Opublikowane w

Basket Liga Kobiet – nowa formuła ekstraklasy koszykarek

Jutrzejszym meczem Artego Bydgoszcz z Mistrzem Polski – CCC Polkowice rozpoczną się rozgrywki sezonu 2013/14 Basket Ligi Kobiet, bo taką właśnie nazwę nosić będzie ekstraklasa koszykarek. Zmiana z Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet na BLK to nie tylko zmiana nazwy, ale także powrót niejako do korzeni, bowiem rozgrywki po 12 latach poprowadzi nie spółka PLKK, a Polski Związek Koszykówki.

To ewenement na polską skalę, bowiem nie zdarzyło się jeszcze by rozgrywki najwyższej klasy w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu powróciły ze spółki je prowadzące pod skrzydła polskiego związku sportowego. Przyczyn było wiele między innymi chęć stworzenia przez związek z rozgrywek atrakcyjnego produktu, a pod rządami PLKK Sp. z o.o. nie było z tym najlepiej, choć to jedynie eufemistyczne określenie.

W porównaniu z ubiegłym sezonem zmienia się kilka regulacji dotyczących udziału zawodniczek w meczu. Po pierwsze, pojęcie „zawodnika polskiego  zostało zastąpione pojęciem „zawodnika miejscowego . Zajrzyjmy do § 2 Regulaminu Współzawodnictwa Sportowego Polskiego Związku Koszykówki:

§ 2

5. zawodnik zagraniczny – zawodnik nie posiadający obywatelstwa polskiego;

6. zawodnik miejscowy – zawodnik posiadający prawo gry w reprezentacji Polski lub posiadający licencję okresową na grę w rozgrywkach organizowanych przez lub na zlecenie PZKosz przez co najmniej trzy sezony w okresie pomiędzy 12 a 18 rokiem życia. W sezonie 2013/2014 status zawodnika miejscowego otrzymują wszyscy zawodnicy z obywatelstwem polskim.

 

Po drugie, na parkiecie jednocześnie będą musiały występować co najmniej dwie zawodniczki miejscowe, podczas gdy w sezonie 2012/13 była to co najmniej jedna zawodniczka polska.

Po trzecie, podobnie jak rozgrywkach FIBA Europe, np. Eurolidze do składu drużyny na mecz będą mogły zostać zgłoszone maksymalnie 3 zawodniczki posiadające obywatelstwo państwa, którego federacja narodowa nie jest zrzeszona w FIBA Europe (pkt 7.5. Regulaminu Cyklu Basket Ligi Kobiet).

Wreszcie, po czwarte, do składu drużyny na mecz Ligi musi być zgłoszonych i gotowych do gry co najmniej 5 zawodniczek posiadających status zawodnika miejscowego w myśl postanowień Regulaminu Współzawodnictwa Sportowego PZKosz (pkt 7.4. Regulaminu Cyklu Basket Ligi Kobiet).  W myśl pkt 7.6. tego regulaminu naruszenie przez klub zasad opisanych w pkt 7.4. lub 7.5. powoduje orzeczenie przegranej walkowerem.

Na uwagę zasługuje też jedno z postanowień pkt. 18:

18.20.1.

w każdej chwili podczas meczu włącznie z dogrywkami (gdy piłka jest żywa) w składzie na boisku muszą przebywać co najmniej dwie zawodniczki o statusie zawodniczki miejscowej. W przypadku dostępności tylko jednej zawodniczki miejscowej, drużyna występuje w czteroosobowym składzie. W przypadku braku dostępności zawodniczek miejscowych, drużyna występuje w trzyosobowym składzie.


W rozgrywkach BLK w sezonie 2013/2014 rywalizować będzie 10 drużyn: CCC Polkowice (Mistrz Polski), Wisła Kraków, Artego Bydgoszcz, KSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp., Riviera Gdynia, Basket ROW Rybnik, Widzew Łódź, King Wilki Morskie Szczecin, MKS MOS Konin i Energa Toruń. Rozgrywki będą podzielone na trzy etapy.

W I etapie wszystkie drużyny zagrają ze sobą w systemie „każdym z każdym  (mecz i rewanż). Zespoły, które zajmą miejsca od 1 do 6 zagrają w grupie w II etapie. Tam walczyć będą również w systemie „każdym z każdym  (mecz i rewanż). Cztery najlepsze zespoły awansują do III etapu. W półfinałach zagrają drużyny z miejsc 1 i 4 w jednej parze oraz z 2 i 3 w drugiej. Rywalizacja toczyć się będzie do trzech zwycięstw, podobnie jak wielkim finale (poprzednio do czterech – przyp. M.Ż.). Natomiast batalia o 3 miejsce toczyć się będzie do 2 wygranych. Warto dodać, że drużyny z miejsc 5 i 6 zakończą rozgrywki po II etapie.  Co do zespołów z miejsc 7-10, to zagrają one o utrzymanie w II etapie w systemie „każdym z każdym  (mecz i rewanż). Najsłabsza drużyna opuści szeregi najlepszych.

 

Opublikowane w

Deregulacja funkcji sędziego piłki nożnej

Wiele działo się w ostatnich latach w środowisku sędziowskim piłki nożnej. A to, sporo sędziów łącznie z najlepiej wówczas zapowiadającym się arbitrem poniosło konsekwencje afery korupcyjnej i nie ma ich w środowisku. A to, z kolei jeden sędzia zagrał u bukmachera, a sędziego międzynarodowego z Polski klasy Środeckiego czy Jarguza jak nie było ostatnio, tak nie ma. Byliśmy jedynym krajem, który organizował EURO, a nie miał na tej imprezie swojego arbitra. Co zrobić jak wychować sędziego najwyższej europejskiej i światowej klasy?

Nie czuję się kompetentny by udzielać takich rad i recept, wszak nie znam się na szkoleniu sędziów piłkarskich, ale uważam, że pracę, podobnie jak w przypadku szkolenia młodzieży trzeba rozpocząć u podstaw. Być może braki w systemie wynikają z dotychczasowego ograniczenia dostępu do funkcji sędziego piłki nożnej. I tu pojawia się takie modne ostatnio słowo jak „Deregulacja . Jesteśmy świadkami deregulacji zawodów prawniczych, zawodu zarządcy nieruchomości czy nierozerwalnie związanego ze sportem zawodu trenera.

Co znamienne sami trenerzy nie uważali, że dostęp do zawodu jest ograniczony i są mocno zdumieni i przerażeni zmianami, bo może się okazać, że nasze dzieci szkolić będzie trener nie posiadający podstawowej wiedzy z anatomii i fizjologii człowieka. Natomiast deregulacja funkcji sędziego piłki nożnej mogłaby być pożyteczna i zwiększyłaby rywalizację arbitrów na każdym szczeblu rozgrywek. A gdzie jest rywalizacja i konkurencja tam są postępy i podnoszenie poziomu.

Podstawowe uprawnienia i zadania sędziów tak zostały ukazane w przepisach Polskiego Związku Piłki Nożnej:

1. Do prowadzenia zawodów uprawniony jest sędzia wyznaczony przez Kolegium Sędziów.

2. Każdy sędzia zobowiązany jest do prowadzenia zawodów sumiennie, obiektywnie, na najwyższym poziomie fachowym, zgodnie z duchem przepisów gry w piłkę nożną i bezwzględnym przestrzeganiem zasad etyki sportowej.

Ciekawy projekt deregulacji funkcji sędziego piłkarskiego powstał w Dolnośląskim Związku Piłki Nożnej, kierowanym przez Prezesa Andrzeja Padewskiego. Projekt uchyla wymogi kwalifikacyjne dotyczące funkcji sędziego piłki nożnej. Do tej sędzią piłki nożnej mogła zostać osoba, która ukończyła specjalistyczny kurs w danym Okręgowym ZPN lub Wojewódzkim ZPN i zdała egzamin końcowy.

Jak podkreślają pomysłodawcy nowej regulacji – ustanowienie barier wykonywania funkcji sędziego piłki nożnej na podstawie obowiązujących obecnie przepisów PZPN nie spełnia kryterium ochrony interesu publicznego. Jest natomiast ograniczeniem konkurencji i zbędnym utrudnieniem dla kandydatów do tej funkcji. Zwłaszcza kandydatów posiadających predyspozycje w tym zakresie /piłkarze lub byli piłkarze/.

„Dolnośląska  nowelizacja przepisów PZPN zakłada, iż sędzią piłki nożnej może zostać osoba:

– która ukończyła 16 lat,

– ma zgodę rodziców (jeśli nie osiągnęła jeszcze pełnoletności),

– posiada poświadczenie przez Wydział Gier ZPN brania udziału w rozgrywkach organizowanych przez PZPN, WZPN lub OZPN,

– posiada zaświadczenie lekarskie o dobrym stanie zdrowia,

– nie była karana za przestępstwa umyślne lub przestępstwa popełnione w związku ze współzawodnictwem organizowanym przez PZPN.

Zadania sędziego piłki nożnej pozsotałyby niezmienne czyli prowadzenie zorganizowanych meczów piłki nożnej we współzawodnictwie organizowanym przez WZPN lub OZPN. Najważniejsze cele reformy to:

– po pierwsze, ułatwienie dostępu do funkcji sędziego piłki nożnej;

– po drugie, likwidacja skomplikowanej procedury ubiegania się o uzyskanie pozwolenia przed PZPN;

– po trzecie, zwiększenie konkurencji;

– wreszcie po czwarte, ułatwienie wejścia w struktury piłki nożnej byłym lub obecnym piłkarzom celem wykorzystania ich umiejętności.

To właśnie umiejętności obecnie brakuje sędziom, kończącym kursy sędziowskie, ale nigdy nie grającym w piłkę na żadnym poziomie – twierdzą pomysłodawcy.  Minimalnymi wymaganiami dla sędziów byłyby: uczestnictwo w konferencjach szkoleniowych (dwa razy w roku)  oraz egzaminy internetowe ze znajomości przepisów, przeprowadzane czterokrotnie w każdym roku.

A jak Państwu podoba się ten projekt?

Opublikowane w

Cyrk na kółkach!

Nie takiego finału żużlowej ekstraligi spodziewali się kibice na stadionie w Zielonej Górze, telewidzowie i całe środowisko sportowe. Niestety znów w tej dyscyplinie wybuchł skandal. Żużlowcy Unibaksu Toruń odmówili wyjazdu na tor w rewanżowym, wyjazdowym meczu Finału ze Stelmetem Falubazem Zielona Góra.

Unibax prowadził w dwumeczu po pierwszym pojedynku 46:43, ale w niedziele Torunianie nie myśleli już o tym jak walczyć, tylko jak przełożyć rewanżowy pojedynek. Ktoś powie, że to pokłosie sobotniego wypadku Tomasza Golloba podczas Grand Prix w Sztokholmie, ale wola przełożenia niedzielnego meczu przez Unibax pojawiła się ponoć dopiero w niedzielne popołudnie, około 14,30.  Wtedy to do Falubazu zaczęły napływać pierwsze sygnały o przełożeniu. Około 16,30 z parku zaczęły dobiegać pierwsze głosy o tym, że meczu nie będzie, bo nie ma zgody na przełożenie, bo Toruń nie ma Golloba, bo nie ma też wcześniej kontuzjowanego Holdera, bo szanse nierówne. I tak zaczął się „cyrk . Na początek jeszcze były w parkingu negocjacje, ale później żużlowcy z Kujawsko-Pomorskiego opuścili park maszyn.

O 18,47, czyli dwie minuty, po planowanej godzinie rozpoczęcia meczu, sędzia ogłosił walkowera. Stelmet Falubaz został Mistrzem Polski, bo wynik 40:0 walkowerem zdecydował o takich losach całej rywalizacji. Wszyscy, którym leży na sercu dobro polskiego żużla mają teraz kaca spowodowanego decyzją torunian o nieodjechaniu tego meczu i spakowaniu walizek. A przecież żużel to sport kontuzjogenny i nieraz drużynom przyszło się zmagać o medale czy utrzymanie w lidze bez swoich największych asów i nie było znikania z parkingu maszyn, a wola walki o punkty tym czym się ma. Często w takich sytuacja zawodnicy „drugiej linii  przechodzą samych siebie, walczą na 150% wygrywając z gwiazdami przeciwnika. Za to kochamy sport.

W polskim żużlu często pojawiają się koncepcje zmiany przepisów, ale najczęściej podyktowane są one realizacją jakichś interesów, typu „nie stać nas gwiazdy, wprowadźmy KSM[1]  albo „kto bogatemu zabroni, nie róbmy ograniczeń, znieśmy limity . Ile to razy zmieniały się pomysły na starty juniorów, a to status młodzieżowca mieli zawodnicy poniżej 21 lat, posiadający polskie obywatelstwo, a czasem posiadali go również cudzoziemcy.

Nie ma spójności w tym wszystkim, nie ma jedności klubów i „każdy sobie rzepkę skrobie . To uda się to przeforsować, to znowuż jeszcze coś innego. A może warto byłoby usiąść, napisać na nowo regulamin rozgrywek. Może warto było tak układać kalendarz, by po Grand Prix czy Drużynowym Pucharze Świata nie organizować nie kolejki ligowej. Może warto wprowadzić termin środowy (ew. wtorkowy, czwartkowy), a może warto w weekendy bez GP walczyć w piątek i niedzielę. Przeciwnicy mojego pomysłu powiedzą, że w tygodniu są starty zagranicą i nikt tu nie przyjedzie. Żużlowcy w przeciwieństwie do piłkarzy, szczypiornistów, koszykarzy czy siatkarzy nie są zobligowani do reprezentowania tylko jednego klubu i stąd mają napięty kalendarz startów. Poza ligą polską, startują w prestiżowych angielskiej i szwedzkiej, z których zwłaszcza za tą pierwszą stoi historia, tradycja i piękno ścigania. Do tego można dołożyć jeszcze występy w Danii, Niemczech, Czechach czy Rosji. Zajęć nie brakuje.

Nie od dziś też wiadomo, że to w Polsce są największe pieniądze z kontraktów i premie za punkty. Nieraz jednak się zdarzało, że zawodnik przyjął zasadę „Jeżdżę w Anglii, zarabiam w Polsce  czyli po co w Polsce się przykładać, po co przywozić najlepszy sprzęt, kasa będzie, a jutro przecież mecz o Mistrzostwo Anglii. Coraz głośniej mówi się o ograniczeniach liczby startów. Niektórzy działacze żużlowi chcą by można było startować maksymalnie w dwóch ligach. Inni uważają, że jak skończy się możliwość takiego „wielokrotnego  zarobkowania, to zawodnicy zechcą w Polsce jeszcze więcej, a ja uważam, że jak nie przyjmą oferty polskiego klubu, to nic się nie stanie. Jak odczują brak dużych pieniędzy z Polski, za rok, dwa i tak przyjdą, ale wtedy będziemy mieli rynek klubów, a nie zawodników i ich menedżerów.

Ograniczenia startów wpłynęłyby na pewno na bezpieczeństwo zawodników. Żużlowcy zużywają dużo sił i energii na start w meczu, a do tego dochodzi podróż. Nierzadko dziś startują w Rzeszowie, by po meczu gonić na lotnisko w Krakowie i lecieć do Anglii, bo jutro np. start w Peterborough, we wtorek – Szwecja, w piątek – znów Anglia, sobotę – Grand Prix we włoskim Terenzano, a w niedzielę – Tarnów. Jako, że z Terenzano do Tarnowa nie leci się samolotem to mamy 1100 km jazdy autostradami, a gdzie sen, gdzie hotel? Kto mi powie, że w busie można się dobrze wyspać? .

Panowie, skończmy mówić co warto zmienić, tylko zmieniajmy, uzdrawiajmy ten sport bo grozi mu upadek! Mówi się, że za mała frekwencja, że mała oglądalność. Nie róbcie cyrku, pracujcie w spokoju nad przepisami, które nie będą kompromisem, a zmienią świat żużla. Może na początku będą protesty, ale musi to pójść w innym kierunku niż teraz, a zawodnicy muszą zrozumieć, że nie ma się co przemęczać, bo jak na torze opadnie powieka z braku snu i dojdzie do zderzenia z kolegą to będzie już za późno!

[1] Kalkulowana Średnia Meczowa.

Opublikowane w

Zmiany, zmiany, zmiany

Za nami Mistrzostwa Europy siatkarek, w których nasza reprezentacja spisała się najsłabiej od 18 lat. To są fakty i nie my jesteśmy od oceny.  Za kilkadziesiąt godzin, dokładnie w piątek na polskich i duńskich parkietach rozpoczną się Mistrzostwa Europy panów. Tu z występem naszej reprezentacji wiążemy spore nadzieje. Wielu kibiców pojedzie do Gdańska, inni będą oglądać mecze w telewizji.

W transmisjach telewizyjnych na sportowych antenach Polsatu, komentatorzy dużo mówią o zmianach w przepisach wprowadzonych na grudniowym Kongresie FIVB w Lozannie. Tomasz Swędrowski, który jest moim mistrzem na polu dziennikarstwa sportowego, praktycznie przy okazji każdego meczu przypomina nowości w niuansach regulaminowych. Zmiany, które obowiązują od tego sezonu reprezentacyjnego i będą obowiązywać w nowym sezonie ligowym i tak aż do roku 2016 nie są aż tak rewolucyjne jak planowano, bowiem ostatecznie zawieszony został przepis art. 9.2.4 „Przepisów gry w piłkę siatkową , zwanych dalej PRZEPISAMI.

Wg tego artykułu błędem jest podwójne odbicie oraz złapanie lub rzucenie piłki przy odbiorze zagrywki palcami sposobem górnym. To mógł być rewolucyjny zapis, bowiem w dobie specjalizacji na pozycjach dużej zadaniowości sporo zawodniczek i zawodników miałoby problem z przyjęciem zagrywki na palce. Problem, ponieważ zbyt szybko w całej siatkówce tych najwyższych i te najwyższe kwalifikuje się na środek czy na pozycję atakującego czy atakującej, a nie uczy się tak podstawowej rzeczy, która 15-20 lat temu nie sprawiałaby problemu żadnej zawodniczce czy zawodnikowi kończącej czy kończącemu wiek juniora.

To, że przepis został zawieszony nie oznacza, że został skreślony. On w zbiorze przepisów nadal jest zapisany, a jedynie nie jest stosowany, a precyzyjniej zawiesza się jego stosowanie. Na razie nie wiadomo na jak długo i czy w ogóle? Poniżej krótko, o najistotniejszych przepisach które już zaczęły obowiązywać.

Wg nich między innymi zespół może składać się z 12 zawodników, a w sztabie trenerskim oprócz głównego szkoleniowca może być dwóch asystentów i tylko osoby wymienione w protokole mogą wchodzić w kontrolowaną strefę zawodów oraz uczestniczyć w oficjalnej rozgrzewce i meczu (art. 4.1.1). Rozszerzono też numerację na koszulkach z 1-18 na 1-20.

Kolejną innowację znajdujemy w przepisie art. 7.3.5.4 o zmianie nieregulaminowej: Jeżeli na boisku znalazł się zawodnik, który nie jest wpisany w protokole na liście zawodników zespół przeciwny zachowuje dotychczas zdobyte punkty i dodatkowo przyznaje mu się punkt i zagrywkę. Zespół popełniający błąd traci wszystkie punkty oraz sety (0:25, jeśli to konieczne) zdobyte od momentu wejścia niezapisanego zawodnika na boisko. Zespół ten będzie musiał również przedstawić poprawioną kartkę z ustawieniem początkowym oraz wprowadzić na boisko właściwego zawodnika w miejsce zawodnika niezapisanego w protokole.

Zmiana dotyczy też zasłony. W świetle art. 12.5.2 zawodnik lub grupa zawodników zespołu zagrywającego tworzy zasłonę podczas wykonywania zagrywki, wymachując rękami, skacząc lub poruszając się na boki, lub stojąc w grupie, by zasłonić zawodnika zagrywającego oraz lot piłki. Nieprzepisowa zasłona dotyczy teraz też zasłonięcia zawodnika zagrywającego, a nie tylko toru lotu piłki.

Innowacje wprowadzono także do zmian zawodników podczas seta i meczu. Między innymi w świetle art. 15.2.2 podczas tej samej przerwy w grze zespół nie może zgłaszać więcej niż jednej prośby o zmianę zawodników. Jednak dwóch lub więcej zawodników może być zmienionych podczas jednej prośby o zmianę zawodników, a wg art. 15.2.3 między dwoma oddzielnymi prośbami o zmianę zawodników tego samego zespołu musi zostać rozegrana wymiana zakończona. Nie może to zatem być akcja bez punktu.

Sporo nowości wprowadzono też do Rozdziału 5 PRZEPISÓW „Przerwy i opóźnienia w grze . W przepisach o zawodniku libero wprowadzono też pojęcie „grającego libero  i wprowadzono nakaz stosowania takiego stroju przez libero, którego kolor dominujący będzie kontrastować z kolorami stroju innych zawodników zespołu (art. 19.2). Strój libero nie może być zatem niejako „negatywem  podstawowego stroju zespołu np. kolor pleców koszulki libero nie może być taki sam jak w przypadku podstawowego stroju.

Zasadnicze zmiany dotyczą także ostrzeżeń i kar oraz żółtych i czerwonych kartek czyli Rozdziału 7 „Zachowanie uczestników zawodów . W art. 21.2 wprowadzono dwa etapy prewencji:

etap pierwszy: ustne upomnienie za pośrednictwem grającego kapitana.

etap drugi: żółta kartka dla członka(-ów) zespołu. Takie upomnienie nie jest sankcją a tylko informacją o udzielonym upomnieniu dla członka zespołu (a pośrednio dla całego zespołu). Upomnienie takie jest zapisywane w protokole zawodów, ale nie powoduje żadnych innych konsekwencji.

Dla zainteresowanych więcej szczegółów w zakładce Przepisy Gry 2013-2016:

http://sedziowie.pzps.pl/sedziowie/index.php/do-pobrania-1

A jak Państwu podobają się te zmiany? Czy uatrakcyjnią grę? Czy staną się zmorą? Zapraszamy do dyskusji!

Opublikowane w

Ograniczać czy nie?

Sporo miejsca poświęcamy ostatnio rynkowi piłkarskiemu, wszak niedawno zakończyło się kolejne okno transferowe, które przyniosło wiele ciekawych rozstrzygnięć. Kluby zmieniali piłkarze z różnych szczebli rywalizacji. Media sporo o tym donosiły, więc ja nie będę już do tego wracać, ale skoncentruję się na pokrewnym temacie.

Ostatnio, również przez nasz portal przetacza się dyskusja na temat wysokości kontraktów w sporcie. Czy zarobki mają limitowane i czy jeśli nie będą ograniczone to jakie wartości mogą osiągnąć w niedalekiej przyszłości. Czy jest tu jest tu jakieś ograniczenie, limit? No, Sky is the limit – jak mówił klasyk.

Ja też całkiem niedawno zabrałem głos w sprawie ograniczeń i limitów w sporcie.

Szerzej tutaj: http://prawosportowe.pl/dysksuja-o-ksm-mnie-inspiruje.html

W ostatnim akapicie napisałem: „Ktoś mi powie: Ten Żyłka nie chce ograniczeń i nie chce dbać o szkolenie młodych polskich sportowców, a ja mu odpowiem: Chcę, ale nie na siłę! Stwórzmy system szkolenia, zapłaćmy dobrym trenerom młodzieży i budujmy od podstaw, a owoce będą za kilka czy kilkanaście lat. Wtedy dobrze wyszkolony, młody polski piłkarz zabierze miejsce w składzie przeciętnemu obcokrajowcowi nie dlatego, że jest limit, a dlatego, że jest lepszy. 

Swój pogląd uzasadniam obawą o to, że w momencie pojawienia się limitów dla obcokrajowców zacznie się rynek polskich zawodników i to nie tych, młodych, których mamy szkolić, a przeciętnych graczy z rodzimym lub unijnym paszportem. Nie bez kozery dziś do tego wracam, bowiem właśnie w prasie ukazała informacja, że Polski Związek Piłki Nożnej zamierza wprowadzić limity mające na celu zapobieganie sprowadzaniu zbyt wielu graczy spoza Unii Europejskiej do polskich klubów. Zbigniew Boniek potwierdził nawet, że projekt jest w fazie głębokiej dyskusji. Powiedział nawet, że regulacje miałyby obowiązywać od sezonu 2014/15, a kluby powinny już teraz brać pod uwagę, że przepisy się zmienią i zatrudniać graczy polskich lub z paszportem Unii Europejskiej. Zatrudniania tych ostatnich nie można limitować, bowiem to wynika z przepisów unijnych.

Trwa dyskusja ilu graczy spoza Unii Europejskiej miałoby grać w polskich klubach? Problem dotyczy nie tylko T-Mobile Ekstraklasy, ale pozostałych lig, np. III-ligowy LZS Piotrówka ma 11 takich zawodników. Spośród klubów ekstraklasy najwięcej ma Lech Poznań – 7.

– Większość ze sprowadzanych do drugiej czy trzeciej ligi zagranicznych piłkarzy wcale nie jest lepsza od naszych. Polskiej piłce nie przynosi to nic dobrego, bo gdzie młodzi mają się ogrywać? – pyta retorycznie Boniek cytowany na łamach  Faktu .

Pan Prezes ma dużo dobrych pomysłów i dobrze, że wraz z Zarządem związku naprawia błędy z przeszłości i wprowadza rozwiązania, które naszą piłkę czynią nowocześniejszą i lepszą. Mam jednak do Pana Zbigniewa apel o przemyślenie tej regulacji, bo po jej wprowadzeniu może się okazać, że przeciętni polscy piłkarze będą mieli propozycje z 5-6 klubów ekstraklasy i mogąc w nich przebierać będą mogli dyktować warunki i żądać wysokich wynagrodzeń.

Na poparcie mojego argumentu rzucę przykład z Gliwice. Rewelacja poprzedniego sezonu – miejscowy Piast jest dobrze zarządzanym klubem, a pensja zawodnika skonstruowana jest na podstawie indywidualnego kontraktu , ale też regulaminu premiowania, co powoduje, że aby zarobić trzeba się nabiegać i powalczyć, a nie ma hołdowania zasadzie „Czy się stoi, czy się leży… . I co się okazuje, że w tym zespole jest sporo obcokrajowców, co prawda są to w większości obywatele krajów Unii Europejskiej: Hiszpanie, Czesi, Słowacy czy Holender, ale polskich piłkarzy znaleźć tam trudniej niż w innych klubach. To pozwala twierdzić, że w momencie, gdy to klub dyktuje warunki finansowe nie ma zbyt wielu chętnych polskich piłkarzy na grę w tej drużynie.

Szkolenie młodzieży jest bardzo ważne i ważne jest by młodzi piłkarze przebojem wchodzili do drużyn ligowych, ale muszą mieć umiejętności i wyszkolenie. Jak będą je mieli, poradzą sobie i zajmą miejsce czy to przeciętnych rodzimych graczy czy obcokrajowców. Nie róbmy też nadmiernych wymogów, co do liczby zawodników młodzieżowych. Podobne pomysły w koszykówce nie sprawdziły się. Stworzył się bowiem rynek zawodniczek i zawodników, przynajmniej w tym aspekcie. Utalentowani, polscy gracze poniżej 20 roku życia mogli przebierać w klubach i dyktować warunki.

Czy tego chcemy?

Opublikowane w

Liga ponadnarodowa

Za kilka tygodni minie rok od wyboru Zbigniewa Bońka na Prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej i wyboru Zarządu. Przez ten rok wypadały różne „trupy z szafy  czyli wychodziło na jaw, co jest w umowach z kontrahentami zawartych jeszcze za kadencji Prezesa Grzegorza Laty. A to trzeba było podjąć działania wstrzymujące budowę nowej siedziby, a to „wypadła  jakaś „sprawa autokarowa , a to trzeba było postawić na nogi system licencyjny. To wszystko się już wydarzyło i nie ma sensu powtarzać medialnych doniesień.

Zwykło się mówić, że wizytówką każdego związku sportowego w danym kraju są sukcesy międzynarodowe reprezentacji i na pewno nie mówiłoby się tyle o PZPN-ie, gdyby kadra narodowa Benhakkera czy Smudy zdobyła medal na Euro czy Mistrzostwach Świata. Nie zanosi się też na razie na medal reprezentacji prowadzonej przez Waldemara Fornalika, a co gorsza dziś już może się okazać po meczu z Czarnogórą, że prysną nawet marzenia o awansie na brazylijski Mundial.

W przypadku braku sukcesu zawsze będzie mowa o tym co robią władze związku? Jak wspomniałem mocują się – choć wychodzą na prostą – z zaszłościami poprzedniej władzy, ale to nie wszystko. W głowach działaczy jest wiele pomysłów. Prezes, wiceprezesi, członkowie zarządu, przedstawiciele komisji piłki kobiecej czy futsalu i piłki plażowej czy innych komisji mają wiele pomysłów, na to by tchnąć w związek nowego ducha. Praca wre także w wojewódzkich i okręgowych związkach piłki nożnej. Jak to w każdym kraju, w każdej pracy, w każdym stowarzyszeniu jedni pracują więcej, inni mniej, jednym zależy na wprowadzaniu nowości, a innym z kolei na utrzymaniu stanu dotychczasowego. Ech, takie życie.

Wśród wojewódzkich związków wprowadzających innowacje i rozwiązania mające ułatwić życie jest Dolnośląski Związek Piłki Nożnej. Jego Prezesem jest Andrzej Padewski, który jest również członkiem Zarządu PZPN i jako Szef Komisji Piłkarstwa Kobiecego zmienia na lepszy wizerunek futbolu płci pięknej. Są więc ładne logotypy Ekstraklasy i 1 ligi do naszycia na klubowe koszulki, jest promocja meczów reprezentacji różnych kategorii wiekowych, będzie telewizyjny reportaż z meczu eliminacyjnego Polska – Wyspy Owcze, a sam mecz rozegrany zostanie na Stadionie przy ul. Oporowskiej we Wrocławiu, który pamięta również kilka meczów pucharowych Śląska.

Co jeszcze można zrobić by uatrakcyjnić piłkarstwo kobiece w Polsce? Jest pomysł utworzenia rozgrywek klubowych, które dałyby najlepszym zespołom z Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Austrii możliwość gry ze sobą na wyższym poziomie niż w krajowej ekstraklasie. Projekt roboczo nazywa się „Woman's Middle European League . Do tego by zafunkcjonował potrzebna jest zgoda UEFA. W piłce nożnej takich precedensów jeszcze nie było, choć te rozgrywki mogłyby służyć podniesieniu poziomu najlepszych zespołów z tych krajów. Rozgrywki piłkarek nożnych w Polsce, podobnie jak i obecnie jeszcze kilka najwyższych klas rozgrywkowych z innych dyscyplin to taka „liga dwóch prędkości . Ot takie „Barcelona, Real Madryt i reszta , ale co daleko szukać. Superliga piłkarek ręcznych to: Lublin, Lubin, czasem Gdynia i reszta.  Superliga piłkarzy ręcznych: Vive Targi Kielce, Orlen Wisła Płock i reszta. Pamiętamy też czasy Ekstraklasy Koszykarzy ze Śląskiem, Treflem i Anwilem na czele. Z podobnymi przypadkami borykają się działacze innych dyscyplin w różnych częściach Europy. I albo nie ma przyzwolenia władz europejskich dyscypliny, bo to konkuruje z rozgrywkami pucharowymi federacji albo jest zgoda.

Pisząc o UEFA warto podnieść, iż jakiś czas temu najmocniejsze kluby europejskie utworzyły Grupę G-14, spacyfikowaną szybko przez UEFA, ale znowuż niegdyś FIBA-Europe (europejska część Międzynarodowej Federacji Koszykówki) stanęła w obliczu walki z ULEB (Europejską Unią Lig Koszykarskich) i po utworzeniu przez ULEB i zbuntowane kluby Euroligi musiała zadowolić się organizacją Suproligi. To już historia. Teraz ULEB całkowicie legalnie prowadzi FIBIE rozgrywki Euroligi i do tego jeszcze drugiego pucharu – Euro Cup. W kompetencjach FIBA Europe pozostały tylko jedne męskie rozgrywki – Eurochallenge oraz Euroliga Kobiet i Puchar Europy kobiet.

Do tego w koszykówce funkcjonują dwie niezależne duże ligi o zasięgu ponadregionalnym: Zjednoczona Liga VTB, w której drugi rok z rzędu rywalizować będzie od października PGE Turów Zgorzelec oraz ABA (Liga Adriatycka), zrzeszająca drużyny z Bałkanów. Na 20 zespołów Ligi VTB jedenaście pochodzi z Rosji, a pozostałe z Czech, Łotwy, Litwy, Estonii, Białorusi i Kazachstanu, co powoduje, że wyjazd do stolicy tego ostatniego – Astany, to dla PGE Turowa czy czeskiego Nymburka dalszy lot niż do Lizbony czy Sevilli.

Piłkarska „Woman's Middle European League  to jednak projekt mniej kosztowny I nie wiążący się z takimi przelotami. Jakie będą jego losy? Zobaczymy!

A co Wy myślicie o takich ligach ponadnarodowych? Warto czy nie warto je tworzyć?

Opublikowane w

Dysksuja o KSM mnie inspiruje

Przez cały sportowy kraj przetacza się dyskusja czy zmieniać regulamin rozgrywek żużlowej Ekstraligi? Jeśli tak, to kiedy? Czy wreszcie od kiedy te zmiany mają obowiązywać? Opinie w tej kwestii są diametralnie różne. Co osoba to opinia. Świadczy to raz, o owocnej dyskusji, a dwa, o podziale środowiska, o którym co rusz to można wyczytać.

Ostatnio mieliśmy 10-zespołową ligę, ale od nowego sezonu znów ma w niej startować osiem drużyn. Zatem z rozgrywkami pożegnały się trzy zespoły, a nie jeden, jak miałoby to z pewnością miejsce w przypadku utrzymania liczby dziesięciu teamów. Byliśmy świadkami heroicznej walki Betardu Sparty Wrocław o utrzymanie się w elicie. Większość  ekspertów skazywała Wrocławian na spadek już na początku rozgrywek. Zespół zbudowany na miarę małych finansów, ale rozsądnie zarządzany i prowadzony przez dobrego trenera, zresztą byłego jeźdźca wrocławskiego klubu – Piotra Barona – stanął na wysokości zadania, pozostawiając w pokonanym polu między innymi Marmę Rzeszów, w którą wpompowano 60 milinów złotych w ciągu 10 lat i nie dało to medalu. Spadły też kluby z Bydgoszczy i Gniezna, które borykają się z kłopotami finansowymi, bo kontraktowały jak popadnie zawodników, nie patrząc na stan klubowej kasy i na to, że budżet się nie dopina.

Inny przykład takiej finansowej czkawki to piłkarska Wisła Kraków, która niedawno zakończyła wielkie sprzątanie po sportowym niewypale sprzed dwóch lat. Kontraktowano piłkarzy, którzy mieli dać upragnioną Ligę Mistrzów. Awansować się nie udało, pieniędzy za udział w grupie Champions League nie było, a płacić duże kontrakty trzeba było.

Jak widać rządzono pieniędzmi, których tak de facto nie było na koncie, a były w planach, założeniach czy zamierzeniach. W żużlu często też tak jest. Najlepsza liga świata – mówią niektórzy, inni, że najdroższa. Ktoś kiedyś powiedział, że żużlowcy ścigają się w lidze angielskiej i szwedzkiej, a w polskiej… zarabiają pieniądze. W Szwecji obowiązuje ograniczenie zarobków, z angielskiego SALARY CAP, o którym niejednokrotnie pisaliśmy oraz Kalkulowana Średnia Meczowa, który współczynnik powodujący, że zawodnicy znajdujący się w składzie, mający swoje indywidualne średnie punktowe nie mogą razem przekroczyć jakiegoś limitu tych średnich. KSM obowiązuje jeszcze w polskiej Ekstralidze, ale ma zniknąć.

Myślę, że KSM podobnie jak liczba zawodników wyszkolonych w danym kraju to są takie pozorne dobre rzeczy. Zwolennicy ograniczeń mówią – potrzebne limity, bo najbogatsi stworzą dreamteamy, a maluczcy będą tłem i dlatego potrzebna jakaś tam urawniłowka. Przeciwnicy podkreślają, że boagetmu nikt nie zabroni, a ja uważam że limit KSM może prowadzić do zguby, bo a nuż się okaże, że potrzebuję zawodnika o minimalnym KSM-ie i będzie tylko jeden na rynku i zarządza pieniędzy niż lepiej ścigający się o wiele od niego inny żużlowiec, który do mojego przypadku będzie mieć za wysoką średnią.

Słyszałem kiedyś, że jak wprowadzono do rozgrywek ekstraklasy koszykarek i koszykarzy wymóg gry w II kwarcie zawodnika/zawodniczki polskiego/polskiej poniżej 20 roku życia to nagle zarobki w tej grupie radykalnie wzrosły. Dotyczyło to co prawda czołowych wówczas nazwisk tego „segmentu , ale… najlepsi by utrzymać poziom sportowy w tej kwarcie i zaniżać go musieli właśnie najlepszych zakontraktować. Przy braku tego ograniczenia taki gracz otrzymałby standardowe pieniądze, bo nie byłby przedmiotem licytacji kilku czołowych klubów.

Takie sztuczne ograniczenia prowadzą też do innych patologii, a czasem mogą się kończyć przestępstwami. Przypomnijmy sobie wielką paszportową aferę początku tego tysiąclecia, do której doszło we Włoszech i Hiszpanii. W gronie posiadających nielegalnie paszporty tych krajów znalazło się paru tuzów futbolu z Juanem Sebastianem Veronem czy Alvaro Recobą na czele. Czemu tak się stało? Ano, temu, że kluby z Italii mogły zatrudniać trzech obcokrajowców. Obywateli Unii Europejskiej traktowano jak swoich, a że Argentyńczycy i Brazylijczycy jak zawsze są na Półwyspie Apenińskim i Iberyjskim łakomym kąskiem dla klubów, a ich państwa nie należą do Unii, to trzeba było wymyślić sposób. Do tego wielu z nich miało prawdziwe korzenie, dziadków, babcie z Włoch czy Hiszpanii i przyznawano im paszporty zgodnie z przepisami, to już znalazł się ktoś i to nie jeden, nie dwóch działaczy myślących, a może być tak reszcie sprezentować „paszport . A pomyśleć, że pierwszych kontroli i zatrzymań w tej sprawie dokonała polska Straż Graniczna na Okęciu i byli to dwaj brazylijscy piłkarze: Alberto i Warley, którzy wraz z Udinese przylecieli na mecz Pucharu UEFA z Polonią Warszawa.

Ktoś mi powie: „Ten Żyłka nie chce ograniczeń i nie chce dbać o szkolenie młodych polskich sportowców , a ja odpowiem: „Chcę, ale nie na siłę! Stwórzmy system szkolenia, zapłaćmy dobrym trenerom młodzieży i budujmy od podstaw, a owoce będą za kilka czy kilkanaście lat . Wtedy dobrze wyszkolony, młody polski piłkarz zabierze miejsce w składzie przeciętnemu obcokrajowcowi nie dlatego, że jest limit, a dlatego, że jest lepszy.

Opublikowane w

Kolejne nowości

Szanowni Użytkownicy i Czytelnicy (zarówno ci stali, jak i sporadyczni)!

Piszę do Was w ostatni piątek wakacji, bo już od poniedziałku koniec laby i dzieci idą do szkoły. Wakacje nie były czasem laby dla zespołu PrawoSportowe.pl , bowiem cały czas się rozwijamy. Wprowadzamy sukcesywnie zmiany w layoucie strony. Już niebawem, gdy prace i testy zakończą się zobaczycie go w całej krasie i okazałości. Niektóre zmiany już widać!

Wprowadziliśmy również testowo cztery, zamiast dwóch tekstów tygodniowo. Okazało się to strzałem w „10  i od poniedziałku 2-go września będziemy pisać do Was już w każdy powszedni dzień.

Cieszymy się też, że udostępniacie nasze treści na swoich profilach facebookowych. Jeśli jesteście fanami naszej strony, „lubicie ją  i chcecie widzieć każdy nasz post to kliknijcie w napis „lubię to  na naszym profilu, następnie „ustawienia  i „wszystkie zdarzenia .

Dziękujemy Wam bardzo za coraz liczniejsze odwiedziny naszej strony i prosimy o więcej, bo przecież dla Was się zmieniamy!

Ze sportowym pozdrowieniem!

Opublikowane w

Tragiczne żniwo

Wakacje powoli dobiegają już końca. Czas odpoczynku od zajęć szkolnych i urlopów to przede wszystkim szukanie różnych form rekreacji od tych indywidualnych, po zorganizowane wyjazdy np. zagraniczne. Wiele osób decyduje się na spędzanie gorących, wręcz upalnych dni nad wodą, łamiąc przepisy prawa, a przynajmniej nie zachowując zasad zdrowego rozsądku.

Największe żniwo zebrał upalny pierwszy weekend sierpnia, kiedy to utonęło w całej Polsce aż 31 osób. Podstawowym aktem prawnym regulującym zasady bezpieczeństwa nad wodą jest Ustawa z dnia 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 208, poz. 1240). Znajdziemy w niej ogólne zasady bezpieczeństwa nad wodą, katalog obowiązków zarządców obszarów wodnych, podmiotów uprawnionych do wykonywania ratownictwa wodnego i samych ratowników.

Kto jest uprawniony do wykonywania ratownictwa nad wodą w Polsce? Tę kwestię reguluje art. 12 ust. 1 wspomnianej Ustawy:

Art. 12.

1. Ratownictwo wodne może wykonywać Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz inne podmioty, jeżeli uzyskały zgodę ministra właściwego do spraw wewnętrznych, zwane dalej „podmiotami uprawnionymi do wykonywania ratownictwa wodnego .

Przedmiotem Ustawy są także: organizowanie i finasowanie działań ratowniczych oraz nadzór i kontrola nad nimi, którą sprawuje Minister Spraw Wewnętrznych. Dużą rolę odgrywa Policja i specjalistyczne komisariaty wodne, których funkcjonariusze pilnują bezpieczeństwa i porządku na obszarach wodnych, zwracają także uwagę na motorówki, łodzie i skutery wodne. W myśl art. 30 Ustawy policjant może wydać dyspozycję usunięcia takiej jednostki z akwenu, wówczas, gdy nie ma możliwości jej zabezpieczenia osoba prowadząca taką jednostkę znajduję się pod wpływem: alkoholu, środka działającego podobnie do alkoholu lub środka odurzającego.

Ustawa przewiduje też kary dla osób, które nielegalnie znajdują się na obszarach wodnych oraz tych, które w stanie nietrzeźwości prowadzą pojazdy pływające i to nie tylko motorowe. Na takie osoby może zostać nałożona grzywna na podstawie ustawy z dnia 24 sierpnia 2001 r. – Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia (Dz. U. z 2008 r. Nr 133, poz. 848, z późn. zm.).

Nic też oczywiście nie zastąpi zdrowego rozsądku i zdań zawartych w regulaminach kąpielisk czy broszurach wydawanych przez WOPR. A oto kilka z nich:

Do kąpieli wybieraj zawsze miejsca bezpieczne, najlepiej na plażach strzeżonych.Powoli wchodź do wody, aby przez nagłą różnicę temperatur nie doprowadzić do skurczu serca.Nie wchodź do wody gdy:

– jesteś bezpośrednio po jedzeniu (odczekaj przynajmniej pół godziny),

– jesteś zmęczony i głodny

– piłeś alkohol,

– jesteś rozgrzany lub spocony,

– temperatura wody wynosi poniżej 15 st.C,

– jest duża fala,

– w wodzie występują wiry,

– dno akwenu jest zanieczyszczone,

Nie skacz do wody gdy:

– nie znasz głębokości,

– nie wiesz co się w niej znajduje,

– jesteś rozgrzany (zagrożenie wstrząsem termiczny),

– w wodzie jest dużo pływających (zagrożenie kolizją).

Opublikowane w

Demony przeszłości

Herb, godło, barwy to bardzo ważne atrybuty klubów i drużyn sportowych – atrybuty, z którymi utożsamiają się kibice. Ostatnio przeczytałem, że swój herb i charakterystyczne granatowo-bordowe barwy może stracić Pogoń Szczecin. Klub w ubiegłym roku powrócił do T-Mobile Ekstraklasy po kilku latach niebytu i wyboistej drogi do grona najlepszych. Klub nie zostanie zlikwidowany, ani zdegradowany, ale „demony przeszłości” mogą spowodować przymusowe stworzenie nowego herbu, bo o drastycznie zmianie barw pewnie mowy nie będzie.

Jak informuje „Głos Szczeciński” w posiadaniu klubowych atrybutów  znalazł się warszawski biznesmen, który zamierza wystawić je na licytację pod koniec października lub na początku listopada. Według informacji gazety, prawa do herbu i barw, a także sztandar klubu zostały zajęte przez komornika na poczet długu stowarzyszenia MKS Pogoń Szczecin na rzecz warszawskiego biznesmena. Ów dług wynosi 360 tysięcy złotych, które przedsiębiorca będzie chciał odzyskać w drodze zlicytowania dóbr związanych z Pogonią Szczecin. Do licytacji ma dojść pod koniec października lub na początku listopada.

Sprawa sięga 1999 roku. Wtedy biznesmen z Warszawy podpisał z klubem umowę pożyczki na kwotę 100 tysięcy złotych. Następnie miał otrzymać akcje tworzonej właśnie spółki akcyjnej, ale stowarzyszenie nie wywiązało się z umowy. Ostatnio, Urząd Patentowy wydał decyzję o możliwości zajęcia przez wierzyciela znaków towarowych dłużnika.

O sprzedaży pamiątek i trofeów klubowych było głośno też kilka lat temu, kiedy to komornik miał licytować puchary i pamiątki po koszykarskim Śląsku Wrocław, doprowadzonym do upadłości przez osoby związane z wrocławskim przedsiębiorcą Waldemarem Siemińskim.

O herbie mówiono też w kontekście ewolucji jaką przeszło godło Lecha Poznań. Dopiero od niedawna na powrót obowiązuje to historyczne związane z KKS Lech Poznań – postawionym w stan upadłości. Przez kilka lat drużyna z Bułgarskiej grała z nieco zmodyfikowanym herbem, bo jak pamiętamy obecny Lech występuje na licencji drużyny z Wronek, a spółka Invesco będąca właścicielem Lecha zarządzała klubem o nazwie Amica, który również grał w ekstraklasie. Innym klubem, który nie ma nic wspólnego z dawnym stowarzyszeniem jest Zawisza Bydgoszcz. Obecny podmiot wywodzi się ze stowarzyszenia założonego przez kibiców, po tym jak nie wypaliły próby przeniesienia do Bydgoszczy Kujawiaka Włocławek. Jeszcze inną drogą poszedł Śląsk Wrocław. To przykład spółki, która po spadku z II ligi została uratowana poprzez przygarnięcie jej pod skrzydła koszykarzy. Dwa sezony gry w III lidze, batalie z Torem Dobrzeń Wielki czy Swornicą Czarnowąsy i powrót do grona najlepszych (też wyboisty) bez konieczności ogłaszania upadłości.

Dzięki nowym przepisom dającym możliwości gry utytułowanym drużynom „po przejściach” w III lidze, na tym szczeblu mamy teraz Polonię Warszawa, która nie otrzymała licencji na grę w ekstraklasie oraz ŁKS, który został zdegradowany w trakcie rozgrywek I ligi, z podobnych powodów. O prawie występów takiego zespołu decyduje wojewódzki związek piłki nożnej, prowadzący rozgrywki. Kilka lat temu z podobnej możliwości gry, ale w IV lidze skorzystała Odra Opole, która jako Oderka powstawała na zgliszczach ówczesnego klubu. Teraz ta nowa Odra jest już drugoligowcem. Śledźmy losy tych kubów, jakże zasłużonych dla polskiej piłki.