie komunikatu na oficjalnej stronie Ministerstwa o nowej koncepcji finansowania sportu miało jakiś sens czy po prostu pozorowanie działań?

Na posiedzeniu Komisji pojawiła się również informacja o przesunięciu środków finansowych z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej dla finansowania sportu wyczynowego. Jest to fundusz celowy, utworzony na podstawie ustawy o grach hazardowych, którego środki przeznaczane są na dofinansowanie obiektów sportowych a także rozwijanie sportu wśród dzieci, młodzieży i niepełnosprawnych. Przekazanie środków ze sfery sportu powszechnego do obszaru sportu wyczynowego uważam za niepokojąca praktykę. W interesie Ministerstwa leży bowiem propagowanie sportu i zdrowego stylu życia wśród całego społeczeństwa, nie tylko zawodowców. Wymowne są dane podane przez trenera Andrzeja Niemczyka, który w krytycznym liście otwartym do Minister Muchy:

Sukcesy są efektem prawidłowo ułożonej piramidy. Na jej dole znajduje się sport dzieci i młodzieży oraz szeroko pojęta dbałość o zdrowie: badania lekarskie czy gimnastyka korekcyjna. Potem idzie sport amatorski, dopiero na samej górze znajduje się sport wyczynowy. Z tak ułożonej piramidy rodzą się medale. Przykład, jak należy rozdzielać pieniądze na sport, dał premier Wielkiej Brytanii, który obiecał przeznaczyć na sport wyczynowy 150 milionów funtów a na młodzieżowy ponad miliard. Nie chodzi oczywiście o sumy, ale o proporcje, bo najważniejsza jest podstawa piramidy.

Kolejne posiedzenie Komisji zaplanowane jest na pierwszy tydzień marca. Należy wyrazić nadzieję, że pojawią się na nim informacje, które umożliwią rzetelną i obiektywną analizę propozycji Ministerstwa. Ciężko to zrobić kiedy sam szef resortu stwierdza, że komunikat podany w mediach jest „sytuacją wyjściową”.

 


[1] http://www.msport.gov.pl/aktualnosci/czas-na-zmiany-w-sporcie-wyczynowym

Opublikowane w

Zaskakujący transfer

Już dawno żaden transfer nie budził w Polsce tyle emocji, co niespodziewane przejście Tomasza Jodłowca ze Śląska Wrocław do Legii Warszawa. Pamiętam, co prawda będąc dzieckiem transfer Dariusza Dziekanowskiego z Gwardii Warszawa do Widzewa Łódź za 21 ówczesnych milionów złotych, czy kontrowersyjne przejście Roberta Warzychy z Górnika Wałbrzych do jego imiennika z Zabrza, które ponoć wyglądało tak, że górnik jednej z wałbrzyskich kopalń – wspomniany Robert Warzycha został przeniesiony do pracy w kopalni w Zabrzu, a sprawę pilotował podobno nawet ówczesny Minister Górnictwa.

Tomasz Jodłowiec spędził rundę jesienną obecnych rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy w Śląsku Wrocław. Środkowy obrońca, który może grać też jako defensywny pomocnik zasilił Śląsk przed meczami w europejskich pucharach. Przyszedł z Polonii Warszawa, opuszczonej z końcem poprzedniego sezonu przez właściciela i głównego sponsora – Józefa Wojciechowskiego.

Wojciechowski za pośrednictwem jednej ze swoich spółek był właścicielem karty zawodniczej Jodłowca, podobnie jak kilku innych piłkarzy między innymi Gruzina Wladimera Dwaliszwilego. Biznesmen dogadał się ze Śląskiem, że umieszcza Jodłowca we wrocławskiej drużynie nieodpłatnie, a plan był taki. Jak zawodnik się wypromuje, wówczas odejdzie na zachód, a pieniądze trafią do  Wojciechowskiego. Druga opcja przewidywała wykupienie karty zawodnika przez Śląsk. Tak się jednak nie stało i mamy, co mamy. Zawodnik nagle przenosi się z Wrocławia do Legii Warszawa.

Sporą wstrzemięźliwością na łamach prasy wykazuje się Andrzej Padewski. Prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej – w którym Jodłowiec jako piłkarz Śląska jest zarejestrowany – mówi „nie kiwnę nawet palcem w tej sprawie, chyba, że przyjdzie do mnie Piotr Waśniewski (Prezes Śląska – dop. M.Ż) i powie, że wszystko jest w porządku”. Dystans Prezesa Padewskiego wynika z przepisów obowiązujących w tej kwestii. Przepisy FIFA zabraniają posiadania kart zawodniczych osobom fizycznym. Nie wskazują jednak expressis verbis, że to klub musi być właścicielem karty. Pamiętamy przypadki argentyńskich internacjonałów Carlosa Teveza i Javiera Mascherano, których karty posiadała sportowa agencja, niejako leasingując ich do West Hamu Londyn.

Józef Wojciechowski ostatnio sfinalizował transfer wspomnianego już Dwaliszwilego do Legii i pewnie wówczas powstał temat transferu Jodłowca, zwłaszcza, że warszawski klub szukał środkowego obrońcy, a fiaskiem zakończyła się próba pozyskania Marcina Wasilewskiego, który wg sprawdzonych źródeł chciał 400 tysięcy Euro za podpis i 100 tysięcy złotych miesięcznej pensji.

Uchwała Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej nr III/39 z dnia 14 lipca 2006 roku wprowadzająca zmiany i ustalająca tekst jednolity uchwały Zarządu PZPN z dnia 29 czerwca 1992 roku w sprawie statusu polskich piłkarzy oraz zmian przynależności klubowej zawiera przepisy dotyczące kart zawodniczych. Z przepisu par. 33 ust. 3 tejże uchwały wynika, że jakiekolwiek porozumienia i umowy między klubem oraz sponsorującą go osobą fizyczną lub prawną nie mogą utrudniać realizacji stosunku członkostwa i pochodnych do niego stosunków pracowniczych albo cywilnoprawnych zawodnika w klubie piłkarskim. Kolejny przepis mówi, że karty zawodnicze nie mogą być przedmiotem zobowiązań klubów wobec osób trzecich. Ponadto kluby nie mogą zawierać z osobami trzecimi umów w przedmiocie transferów definitywnych lub czasowych, a wspomniane czynności prawne lub faktyczne stanowią naruszenie dyscypliny związkowej.

Za każdym razem kiedy słyszy się takie informacje, jak ta o transferze Tomasza Jodłowca rodzi się postulat zmiany przepisów związkowych i międzynarodowych w tym przedmiocie czyli wprowadzenia regulacji w myśl, której tylko klub mógłby być właścicielem karty zawodnika.

Opublikowane w

Piotrkowianin 1: Piłka Ręczna 0

W Płocku szok i niedowierzanie, w środowisku polskiej piłki ręcznej  – konsternacja. Mecz Orlen Wisły Płock z Piotrkowianinem Piotrkowem Trybunalskim w ramach 15 kolejki PGNiG Superligi nie doszedł do skutku. Kibice płockiej drużyny są wściekli, trener gospodarzy, Lars Walther oznajmia, że to co się wydarzyło jest porażką całej piłki ręcznej a prezes zespołu z Piotrkowa, Bogumiła Szczukocka zarzeka się, że robiła wszystko by mecz doszedł do skutku.

A wszystko przez brak służb medycznych, które wprawdzie dotarły na spotkanie, jednakże przekroczyły regulaminowy czas (według płockiego klubu było to… 36 sekund). Sytuacja z pewnością niecodzienna, przypominająca nieco obrazki z Torunia sprzed paru miesięcy i słynny bieg Grega Hancocka. Myślę, że warto napisać parę zdań w tej kwestii, ponieważ w mediach sportowych ciężko znaleźć jakiekolwiek informacje na temat przepisów, na podstawie których podjęto taką a nie inną decyzję. Co więcej, pisząc o przyznanym już walkowerze dla zespołu z Piotrkowa dziennikarze wprowadzają nas w błąd.

Dokumentami, które znalazły zastosowanie w wyżej przytoczonym stanie faktycznym są: Regulamin rozgrywek PGNiG w piłce ręcznej kobiet i mężczyzn obowiązujący w sezonie 2012/2013 oraz rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 6 lutego 2012 r. w sprawie minimalnych wymagań dotyczących zabezpieczenia pod względem medycznym imprezy masowej. Kwestię zabezpieczenia medycznego rozgrywek Superligi określa §14 pkt 1 Regulaminu, który stanowi, że:

1. Obowiązkiem gospodarza zawodów jest zapewnienie opieki medycznej w niżej określonym
zakresie na zawodach będących:
1) imprezą masową z przewidywanym udziałem od 300 do 5.000 uczestników – jednego
zespołu wyjazdowego bez lekarza oraz jednego patrolu ratowniczego;
2) imprezą masową z przewidywanym udziałem ponad 5.000 uczestników:
a) jednego zespołu wyjazdowego z lekarzem,
b) jednego zespołu wyjazdowego bez lekarza,
c) dwóch patroli ratowniczych,
(…)

Jest to nawiązanie to wspomnianego wyżej Rozporządzenia, w którym §2 stanowi, że:

Zabezpieczenie medyczne masowej imprezy artystyczno-rozrywkowej oraz masowej imprezy sportowej innej
niż mecz piłki nożnej ustala się na podstawie przewidywanej liczby uczestników w następujący sposób:
1)w zakresie zespołów wyjazdowych:
a) do 5 000 uczestników – jeden zespół bez lekarza,
b) od 5 001 do 25 000 uczestników – jeden zespół z lekarzem i jeden zespół bez lekarza
(…)
2)  w zakresie patroli ratowniczych:
a) do 5 000 uczestników – jeden patrol ratowniczy,
b) od 5 001 do 65 000 uczestników – jeden patrol ratowniczy na każde rozpoczęte kolejne 10 000 uczestników
powyżej 5 000 uczestników,
(…)

Co się natomiast dzieje w przypadku nieprzybycia służb medycznych lub ich spóźnienia? Dalsza treść przepisu §14 Regulaminu jest jednoznaczna:

2. Sędziowie zawodów podejmują decyzję o ich odwołaniu, jeżeli zespoły, patrole lub osoby
wymienione w ust.1 nie przybędą na zawody lub ich spóźnienie przekroczy 15 minut,
z zastrzeżeniem ust. 3.
3. Sędziowie zawodów przeprowadzają zawody mimo spóźnienia ponad 15 minut jednej z osób
wymienionych w ust. 1 pkt 3, jeżeli na przeprowadzenie zawodów wyrazi zgodę zespół gości.
4. Fakty, o których mowa w pkt 2 i 3, powinny zostać opisane w protokole zawodów.

Zespół z Piotrkowa mógł zatem przystąpić do spotkania pomimo dłuższego niż 15 minut spóźnienia służb medycznych, ale nie skorzystali z tej możliwości. Od strony prawnej wszystko jest w porządku. Czy było to zgodne z duchem sportu? Każdy musi ocenić to sam.

Na koniec krótka informacja o konsekwencjach, które może ponieść aktualny wicemistrz Polski. Wbrew temu co pisze się w mediach, nie można jeszcze mówić o automatycznie przyznanym walkowerze. W takim przypadku uznaje się, że mecz się nie odbył, natomiast. decyzję o jego rezultacie podejmuje Komisarz Ligi, który na podstawie §20 pkt 14 Regulaminu za brak opieki medycznej na zawodach orzeka karę w postaci walkowera oraz grzywnę w wysokości 4.000 zł. Interesującym zagadnieniem będzie również kwestia zapłaty wspomnianej wyżej kwoty, jeżeli prawdziwe okażą się informacje, że wina leży wyłącznie po stronie służb medycznych. Z pewnością warto czekać na dalszy ciąg tej historii.

(Zdjęcie ma charakter ilustracyjny)

Opublikowane w

Afera „Hazardowa”

Tytuł kieruje myśli do wydarzeń sprzed trzech lat związanych z aferą hazardową w Polsce, ale nie o tym dziś będzie, a o zachowaniu Edena Hazarda sprzed kilku dni. Niespełna 22-letni lider reprezentacji Belgii i Chelsea Londyn kopnął chłopca do podawania piłek w środowym meczu półfinałowym Pucharu Ligi Angielskiej ze Swansea City.

Chelsea zremisowała bezbramkowo i odpadła z rozgrywek. Gra się londyńczykom nie kleiła i przez graczy zaczynała przemawiać frustracja. W 80. minucie meczu Hazard widząc, że chłopiec do podawania piłek świadomie przedłuża przekazanie mu futbolówki i osłania piłkę ciałem, kopnął go. Piłkarz przepraszając tłumaczył się, że chciał wybić piłkę, tak jak przy wślizgach, a nie atakować chłopca.

Na Twitterze wrze. Michael Owen i inne byłe już gwiazdy Premiership potępiają Belga. Nie jemu pierwszemu zdarza się coś takiego. A mecz Lazio Rzym z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów, kiedy to Sinisa Mihajlović przeszedł się po Samuelu Kuffourze? Dla takich głupich, nieprzemyślanych zachowań nie powinno być miejsca w światowej piłce. I choć mecze rozgrywek Ligi Mistrzów czy Ligi Europy okraszone są materiałami UEFA, emitowanymi w przerwach np. UEFA Respect czyli szacunek dla przeciwnika to na głupotę nie ma rady.

Eden Hazard odpocznie na dłużej od meczów i nie będzie to jedynie kara za samą czerwoną kartkę, którą obejrzał. Władze piłkarskie w poszczególnych krajach, w takich czy podobnych przypadkach mogą jeszcze karać zawodników dyskwalifikacjami bezwzględnymi czy dodatkową karą dwóch, trzech meczów.

Takich zachowań nie powinno się usprawiedliwiać presją czy frustracją piłkarzy, którym coś nie wychodzi, a chcieliby lepiej. Pracodawca żąda sukcesu a drużynie nie idzie, coraz większe pieniądze wydawane na futbol, coraz więcej chleba w futbolu, to i igrzyska muszą być bardziej mocne. Do tego tabloidy, celebryci i obecna epoka nie ma szans na uniknięcie tego chamstwa. Na szczęście na naszych boiskach nie jest tak źle i tak spektakularnie, choć zdarzały się różne przypadki, np. niedawno Edgara Caniego, Ugo Ukaha, Juniora Diaza czy Romela Quioto. Myślenie nie boli i piłkarze nawet w wielkim stresie powinni nie uciekać się do takich zachowań. Od najmłodszego, trenerzy młodzieży powinni złe nawyki wypleniać.

Ale skoro już dojdzie do takiego niekontrolowanego zachowania np. faulu na rywalu dodatkowo zakończonego „wycieczką w korkach po jego podudziu”, to poza czerwoną kartką, którą sędzia pokazuje z automatu, piłkarz musi tłumaczyć się przed organem dyscyplinarnym ze swojego czynu, a organ nakłada na niego karę.

Zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej w Polskim Związku Piłki Nożnej reguluje Uchwała Zarządu PZPN nr IV/87 z dnia 19 kwietnia 2012 roku w sprawie przyjęcia Regulaminu Dyscyplinarnego. W Regulaminie określone są: rodzaje przewinień dyscyplinarnych oraz procedury prowadzenia postępowań dyscyplinarnych czyli przepisy regulujące tryb postępowania i orzekania w sprawach dyscyplinarnych. Jeżeli chodzi o zakres podmiotowy Regulaminu, to poza samymi piłkarzami jego przepisom podlegają: trenerzy, instruktorzy, sędziowie piłkarscy, członkowie sztabu medycznego, menedżerowie ds. piłkarzy, licencjonowani organizatorzy imprez piłkarskich, obserwatorzy, delegaci i działacze piłkarscy, a w szczególnych przypadkach także kibice (art. 2 Regulaminu).

Zakres obowiązywania Regulaminu z uwagi na czas przewinienia jest bardzo szeroki, bowiem odpowiedzialność dyscyplinarną ponoszą wszystkie osoby, które w czasie popełnienia przewinienia dyscyplinarnego podlegały odpowiedzialności, wynikającej z Regulaminu, nawet jeżeli w czasie orzekania podstawa odpowiedzialności ustała. Co do winy odpowiedzialność zależy od umyślności popełnienia wykroczenia, choć w szczególnych przypadkach można odpowiadać także za przewinienia nieumyślne. Osoby prawne odpowiadają za przewinienia dyscyplinarne swoich zawodników, trenerów, instruktorów, członków sztabu medycznego, działaczy oraz kibiców na zasadzie ryzyka (art. 4 §2 Regulaminu).

Kary dyscyplinarne wymierzane są według katalogu zawartego w Regulaminie i dzielą się na: zasadnicze i dodatkowe. Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, za jedno przewinienie dyscyplinarne wymierza się jedną karę zasadniczą. W przypadkach podobnych do zachowania Edena Hazarda karą zasadniczą może być dyskwalifikacja określona ilością meczów, czasowa lub nawet na stałe. Na podstawie umowy między Polskim Związkiem Piłki Nożnej, a Ekstraklasą S.A., prowadzącą rozgrywki najwyższego szczebla, przewinieniami dyscyplinarnymi zawodników ekstraklasy zajmuje się Komisja Ligi Ekstraklasy. Dla rozgrywek szczebla centralnego czyli I i II ligi właściwym organem jest Wydział Dyscypliny PZPN, a dla rozgrywek od III ligi w dół – organ dyscyplinarny wojewódzkiego związku piłki nożnej, prowadzącego rozgrywki.

Opublikowane w

Licencje. Ech, licencje.

Piłkarze Polonii Bytom, ostatniej drużyny I ligi mieli w poniedziałek rozpocząć przygotowania do rundy wiosennej rozgrywek, ale zaprotestowali przeciwko zaległościom w wypłatach i postanowili opóźnić inauguracyjny trening o tydzień. Mają spotkać się dopiero 14 stycznia.

Trener zespołu Jacek Trzeciak spotkał się już taką sytuacją w Polonii kilka lat temu jako zawodnik. Wtedy również były zaległości wobec zawodników, sięgające kilku miesięcy, ale jak powiedział szkoleniowiec portalowi slask.sport.pl teraz jest bardziej zaniepokojony. – Wtedy byliśmy w ekstraklasie i zawsze można było żyć nadzieją na pieniądze z Canal+. Na dodatek nie było dodatkowego problemu w postaci zakazu transferów. Psychicznie jestem w piwnicy. Nie potrafię odreagować tego, co się dzieje. Mam nadzieję, że w końcu się coś zmieni, bo tak dalej być nie może – dodał szkoleniowiec Bytomian, który według informacji portalu ma rozmawiać w najbliższych dniach z Prezesem klubu Radosławem Nowakowskim. – Chcę porozmawiać nie tylko o kwestiach finansowych, choć w zasadzie wszystko i tak się do tego sprowadza, ale i sportowych. Odeszło już wielu graczy, a 2-3 następnych też ma taki zamiar. Zespół się kruszy. Na pierwszych zajęciach było nas 14, a to trochę mało – podkreśla trener.

W siedemnastu meczach rundy jesiennej, Polonia zdobyła tylko cztery, tak… 4 punkty, nie odnosząc żadnego zwycięstwa, co świadczy aż nadto o słabym poziomie sportowym – skleconego na prędce, bez wystarczających środków finansowych – zespołu. Ktoś rozsądny zapyta: – jak to bez wystarczających środków? Przecież mamy system licencyjny.

No właśnie. Polonia Bytom, w czasach wspomnianych przez Jacka Trzeciaka miała już problemy z licencją na grę w ekstraklasie, ale ostatecznie otrzymała ją tuż przed rozgrywkami mimo wcześniejszej negatywnej opinii UEFA. Sezon później, będący w nieco lepszej sytuacji Łódzki Klub Sportowy takiej licencji nie otrzymał, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w listopadzie ubiegłego roku uchylił wszystkie decyzje PZPN odmawiające w 2009 roku ŁKS-owi prawa gry w ekstraklasie.

Co zatem decyduje o przyznaniu licencji? Na pewno, uznaniowość decyzji Komisji Licencyjnej, która za poprzednich władz daleko wychodzi za powszechnie przyjęte pojęcie uznaniowości. Nie można czepiać się samych materialnych przepisów dotyczących przyznawania licencji, bowiem PZPN stosuje swoje przepisy oparte na przepisach FIFA i jeżeli organ związku wydający decyzję poprzedziłby ją rzetelną analizą sytuacji faktycznej na tle obowiązujących przepisów prawa, w tym przypadku prawa związku sportowego nie mielibyśmy do czynienia z takimi sytuacjami.

Przepisy licencyjne dla poszczególnych klas rozgrywkowych różnią się oczywiście pewnymi wymaganiami, bo przecież od klubu IV ligi nie ma konieczności egzekwować tego co od klubu ekstraklasy, ale każde przepisy licencyjne niezależnie od klasy rozgrywkowej dla której zostały opracowane przewidują spełnienie przez klub piłkarski określonych kryteriów: sportowych, infrastrukturalnych, prawnych, finansowych i kryteriów dotyczących personelu i administracji czyli wymogów zatrudnienia np. księgowego czy też rzecznika prasowego.

Nowy Prezes Zarządu PZPN Zbigniew Boniek deklaruje głośno konieczność zmian polityki licencyjnej, zwłaszcza w kwestiach finansowych. Nie może być bowiem tak jak do tej pory, że kluby deklarując budżet na nowy sezon wpisują kwoty z umów sponsorskich, do których realizacji może nigdy nie dojść. I niech na zawsze znikną czasy, kiedy to prawie całość budżetu stanowiła transza z Canal+. Budżet z praw telewizyjnych ma być tylko jednym ze składników finansów bilansującego się klubu sportowego.

Przepisy licencyjne, które obowiązują w Polsce powinny być nieco złagodzone, np. w kwestiach infrastruktury w niższych klasach rozgrywkowych, ale jeśli chodzi o kwestie finansowe czy prawne niech pozostaną takimi jakie są, a nowe składy Komisji Licencyjnych niechaj z powagą i jasno określonymi metodami badania finansów klubowych przystąpią do owocnej pracy przed sezonem 2013/2014.

Opublikowane w

Sejmowa komisja o związkach sportowych

Kilka dni temu, dnia 6 grudnia 2012 r., odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, którego głównym punktem była informacja na temat funkcjonowania ustawy o sporcie, ze szczególnym uwzględnieniem stanu dostosowania statutów polskich związkach sportowych do przepisów wspomnianej ustawy. Na podstawie art. 82 ust. ustawy o sporcie, na dostosowanie swoich przepisów polskie związki sportowe miały czas do 16 października 2012 r., czyli w ciągu 2 lat od wejścia w życie nowej regulacji.  Jak zatem można określić stan wprowadzenia przepisów wewnętrznych przez polskie związki sportowe?

Obraz rzeczywistości przedstawiony przez sekretarza stanu Ministerstwa Sportu i Turystyki Grzegorza Karpińskiego wydaje się być niepokojący. Otóż w stosunku do 69 polskich związków sportowych, które zobowiązane były do zmiany swych przepisów wewnętrznych, Ministerstwo wydało 41 decyzji zatwierdzających zmiany statutowe, 9 odmawiających zatwierdzenia zmian i 5 w części zatwierdzających wprowadzone zmiany. 28 polskich związków sportowych nie ma zatem w tej chwili dostosowanych przepisów do ustawy. Co więcej, w czasie posiedzenia komisji okazało się, że 16 polskich związków sportowych nie należy do organizacji uznawanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Jest to o tyle istotne, ponieważ na podstawie art. 9 ust. 2 pkt 4 ustawy o sporcie jednym z warunków uzyskania zgody na utworzenie polskiego związku sportowego jest zaświadczenie o przynależności do międzynarodowej federacji sportowej działającej w sporcie olimpijskim lub paraolimpijskim lub innej uznanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Minister Karpiński ostrzegł, że jeżeli Ministerstwo Sportu i Turystyki nie otrzyma takiego zaświadczenia, doprowadzić to może w ostateczności do pozbawienia statusu polskiego związku sportowego.

Wracając jednak do kwestii statutów polskich związków sportowych, warto zastanowić się co wpłynęło na tak stosunkowo niski stopień dostosowania przepisów do ustawy, skoro czas na te działania wynosił aż 2 lata od wejścia w życie ustawy. Z jednej strony można zrzucić to na karb niefrasobliwości i bierności działaczy tychże związków (warto zwrócić uwagę, że na omawianym posiedzeniu głos zabrało jedynie dwóch przedstawicieli polskich związków sportowych). Należy jednak postawić sobie pytanie czy Ministerstwo i szeroko pojęty ustawodawca sportowy na pewno nie mają sobie nic do zarzucenia. Trzeba bowiem powiedzieć sobie jasno, że ustawa o sporcie w obecnym brzmieniu zawiera wiele niejasności, niedopowiedzeń czy regulacji, które w praktyce i tak nie są przestrzegane przez polskie związki sportowe.

Jednym z takich postanowień, sygnalizowanym zresztą w jednym z wcześniejszych wpisów na stronie przy okazji wyborów w PZPN, jest przepis art. 9 ust. 3 pkt 1 ustawy, który zakazuje członkowi zarządu polskiego związku sportowego łączyć tej funkcji z funkcją w innych władzach związku. Kwestia ta nie dotyczy jednakże tylko organizacji piłkarskich w Polsce. Sytuacja jest jasna, jeżeli dotyczy organu kontroli wewnętrznej, np. komisji rewizyjnej i tutaj oczywiście trzeba przyklasnąć. Co jednak z osobami wchodzącymi w skład np. walnego zgromadzenia delegatów, spośród których w praktyce bardzo często wybierani są członkowie zarządu? Minister Karpiński stwierdził jednoznacznie, że zakaz ten dotyczy również zgromadzenia delegatów, wzbudzając krytykę obecnych na posiedzeniu Komisji.  Wymowna była zresztą odpowiedź przewodniczącego obradom komisji, bodajże Ireneusza Rasia, który z pełnym przekonaniem stwierdził, że w takim wypadku we wszystkich związkach sportowych ten przepis jest łamany. Zastanowić się zatem trzeba albo nad zmianą tego treści tego przepisu w przyszłości albo przynajmniej nad zmianą wykładni jego stosowania przez Ministerstwo.

Dyskusyjnych kwestii w samym art. 9 ustawy jest więcej. Część z nich zostanie poruszonych w kolejnych wpisach na stronie. Do 11 grudnia Sekretariat Komisji będzie przyjmował wstępne propozycje zmian do ustawy o sporcie.  Należy mieć nadzieję, że w wyniku prac nad nowelizacją ustawy, do której być może aktywniej włączą się same związki sportowe, stanie się ona bardziej przejrzysta dla podmiotów prowadzących i organizujących współzawodnictwo sportowe, co przełożyłoby się na skuteczniejsze dostosowanie ich przepisów do postulowanego stanu.