Opublikowane w

Czy czasem opłaca się przegrać?

Od kilku dni, dziennikarze zastanawiają się nad pewną, rzec można kuriozalną sytuacją, do której może dojść na koniec tego sezonu piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy. Czasy, kiedy piłkarze Cracovii i Zagłębia Lubin ustawili wynik meczu ostatniej kolejki już bezpowrotnie minęły, ale osiągnięcie danego wyniku w tym przypadku również może być opłacalne. Nie chodzi tu o żadną korupcję, ale o to, że brak zaangażowania może popłacać i to jeszcze tym, którym tego zaangażowania zabraknie.

Wtorkowy „Przegląd Sportowy” pisze, że piłkarzom Śląska Wrocław może się opłacać przegrać ostatni mecz ligowy w Warszawie z Legią. Również w niedzielnym Cafe Futbol na antenie Polsatu Sport ta kwestia została poruszona.  Jestem daleki od spekulowania na temat, podobnie zresztą jak i dziennikarze, o których wyżej mowa.  Po prostu, życie może napisać taki scenariusz. Głównymi bohaterami mogą być piłkarze aktualnego Mistrza Polski – Śląska, którzy 2 i 8 maja walczyć będą najpierw we Wrocławiu, a później w Warszawie z Legią o Puchar Polski. Obie drużyny spotkają się także w ostatniej, 30 kolejce T-Mobile Ekstraklasy 2 czerwca w Warszawie.

Jeśli, Wrocławianie nawiążą do pięknej tradycji z 1987 roku i zdobędą trofeum cały „spekulacyjny” plan spala na panewce, ale jeśli przegrają dwumecz spełnia się pierwsza przesłanka z trzech przesłanek tego scenariusza.

Drugą przesłanką, jest walka Legii z Lechem Poznań do samego końca o Mistrzostwo Polski, tak by przed ostatnią 30 kolejką, w której Legia podejmie Śląsk sprawa tytułu była otwarta. Po 23 kolejkach, Legia ma 4 punkty przewagi nad Lechem, ale obie drużyny czeka jeszcze bezpośrednie spotkanie w Warszawie.

Wreszcie, trzecia przesłanka, Śląsk Wrocław traci przewagę nad rywalami do 3 miejsca i spada lokatę niżej, nie mając prawa gry w Lidze Europy UEFA, ze względu na miejsce w tabeli (2 i 3 lokata dają jedynie takie prawo – przyp. red.).

Jeśli wszystkie trzy przesłanki się spełnią może dojść do sytuacji, w której Śląsk zechce przegrać z Legią, by osiągnąć cel. Prezes Śląska Piotr Waśniewski mówi Przeglądowi Sportowemu, że to teoria science fiction, a Marcin Stefański, zajmujący się w PZPN rozgrywkami profesjonalnymi apeluje o skoncentrowanie się wyłącznie na kwestiach sportowych. „Zostawmy to mediom, które lubują się w tego typu rozważaniach” – mówi „PS” Stefański.

Co jest kluczem do opisywanej sytuacji?

Przede wszystkim, przepisy dotyczące rozgrywek Ligi Europy UEFA (ang. Regulations of the UEFA Europa League 2012-15 Cycle).

Wyciąg z Regulations of the UEFA Europa League 2012-15 Cycle

2.04

If the winner of the domestic cup qualifies for the UEFA Champions League, the domestic cup runner-up qualifies for the UEFA Europa League at the stage initially reserved for the lowest ranking top domestic league representative (or the winner of another official domestic competition in accordance with paragraph 2.03). Should both the winner and the runner-up of the domestic cup qualify for the UEFA Champions League, the association concerned may enter for the UEFA Europa League the club which finishes the top domestic league immediately below the other club or clubs which qualify for the UEFA Europa League. In both cases, the access stage initially reserved for the domestic cup winner is reserved for the club which finishes the domestic league in the highest position out of all the clubs which qualify for the UEFA Europa League from the association concerned (see Annex Ia). Each representative of the domestic league will then enter the competition at the stage initially reserved for the domestic league representative ranked

immediately above it.

Tłumacząc na język polski i interpretując ten przepis, jeśli zdobywca krajowego pucharu, zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów UEFA, to  finalista rozgrywek pucharowych zagra w Lidze Europy od najniższej fazy kwalifikacji, przewidzianej dla danego kraju (W przypadku Polski, w sezonie 2013/2014,wszystkie zespoły zagrają od II rundy kwalifikacji – przyp. red.).

Jeżeli obaj finaliści krajowego pucharu zagraliby w Lidze Mistrzów (Mistrz Polski nie kwalifikował się do tych rozgrywek od sezonu 19996/97 – przyp. red), to wówczas miejsce przewidziane dla zdobywcy pucharu lub ewentualnie finalisty zajmie zespół, który zajął w lidze najwyższą lokatę, niepremiowaną grą w Lidze Europy UEFA.

Z przepisów jasno wynika zatem, że zdobywcy czy finalisty Pucharu Polski nie można zastąpić żadną inną drużyną. Od tego przepisu bywają wyjątki w niektórych krajach, ale nie w Polsce, np. w Anglii czy Francji automatycznie grę w Lidze Europy zapewnia sobie też zdobywca Pucharu Ligi. Gdy w Polsce, istniały podobne rozgrywki, środowisko piłkarskie tłumaczyło się niskim prestiżem tych rozgrywek i zbyt małą liczbą miejsc w ówczesnym Pucharze UEFA.

Na koniec, rozpiszmy możliwe scenariusze:

1)    Mistrz Polski – Legia, zdobywca Pucharu Polski – Śląsk.

el. Ligi Mistrzów: Legia, el. Ligi Europy: Śląsk (jako zdobywca Pucharu Polski), wicemistrz Polski, III zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Dodatkowo, jeśli Śląsk będzie drugi lub trzeci, to w el. Ligi Europy zagra też IV zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Jeśli Śląsk zajmie czwarte miejsce lub niższe zagra w el. Ligi Europy jako zdobywca PP.

2)    Mistrz Polski – Legia, zdobywca Pucharu Polski – Legia

el. Ligi Mistrzów: Legia, el. Ligi Europy: Śląsk (jako finalista Pucharu Polski), wicemistrz Polski, III zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Dodatkowo, jeśli Śląsk będzie drugi lub trzeci, to w el. Ligi Europy zagra też IV zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Jeśli Śląsk zajmie czwarte miejsce lub niższe zagra w el. Ligi Europy jako finalista PP.

3)    Mistrz Polski – Lech Poznań, zdobywca Pucharu Polski – Śląsk.

el. Ligi Mistrzów:  Lech, el. Ligi Europy: Śląsk (jako zdobywca Pucharu Polski), wicemistrz Polski, III zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Dodatkowo, jeśli Śląsk będzie drugi lub trzeci, to w el. Ligi Europy zagra też IV zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Jeśli Śląsk zajmie czwarte miejsce lub niższe zagra w el. Ligi Europy jako zdobywca PP.

4)    Mistrz Polski – Lech Poznań, zdobywca Pucharu Polski – Legia

el. Ligi Mistrzów: Lech, el. Ligi Europy: Legia (jako zdobywca Pucharu Polski), wicemistrz Polski, III zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Dodatkowo, jeśli Legia będzie druga lub trzecia, to w el. Ligi Europy zagra też IV zespół T-Mobile Ekstraklasy.

Jeśli Śląsk zajmie piąte miejsce lub niższe, nie zagra w el. Ligi Europy.

Wypada, żywić nadzieję, że te kalkulacje do niczego się nie przydadzą. A jak będzie?

Jak to mówią Rosjanie: „pażijom – uwidim”.

Opublikowane w

Czy tędy droga?

Przewodniczący Kolegium Sędziów Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Przesmycki poinformował w poniedziałek, że od następnej kolejki piłkarskiej Ekstraklasy nie będzie już tzw. arbitrów bramkowych.  Nie udał się ten eksperyment  – przyznał. Poszerzony skład sędziowski znów zawinił, tym razem w meczu Wisła Kraków – Legia Warszawa, uznając bramkę dla Legii, mimo że Artur Jędrzejczyk dośrodkowywał już zza linii bramkowej. Eksperyment zatem został uśmiercony. PZPN wysłał więc wiadomości do głów i świadomości „Nie tędy droga”.

Inny eksperyment funduje nam Ekstraklasa S.A. – spółka prowadząca rozgrywki T-Mobile Ekstraklasy. Otóż z początkiem kwietnia Rada Nadzorcza Spółki uchwaliła reformę rozgrywek, która pod funkcjonuje pod roboczą nazwą „ESA 37”. Otóż już od nowego sezonu czyli 2013/14 drużyny po rozegraniu 30 kolejek – jak to było dotychczas – zostaną podzielone na dwie grupy. Zespoły z miejsc od 1 do 8 walczyć będą w „grupie mistrzowskiej” o medale, a drużyny z miejsc od 9 do 16 będą rywalizować o w „grupie spadkowej”, a najsłabsi spadną do I ligi. Rywalizacja toczyć się będzie systemem „każdy z każdym”. Drużyny rozegrają w grupach po 7 spotkań czyli zagrają po razie z grupowym rywalem. Zespoły z miejsc od 1 do 4 rozegrają po 4 pojedynki u siebie, podobnie jak drużyny z miejsc od 9 do 12. Pozostali będą gospodarzami trzech spotkań na tym etapie. Przed podziałem na grupy dorobek z fazy zasadniczej zostanie podzielony na pół, i jeśli da to ułamkowe części punktu po przecinku, wówczas zostanie „zaokrąglony do góry”.

Reforma nie spodobała się kilku klubom. Te, które najgłośniej o tym mówią to: KGHM Zagłębie Lubin i Ruch Chorzów. Kluby i piłkarscy fachowcy mówią, że reforma pomoże możnym, a pozostali będą musieli jeszcze dopłacić, bo dojdą do niej koszty organizacji dodatkowych meczów. To tak najkrócej. Sporo pisano o tych plusach i minusach, więc nie ma sensu rozwodzić się nad nimi. To, że niektóre kluby wyrażają głośno pretensje i obawy wynika także ze sposobu przyjęcia reformy czyli formy jej uchwalenia i głosowania. Reforma została uchwalona stosunkiem głosów 4:3 przez w siedmioosobowej Radzie Nadzorczej, a nie głosami wszystkich klubów ekstraklasy, których jest 16.

Do czyich kompetencji należy więc podjęcie takiej uchwały? By to ustalić musimy sięgnąć do Statutu Ekstraklasy S.A. Kompetencje Rady Nadzorczej – która wraz z Zarządem i Walnym Zgromadzeniem należy do organów spółki – określone są w paragrafie XX Statutu.

Wyciąg ze Statutu:

XX. Rada Nadzorcza Spółki

1. Rada Nadzorcza sprawuje stały nadzór nad działalnością Spółki. Oprócz uprawnień wynikających z Kodeksu spółek handlowych i spraw zastrzeżonych innymi postanowieniami niniejszego Statutu do kompetencji Rady Nadzorczej należy:

a) wyrażenie zgody na nabycie nieruchomości i prawa użytkowania wieczystego;

b) rozpatrywanie i rozstrzyganie wniosków przedstawionych przez Zarząd;

c) wybór członków Zarządu, z zastrzeżeniem XIX.1.d);

d) występowanie z wnioskiem o rozwiązanie Spółki;

e) wyznaczenie biegłego rewidenta;

f) zatwierdzanie opracowanych przez Zarząd rocznych planów finansowych Spółki;

g) wyrażenie zgody na dokonanie czynności prawnej rozporządzającej lub zobowiązującej, jeżeli jej wartość przewyższa 500.00 złotych;

h) występowanie do Zarządu o przekazanie sprawozdań z realizacji rocznych planów finansowych lub strategii Spółki w czasie trwania roku obrachunkowego;

i) zatwierdzanie lub zmiana opracowanych przez Zarząd strategii, o których mowa w XXII.3;

3. Rada Nadzorcza składa się z 7 /siedmiu/ członków, w tym Przewodniczącego i Wiceprzewodniczącego Rady.

4. Rada Nadzorcza powoływana jest w następujący sposób:

a) Czterech członków Rady Nadzorczej, jest nominowanych przez 4 /słownie: czterech/ Akcjonariuszy będących klubami o jakich mowa w VIII.1.b), których drużyny piłkarskie w ostatnim sezonie piłkarskim zajęły 4 czołowe miejsca w Lidze. W przypadku zajęcia przez kluby tego samego miejsca w Lidze w danym sezonie o prawie nominowania członka Rady Nadzorczej decydować będzie wyższe miejsce w sezonie poprzednim.

b) Dwóch członków Rady Nadzorczej Spółki jest wybieranych przez pozostałych Akcjonariuszy, o których mowa w VIII.1.b).

c) Jeden członek Rady Nadzorczej jest nominowany przez Akcjonariusza, o którym mowa w VIII.1.a), tj. Polski Związek Piłki Nożnej.

5. Kadencja członków Rady Nadzorczej trwa 1 /jeden/ rok przy czym kadencja wybieralnych członków pierwszej Rady Nadzorczej wygaśnie najpóźniej z dniem 30 września 2005 roku. Mandat członków Rady Nadzorczej wygasa z dniem odbycia zwykłego Walnego Zgromadzenia, które rozpatruje sprawozdanie finansowe.

Wprowadzenie takiej reformy wiąże się z koniecznością wyprodukowania sygnału telewizyjnego z większej liczby meczów. Liczba spotkań wzrośnie z 240 do 296. Zatem wzrosną również te koszty produkcji. Umowa z producentem sygnału pociąga za sobą zobowiązanie przewyższające kwotę 500,00 złotych, zatem podjęcie Uchwały w tej kwestii należy do Rady Nadzorczej. Jeśli chodzi o argument jaki stosują niektóre kluby, dotyczący podjęcia uchwały jedynie przez przedstawicieli najsilniejszych klubów, to jest to zgodne z prawem. Wystarczy spojrzeć wyżej i w par. XX pkt 4 lit. a czytamy, że czterech spośród siedmiu członków Rady to przedstawiciele klubów, które sezon wcześniej zajmą cztery najwyższe miejsca w tabeli.

Skoncentrujmy się jeszcze na kompetencjach Walnego Zgromadzenia i poszukać czy może właśnie ten organ mógłby podjąć uchwałę o zmianie systemu rozgrywek?

Wyciąg ze Statutu:

XIX. Dodatkowe kompetencje Walnego Zgromadzenia

1. Do wyłącznej kompetencji Walnego Zgromadzenia — poza kompetencjami przewidzianymi w przepisach Kodeksu spółek handlowych należy:

a) tworzenie i znoszenie kapitałów;

b) uchwalanie wieloletnich planów rozwoju Spółki;

c) wyrażenie zgody na zawarcie przez Zarząd umów wieloletnich nie dotyczących bieżącej działalności Spółki, w tym w szczególności kontraktów sponsorskich i umów o sprzedaż praw medialnych;

d) wybór jednego członka pierwszego i drugiego Zarządu, który obejmie funkcję Prezesa tego Zarządu.

Warto jeszcze przyjrzeć się przepisom Ustawy z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych (Dz. U. z 2000 r. Nr 94, poz. 1037, z późn. zm.), dotyczącym kompetencji Walnego Zgromadzenia w spółkach akcyjnych, by mieć całkowity obraz praw i obowiązków tego organu.

Wyciąg z K.s.h.:

Art. 393.

Uchwały walnego zgromadzenia, poza innymi sprawami wymienionymi w niniejszym dziale lub w statucie, wymaga:

1) rozpatrzenie i zatwierdzenie sprawozdania zarządu z działalności spółki oraz sprawozdania finansowego za ubiegły rok obrotowy oraz udzielenie absolutorium członkom organów spółki z wykonania przez nich obowiązków,

2) postanowienie, dotyczące roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej przy zawiązaniu spółki lub sprawowaniu zarządu albo nadzoru,

3) zbycie i wydzierżawienie przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części oraz ustanowienie na nich ograniczonego prawa rzeczowego,

4) nabycie i zbycie nieruchomości, użytkowania wieczystego lub udziału w nieruchomości, chyba że statut stanowi inaczej,

5) emisja obligacji zamiennych lub z prawem pierwszeństwa i emisja warran-tów subskrypcyjnych, o których mowa w art. 453 § 2,

6) nabycie własnych akcji w przypadku określonym w art. 362 § 1 pkt 2 oraz upoważnienie do ich nabywania w przypadku określonym w art. 362 § 1 pkt 8,

7) zawarcie umowy, o której mowa w art. 7. (Umowa między spółką dominującą, a spółką zależną – przyp. red.).

W powołanych wyżej przepisach nie doszukamy się zatem prawa Walnego Zgromadzenia do podjęcia uchwały w sprawie reformy rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy, która wśród klubów budzi wiele emocji. By jednak wprowadzaniu zmian nie towarzyszyło na drugi raz tyle emocji może władze Ekstraklasy S.A. powinny przeprowadzić więcej spotkań z przedstawicielami wszystkich klubów i konsultacji, bo według naszych informacji takich nie było. Może udałoby się wówczas wspólnie wypracować projekt, których zadowolił więcej klubów. Druga obserwacja to termin wprowadzenia reformy. Czy uchwalenie w kwietniu zmian wchodzących w połowie lipca, z podstawową zmianą jaką jest przyspieszenie rozpoczęcia rundy jesiennej na 12-15 lipca jest porą odpowiednią? Może potrzebny byłby dłuższy okres czasowy od uchwalenia zmian do ich wejścia w życie?

Opublikowane w

Płać i płacz?

Długa zima opóźniła w tym roku wyjazd żużlowców na krajowe tory. Pierwszą kolejkę Enea Ekstraligi, planowaną na 1 kwietnia czyli Lany Poniedziałek przełożono na pierwszą dekadę czerwca, a zmagania w rozpoczną się w niedzielę 7 kwietnia. Wówczas odbędą się mecze z drugiej kolejki.

Transmisje telewizyjne ze spotkań przeprowadzać będzie od tego sezonu platforma cyfrowa nc+, powstała z połączenia platformy cyfrowej n i Canal+ .  W poprzednich sezonach prawa do transmisji telewizyjnej zawodów najwyższej klasy żużlowej miała Telewizja Polska, a wcześniej jeszcze Polsat. Od kilkunastu już lat transmisje radiowe z meczów Enea Ekstraligi przeprowadzają stacje radiowe, na podstawie umów z klubami, płacąc im za prawa do tych relacji, co jest raczej niespotykanym zjawiskiem w innych dyscyplinach.

O ile handel prawami do transmisji telewizyjnych zawodów sportowych jest czymś normalnym, a idąc dalej dobrze prosperującym biznesem, dającym korzyści finansowe klubom, a telewidzom – profesjonalnie przeprowadzane relacje, i o ile jeszcze handel prawami do transmisji radiowych może być zrozumiały w ostateczności, o tyle zjawisko płatnych akredytacji prasowych, rozszerzające się swym zasięgiem od kilku lat na kluby Enea Ekstraligi jest czymś niepokojącym. Akredytacje przyznawane dziennikarzom redakcji prasowych, radiowych, telewizyjnych i portali internetowych, a także fotoreporterom i agencjom prasowym mogą być stałe czyli wydawane na cały sezon rozgrywek lub jednorazowe – wydawane na konkretny mecz.

Większość klubów Enea Ekstraligi wprowadziło płatne akredytacje. W niektórych klubach płatne są tylko akredytacje dla fotoreporterów płatnych serwisów i agencji prasowych czy fotograficznych. Tu opłaty sięgają tysiąca złotych netto za sezon. Kilka klubów wprowadziło również odpłatność za akredytacje dla dziennikarzy. Te kwoty bywają niższe, ale w niektórych przypadkach sięgają także tysiąca złotych. Są również kluby, które za przyznanie jednorazowej akredytacji żądają stu złotych netto.

Unia Leszno, która za akredytacje jednorazowe nie pobiera opłaty, podzieliła tegoroczny proces wydawania akredytacji stałych na dwa etapy. W Regulaminie akredytacyjnym na sezon 2013 mowa jest więc o pierwszej części – wstępnej, selekcyjnej, i drugiej części –polegającej na wpłacie żądanej przez klub kwoty i dokończeniu procedury.

Wyciąg z  Regulaminu akredytacyjnego na sezon 2013”

I. AKREDYTACJE STAŁE PŁATNE

1.   Proces akredytacyjny składa się z dwóch części. Pierwsza część dotyczy przeanalizowania przez Klub nadesłanych wniosków oraz wyselekcjonowania redakcji, które zostaną zakwalifikowane do drugiej części procesu akredytacyjnego. W części drugiej wybrane redakcje wykupią w siedzibie Klubu akredytacje prasowe dla swoich przedstawicieli oraz dostarczą fotografie niezbędne do produkcji identyfikatorów na sezon 2013.

2. Akredytacja stała płatna dotyczy wszystkich meczów Speedway Ekstraligi i innych zawodów żużlowych organizowanych w sezonie 2013 na Stadionie im. Alfreda Smoczyka w Leszno.

3. Akredytacja kosztuje 300 PLN netto/osobę i będzie można ją nabyć po zakończeniu pierwszej części procesu akredytacyjnego.

Na osobliwy przypadek natrafiłem, przeglądając Regulamin przyznawania akredytacji na mecze drużyny Betard Sparta Wrocław na Stadionie Olimpijskim w sezonie 2012. W pkt 20 i 21 niniejszego Regulaminu, klub zastrzega sobie prawo do odmowy udzielenia akredytacji, a jednocześnie umożliwia redakcji, która nie otrzymała akredytacji możliwość jej zakupu.

Oto wyciąg z  Regulaminu przyznawania akredytacji na mecze drużyny Betard Sparta Wrocław na Stadionie Olimpijskim w sezonie 2012 :

20. WTS S.A. zastrzega sobie prawo odmowy przyznania akredytacji bez podania przyczyny.

21. Dziennikarzom oraz fotoreporterom, których wnioski o akredytację zostaną rozpatrzone negatywnie, przysługuje prawo do zakupu akredytacji w cenie 1000 zł netto/sezon (+VAT).

Czytałem kilka wywiadów z przedstawicielami klubów i spółki Speedway Ekstraliga, prowadzącej rozgrywki. Argumentują oni, że płatne akredytacje pomogą klubom przetrwać trudny czas kryzysu gospodarczego i wyeliminują z trybun prasowych „przedstawicieli pseudoredakcji, samozwańczych portali czy małoletnich dziennikarzy”. Ze swojego kilkunastoletniego doświadczenia w zawodzie dziennikarza sportowego wiem, że taka selekcja dokona się sama i nie powinno się do niej używać płatnych akredytacji. Po prostu najlepsi i tak się utrzymają, a ci którzy nie poradzą sobie na trudnym rynku, wypadną z niego.

Dziennikarze pracują, po to by informować o obywateli o tym co dzieje się we wszystkich gałęziach życia, w Państwie, w instytucjach publicznych i w życiu społecznym, w tym także w sporcie. Nieograniczony dostęp do informacji gwarantuje dziennikarzom art. 1 Ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. z 1984 r. Nr 5, poz. 24, z późn. zm.). Zatem żądanie przez kluby sportowe zapłaty za akredytacje przeczy tej ustawowej gwarancji.

Art. 1 Ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. z 1984 r. Nr 5, poz. 24, z późn. zm.).

Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej.

Niebezpieczeństwo niesie też za sobą równoczesne wprowadzanie przez jeden klub akredytacji bezpłatnych i płatnych. Wówczas możemy mieć do czynienia z budowaniem przez klub a priori podziału tytułów na poważne i niepoważne czytaj postępujące zgodnie z wolą klubu lub niepokorne. Gdzie więc tutaj zasada wolności słowa?

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden aspekt. Im mniej będzie żużla w prasie czy na portalach, tym mniej będzie on promowany, a stadiony zamiast zapełniać się, będą świecić pustkami na meczach ligowych.

Opublikowane w

Więcej, ale czy lepiej?

Co jakiś czas w mediach czy w dyskusjach kibiców wraca sprawa sędziowania meczów piłkarskich. Najczęściej okazją do tego są błędy arbitrów, popełniane czy to na Mundialach czy Mistrzostwach Europy czy na co dzień, w rozgrywkach ligowych.

Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) nie należy do tak postępowych jak władze koszykówki czy siatkówki i ostrożnie wprowadza zmiany do przepisów. Wynika to między innymi ze struktury głosów w tak zwanym IFAB czyli International Football Association Board czyli ciele odpowiedzialnym za uchwalanie zmian w przepisach. Po jednym głosie w ośmioosobowej strukturze mają tam przedstawiciele federacji piłkarskich: Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii, a pozostałe cztery głosy należą do FIFA.

Nie od dziś wiadomo, że narody brytyjskie należą do konserwatywnych, o czym świadczyć może pielęgnowanie anglosaskiego systemu prawnego (Commonwealth law) opartego na precedensie czy chęć pozostawienia w Wielkiej Brytanii Funta jako krajowej waluty, co jest równoznaczne z nieprzyjmowaniem wspólnej waluty europejskiej EURO.

W tej brytyjskiej tradycji zdarzają się wyłomy i przepisy piłkarskie bywają modyfikowane. I tak FIFA, a za nią UEFA (Europejska Unia Piłkarska – przyp. red.) i inne kontynentalne oraz krajowe federacje np. Polski Związek Piłki Nożnej decydują się na eksperymenty związane ze zwiększaniem liczby sędziów-asystentów dawniej nazywanych sędziami liniowymi. Wszystko po to, by unikać kontrowersji związanych z nieuznawaniem goli strzelonych zgodnie z prawidłami gry, bądź uznawaniem nieprawidłowo zdobytych bramek. Kolejnym powodem zwiększania liczby asystentów są kontrowersje związane ze spalonym czy dyktowaniem rzutów karnych, rozstrzyganiem czy było zagranie ręką czy go nie było, itp.

Regulacje dotyczące sędziów zawarte są w artykule 5 „Przepisów Gry w piłkę nożną” wydawanych przez wspomniany już International Board FIFA (najnowsza edycja na sezon 2012/2013).

Oto wyciąg z art. 5  Przepisów Gry w piłkę nożną :

DECYZJE SĘDZIEGO

Decyzje podejmowane przez sędziego dotyczące oceny faktów związanych z grą, włącznie z uznaniem lub nieuznaniem bramki oraz rezultatem zawodów – są ostateczne.

Sędzia może zmienić swoją decyzję jedynie wtedy, gdy sam uzna ją za niewłaściwą, względnie na sugestię sędziego asystenta lub sędziego technicznego, zakładając, że gra nie została jeszcze wznowiona lub zawody nie zostały zakończone.

Kompetencje sędziów asystentów, a w szczególności ich obowiązki określone są w art. 6:

OBOWIĄZKI

Wyznaczeni dwaj sędziowie asystenci mają obowiązek, z uwzględnieniem decyzji sędziego, wskazywać:

  • kiedy miało miejsce niewłaściwe postępowanie lub wydarzył się inny incydent, którego sędzia nie widział,
  • kiedy popełnione zostają przewinienia, a sędzia asystent był w stanie lepiej to zobaczyć (obejmuje to w szczególnych okolicznościach przewinienia popełnione w polu karnym),

 

W rzeczonym przepisie mowa o dwóch sędziach, ale co roku FIFA wydaje również „Interpretacje do Przepisów Gry w piłkę nożną oraz wytyczne dla sędziów”. I to z nich lub regulaminów poszczególnych rozgrywek wynika możliwość desygnowania większej liczby asystentów. Jako pierwsza na większą skalę zaczęła to stosować UEFA w rozgrywkach Ligi Europy. Następnie eksperyment rozszerzono na rozgrywki Ligi Mistrzów, a ostatnio korzystają z niego też Szef Kolegium Sędziów PZPN Zbigniew Przesmycki i Ekstraklasa S.A., wyznaczając w każdej kolejce T-Mobile Ekstraklasy jeden mecz, prowadzony przez 6 sędziów czyli sędziego (głównego) oraz 2 asystentów na liniach bocznych (z chorągiewkami), sędziego technicznego oraz dwóch asystentów na liniach bramkowych.

Ilościowo więcej, ale czy lepiej? Eksperymenty przeprowadzone w meczach Wisły Kraków z Podbeskidziem Bielsko-Biała oraz ostatnio Górnika Zabrze z Lechem Poznań okazały się niewypałami. Kilkanaście dni temu w Krakowie, sędzia Marcin Borski jako główny oraz asystenci: Maciej Szymanik i Marcin Boniek oraz bramkowi: Tomasz Garbowski i Sebastian Tarnowski popełnili błąd przy faulu pomocnika Podbeskidzia Marka Sokołowskiego na napastniku Wisły – Rafale Boguckim w polu karnym Bielszczan. Marcin Borski najpierw zdecydował o karnym, ale na skutek sugestii asystenta, stojącego za bramką i będącego bliżej całej akcji nie podyktował „jedenastki” i ukarał Boguskiego żółta kartką za symulowanie faulu w polu karnym. W Polsatowskim „Magazynie T-Mobile Ekstraklasy”, Borski przyznał się nawet do tej pomyłki, a gość programu Zbigniew Przesmycki „wziął ten błąd na siebie”

Wreszcie, ostatnio w Zabrzu sędzia Paweł Raczkowski również popełnił błąd, a nawet dwa. Najpierw Karol Linetty z Lecha kopnął piłkę w pole karne, a ta uderzyła w żebro Seweryna Gancarczyka, lecz sędzia podyktował karnego uznając, że futbolówka trafiła go w rękę. Sytuacja została różnie zinterpretowana w programach telewizyjnych. I tak Sławomir Stępniewski, ekspert Canal+ i były szef sędziów twierdzi, że nie było żadnego karnego, z kolei sam Przesmycki powiedział w Polsacie, że karny został podyktowany słusznie. W tym samym meczu, sędzia Raczkowski podyktował jeszcze jednego kontrowersyjnego karnego, którego nie wykorzystał jednak Prejuce Nakoulma. Tym razem obrońca poznańskiej drużyny – Marcin Kamiński faulował wg sędziego Bartosza Iwana (choć faulu nie było). W obu sytuacjach bramkowi asystenci jednak sędziemu nie pomogli, nic mu nie sugerując.

Czy warto więc iść tą drogą? Czy więcej znaczy lepiej?

Opublikowane w

Zaskakujący transfer

Już dawno żaden transfer nie budził w Polsce tyle emocji, co niespodziewane przejście Tomasza Jodłowca ze Śląska Wrocław do Legii Warszawa. Pamiętam, co prawda będąc dzieckiem transfer Dariusza Dziekanowskiego z Gwardii Warszawa do Widzewa Łódź za 21 ówczesnych milionów złotych, czy kontrowersyjne przejście Roberta Warzychy z Górnika Wałbrzych do jego imiennika z Zabrza, które ponoć wyglądało tak, że górnik jednej z wałbrzyskich kopalń – wspomniany Robert Warzycha został przeniesiony do pracy w kopalni w Zabrzu, a sprawę pilotował podobno nawet ówczesny Minister Górnictwa.

Tomasz Jodłowiec spędził rundę jesienną obecnych rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy w Śląsku Wrocław. Środkowy obrońca, który może grać też jako defensywny pomocnik zasilił Śląsk przed meczami w europejskich pucharach. Przyszedł z Polonii Warszawa, opuszczonej z końcem poprzedniego sezonu przez właściciela i głównego sponsora – Józefa Wojciechowskiego.

Wojciechowski za pośrednictwem jednej ze swoich spółek był właścicielem karty zawodniczej Jodłowca, podobnie jak kilku innych piłkarzy między innymi Gruzina Wladimera Dwaliszwilego. Biznesmen dogadał się ze Śląskiem, że umieszcza Jodłowca we wrocławskiej drużynie nieodpłatnie, a plan był taki. Jak zawodnik się wypromuje, wówczas odejdzie na zachód, a pieniądze trafią do  Wojciechowskiego. Druga opcja przewidywała wykupienie karty zawodnika przez Śląsk. Tak się jednak nie stało i mamy, co mamy. Zawodnik nagle przenosi się z Wrocławia do Legii Warszawa.

Sporą wstrzemięźliwością na łamach prasy wykazuje się Andrzej Padewski. Prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej – w którym Jodłowiec jako piłkarz Śląska jest zarejestrowany – mówi „nie kiwnę nawet palcem w tej sprawie, chyba, że przyjdzie do mnie Piotr Waśniewski (Prezes Śląska – dop. M.Ż) i powie, że wszystko jest w porządku”. Dystans Prezesa Padewskiego wynika z przepisów obowiązujących w tej kwestii. Przepisy FIFA zabraniają posiadania kart zawodniczych osobom fizycznym. Nie wskazują jednak expressis verbis, że to klub musi być właścicielem karty. Pamiętamy przypadki argentyńskich internacjonałów Carlosa Teveza i Javiera Mascherano, których karty posiadała sportowa agencja, niejako leasingując ich do West Hamu Londyn.

Józef Wojciechowski ostatnio sfinalizował transfer wspomnianego już Dwaliszwilego do Legii i pewnie wówczas powstał temat transferu Jodłowca, zwłaszcza, że warszawski klub szukał środkowego obrońcy, a fiaskiem zakończyła się próba pozyskania Marcina Wasilewskiego, który wg sprawdzonych źródeł chciał 400 tysięcy Euro za podpis i 100 tysięcy złotych miesięcznej pensji.

Uchwała Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej nr III/39 z dnia 14 lipca 2006 roku wprowadzająca zmiany i ustalająca tekst jednolity uchwały Zarządu PZPN z dnia 29 czerwca 1992 roku w sprawie statusu polskich piłkarzy oraz zmian przynależności klubowej zawiera przepisy dotyczące kart zawodniczych. Z przepisu par. 33 ust. 3 tejże uchwały wynika, że jakiekolwiek porozumienia i umowy między klubem oraz sponsorującą go osobą fizyczną lub prawną nie mogą utrudniać realizacji stosunku członkostwa i pochodnych do niego stosunków pracowniczych albo cywilnoprawnych zawodnika w klubie piłkarskim. Kolejny przepis mówi, że karty zawodnicze nie mogą być przedmiotem zobowiązań klubów wobec osób trzecich. Ponadto kluby nie mogą zawierać z osobami trzecimi umów w przedmiocie transferów definitywnych lub czasowych, a wspomniane czynności prawne lub faktyczne stanowią naruszenie dyscypliny związkowej.

Za każdym razem kiedy słyszy się takie informacje, jak ta o transferze Tomasza Jodłowca rodzi się postulat zmiany przepisów związkowych i międzynarodowych w tym przedmiocie czyli wprowadzenia regulacji w myśl, której tylko klub mógłby być właścicielem karty zawodnika.

Opublikowane w

Afera „Hazardowa”

Tytuł kieruje myśli do wydarzeń sprzed trzech lat związanych z aferą hazardową w Polsce, ale nie o tym dziś będzie, a o zachowaniu Edena Hazarda sprzed kilku dni. Niespełna 22-letni lider reprezentacji Belgii i Chelsea Londyn kopnął chłopca do podawania piłek w środowym meczu półfinałowym Pucharu Ligi Angielskiej ze Swansea City.

Chelsea zremisowała bezbramkowo i odpadła z rozgrywek. Gra się londyńczykom nie kleiła i przez graczy zaczynała przemawiać frustracja. W 80. minucie meczu Hazard widząc, że chłopiec do podawania piłek świadomie przedłuża przekazanie mu futbolówki i osłania piłkę ciałem, kopnął go. Piłkarz przepraszając tłumaczył się, że chciał wybić piłkę, tak jak przy wślizgach, a nie atakować chłopca.

Na Twitterze wrze. Michael Owen i inne byłe już gwiazdy Premiership potępiają Belga. Nie jemu pierwszemu zdarza się coś takiego. A mecz Lazio Rzym z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów, kiedy to Sinisa Mihajlović przeszedł się po Samuelu Kuffourze? Dla takich głupich, nieprzemyślanych zachowań nie powinno być miejsca w światowej piłce. I choć mecze rozgrywek Ligi Mistrzów czy Ligi Europy okraszone są materiałami UEFA, emitowanymi w przerwach np. UEFA Respect czyli szacunek dla przeciwnika to na głupotę nie ma rady.

Eden Hazard odpocznie na dłużej od meczów i nie będzie to jedynie kara za samą czerwoną kartkę, którą obejrzał. Władze piłkarskie w poszczególnych krajach, w takich czy podobnych przypadkach mogą jeszcze karać zawodników dyskwalifikacjami bezwzględnymi czy dodatkową karą dwóch, trzech meczów.

Takich zachowań nie powinno się usprawiedliwiać presją czy frustracją piłkarzy, którym coś nie wychodzi, a chcieliby lepiej. Pracodawca żąda sukcesu a drużynie nie idzie, coraz większe pieniądze wydawane na futbol, coraz więcej chleba w futbolu, to i igrzyska muszą być bardziej mocne. Do tego tabloidy, celebryci i obecna epoka nie ma szans na uniknięcie tego chamstwa. Na szczęście na naszych boiskach nie jest tak źle i tak spektakularnie, choć zdarzały się różne przypadki, np. niedawno Edgara Caniego, Ugo Ukaha, Juniora Diaza czy Romela Quioto. Myślenie nie boli i piłkarze nawet w wielkim stresie powinni nie uciekać się do takich zachowań. Od najmłodszego, trenerzy młodzieży powinni złe nawyki wypleniać.

Ale skoro już dojdzie do takiego niekontrolowanego zachowania np. faulu na rywalu dodatkowo zakończonego „wycieczką w korkach po jego podudziu”, to poza czerwoną kartką, którą sędzia pokazuje z automatu, piłkarz musi tłumaczyć się przed organem dyscyplinarnym ze swojego czynu, a organ nakłada na niego karę.

Zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej w Polskim Związku Piłki Nożnej reguluje Uchwała Zarządu PZPN nr IV/87 z dnia 19 kwietnia 2012 roku w sprawie przyjęcia Regulaminu Dyscyplinarnego. W Regulaminie określone są: rodzaje przewinień dyscyplinarnych oraz procedury prowadzenia postępowań dyscyplinarnych czyli przepisy regulujące tryb postępowania i orzekania w sprawach dyscyplinarnych. Jeżeli chodzi o zakres podmiotowy Regulaminu, to poza samymi piłkarzami jego przepisom podlegają: trenerzy, instruktorzy, sędziowie piłkarscy, członkowie sztabu medycznego, menedżerowie ds. piłkarzy, licencjonowani organizatorzy imprez piłkarskich, obserwatorzy, delegaci i działacze piłkarscy, a w szczególnych przypadkach także kibice (art. 2 Regulaminu).

Zakres obowiązywania Regulaminu z uwagi na czas przewinienia jest bardzo szeroki, bowiem odpowiedzialność dyscyplinarną ponoszą wszystkie osoby, które w czasie popełnienia przewinienia dyscyplinarnego podlegały odpowiedzialności, wynikającej z Regulaminu, nawet jeżeli w czasie orzekania podstawa odpowiedzialności ustała. Co do winy odpowiedzialność zależy od umyślności popełnienia wykroczenia, choć w szczególnych przypadkach można odpowiadać także za przewinienia nieumyślne. Osoby prawne odpowiadają za przewinienia dyscyplinarne swoich zawodników, trenerów, instruktorów, członków sztabu medycznego, działaczy oraz kibiców na zasadzie ryzyka (art. 4 §2 Regulaminu).

Kary dyscyplinarne wymierzane są według katalogu zawartego w Regulaminie i dzielą się na: zasadnicze i dodatkowe. Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, za jedno przewinienie dyscyplinarne wymierza się jedną karę zasadniczą. W przypadkach podobnych do zachowania Edena Hazarda karą zasadniczą może być dyskwalifikacja określona ilością meczów, czasowa lub nawet na stałe. Na podstawie umowy między Polskim Związkiem Piłki Nożnej, a Ekstraklasą S.A., prowadzącą rozgrywki najwyższego szczebla, przewinieniami dyscyplinarnymi zawodników ekstraklasy zajmuje się Komisja Ligi Ekstraklasy. Dla rozgrywek szczebla centralnego czyli I i II ligi właściwym organem jest Wydział Dyscypliny PZPN, a dla rozgrywek od III ligi w dół – organ dyscyplinarny wojewódzkiego związku piłki nożnej, prowadzącego rozgrywki.

Opublikowane w

Licencje. Ech, licencje.

Piłkarze Polonii Bytom, ostatniej drużyny I ligi mieli w poniedziałek rozpocząć przygotowania do rundy wiosennej rozgrywek, ale zaprotestowali przeciwko zaległościom w wypłatach i postanowili opóźnić inauguracyjny trening o tydzień. Mają spotkać się dopiero 14 stycznia.

Trener zespołu Jacek Trzeciak spotkał się już taką sytuacją w Polonii kilka lat temu jako zawodnik. Wtedy również były zaległości wobec zawodników, sięgające kilku miesięcy, ale jak powiedział szkoleniowiec portalowi slask.sport.pl teraz jest bardziej zaniepokojony. – Wtedy byliśmy w ekstraklasie i zawsze można było żyć nadzieją na pieniądze z Canal+. Na dodatek nie było dodatkowego problemu w postaci zakazu transferów. Psychicznie jestem w piwnicy. Nie potrafię odreagować tego, co się dzieje. Mam nadzieję, że w końcu się coś zmieni, bo tak dalej być nie może – dodał szkoleniowiec Bytomian, który według informacji portalu ma rozmawiać w najbliższych dniach z Prezesem klubu Radosławem Nowakowskim. – Chcę porozmawiać nie tylko o kwestiach finansowych, choć w zasadzie wszystko i tak się do tego sprowadza, ale i sportowych. Odeszło już wielu graczy, a 2-3 następnych też ma taki zamiar. Zespół się kruszy. Na pierwszych zajęciach było nas 14, a to trochę mało – podkreśla trener.

W siedemnastu meczach rundy jesiennej, Polonia zdobyła tylko cztery, tak… 4 punkty, nie odnosząc żadnego zwycięstwa, co świadczy aż nadto o słabym poziomie sportowym – skleconego na prędce, bez wystarczających środków finansowych – zespołu. Ktoś rozsądny zapyta: – jak to bez wystarczających środków? Przecież mamy system licencyjny.

No właśnie. Polonia Bytom, w czasach wspomnianych przez Jacka Trzeciaka miała już problemy z licencją na grę w ekstraklasie, ale ostatecznie otrzymała ją tuż przed rozgrywkami mimo wcześniejszej negatywnej opinii UEFA. Sezon później, będący w nieco lepszej sytuacji Łódzki Klub Sportowy takiej licencji nie otrzymał, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w listopadzie ubiegłego roku uchylił wszystkie decyzje PZPN odmawiające w 2009 roku ŁKS-owi prawa gry w ekstraklasie.

Co zatem decyduje o przyznaniu licencji? Na pewno, uznaniowość decyzji Komisji Licencyjnej, która za poprzednich władz daleko wychodzi za powszechnie przyjęte pojęcie uznaniowości. Nie można czepiać się samych materialnych przepisów dotyczących przyznawania licencji, bowiem PZPN stosuje swoje przepisy oparte na przepisach FIFA i jeżeli organ związku wydający decyzję poprzedziłby ją rzetelną analizą sytuacji faktycznej na tle obowiązujących przepisów prawa, w tym przypadku prawa związku sportowego nie mielibyśmy do czynienia z takimi sytuacjami.

Przepisy licencyjne dla poszczególnych klas rozgrywkowych różnią się oczywiście pewnymi wymaganiami, bo przecież od klubu IV ligi nie ma konieczności egzekwować tego co od klubu ekstraklasy, ale każde przepisy licencyjne niezależnie od klasy rozgrywkowej dla której zostały opracowane przewidują spełnienie przez klub piłkarski określonych kryteriów: sportowych, infrastrukturalnych, prawnych, finansowych i kryteriów dotyczących personelu i administracji czyli wymogów zatrudnienia np. księgowego czy też rzecznika prasowego.

Nowy Prezes Zarządu PZPN Zbigniew Boniek deklaruje głośno konieczność zmian polityki licencyjnej, zwłaszcza w kwestiach finansowych. Nie może być bowiem tak jak do tej pory, że kluby deklarując budżet na nowy sezon wpisują kwoty z umów sponsorskich, do których realizacji może nigdy nie dojść. I niech na zawsze znikną czasy, kiedy to prawie całość budżetu stanowiła transza z Canal+. Budżet z praw telewizyjnych ma być tylko jednym ze składników finansów bilansującego się klubu sportowego.

Przepisy licencyjne, które obowiązują w Polsce powinny być nieco złagodzone, np. w kwestiach infrastruktury w niższych klasach rozgrywkowych, ale jeśli chodzi o kwestie finansowe czy prawne niech pozostaną takimi jakie są, a nowe składy Komisji Licencyjnych niechaj z powagą i jasno określonymi metodami badania finansów klubowych przystąpią do owocnej pracy przed sezonem 2013/2014.