Opublikowane w

Dysksuja o KSM mnie inspiruje

Przez cały sportowy kraj przetacza się dyskusja czy zmieniać regulamin rozgrywek żużlowej Ekstraligi? Jeśli tak, to kiedy? Czy wreszcie od kiedy te zmiany mają obowiązywać? Opinie w tej kwestii są diametralnie różne. Co osoba to opinia. Świadczy to raz, o owocnej dyskusji, a dwa, o podziale środowiska, o którym co rusz to można wyczytać.

Ostatnio mieliśmy 10-zespołową ligę, ale od nowego sezonu znów ma w niej startować osiem drużyn. Zatem z rozgrywkami pożegnały się trzy zespoły, a nie jeden, jak miałoby to z pewnością miejsce w przypadku utrzymania liczby dziesięciu teamów. Byliśmy świadkami heroicznej walki Betardu Sparty Wrocław o utrzymanie się w elicie. Większość  ekspertów skazywała Wrocławian na spadek już na początku rozgrywek. Zespół zbudowany na miarę małych finansów, ale rozsądnie zarządzany i prowadzony przez dobrego trenera, zresztą byłego jeźdźca wrocławskiego klubu – Piotra Barona – stanął na wysokości zadania, pozostawiając w pokonanym polu między innymi Marmę Rzeszów, w którą wpompowano 60 milinów złotych w ciągu 10 lat i nie dało to medalu. Spadły też kluby z Bydgoszczy i Gniezna, które borykają się z kłopotami finansowymi, bo kontraktowały jak popadnie zawodników, nie patrząc na stan klubowej kasy i na to, że budżet się nie dopina.

Inny przykład takiej finansowej czkawki to piłkarska Wisła Kraków, która niedawno zakończyła wielkie sprzątanie po sportowym niewypale sprzed dwóch lat. Kontraktowano piłkarzy, którzy mieli dać upragnioną Ligę Mistrzów. Awansować się nie udało, pieniędzy za udział w grupie Champions League nie było, a płacić duże kontrakty trzeba było.

Jak widać rządzono pieniędzmi, których tak de facto nie było na koncie, a były w planach, założeniach czy zamierzeniach. W żużlu często też tak jest. Najlepsza liga świata – mówią niektórzy, inni, że najdroższa. Ktoś kiedyś powiedział, że żużlowcy ścigają się w lidze angielskiej i szwedzkiej, a w polskiej… zarabiają pieniądze. W Szwecji obowiązuje ograniczenie zarobków, z angielskiego SALARY CAP, o którym niejednokrotnie pisaliśmy oraz Kalkulowana Średnia Meczowa, który współczynnik powodujący, że zawodnicy znajdujący się w składzie, mający swoje indywidualne średnie punktowe nie mogą razem przekroczyć jakiegoś limitu tych średnich. KSM obowiązuje jeszcze w polskiej Ekstralidze, ale ma zniknąć.

Myślę, że KSM podobnie jak liczba zawodników wyszkolonych w danym kraju to są takie pozorne dobre rzeczy. Zwolennicy ograniczeń mówią – potrzebne limity, bo najbogatsi stworzą dreamteamy, a maluczcy będą tłem i dlatego potrzebna jakaś tam urawniłowka. Przeciwnicy podkreślają, że boagetmu nikt nie zabroni, a ja uważam że limit KSM może prowadzić do zguby, bo a nuż się okaże, że potrzebuję zawodnika o minimalnym KSM-ie i będzie tylko jeden na rynku i zarządza pieniędzy niż lepiej ścigający się o wiele od niego inny żużlowiec, który do mojego przypadku będzie mieć za wysoką średnią.

Słyszałem kiedyś, że jak wprowadzono do rozgrywek ekstraklasy koszykarek i koszykarzy wymóg gry w II kwarcie zawodnika/zawodniczki polskiego/polskiej poniżej 20 roku życia to nagle zarobki w tej grupie radykalnie wzrosły. Dotyczyło to co prawda czołowych wówczas nazwisk tego „segmentu , ale… najlepsi by utrzymać poziom sportowy w tej kwarcie i zaniżać go musieli właśnie najlepszych zakontraktować. Przy braku tego ograniczenia taki gracz otrzymałby standardowe pieniądze, bo nie byłby przedmiotem licytacji kilku czołowych klubów.

Takie sztuczne ograniczenia prowadzą też do innych patologii, a czasem mogą się kończyć przestępstwami. Przypomnijmy sobie wielką paszportową aferę początku tego tysiąclecia, do której doszło we Włoszech i Hiszpanii. W gronie posiadających nielegalnie paszporty tych krajów znalazło się paru tuzów futbolu z Juanem Sebastianem Veronem czy Alvaro Recobą na czele. Czemu tak się stało? Ano, temu, że kluby z Italii mogły zatrudniać trzech obcokrajowców. Obywateli Unii Europejskiej traktowano jak swoich, a że Argentyńczycy i Brazylijczycy jak zawsze są na Półwyspie Apenińskim i Iberyjskim łakomym kąskiem dla klubów, a ich państwa nie należą do Unii, to trzeba było wymyślić sposób. Do tego wielu z nich miało prawdziwe korzenie, dziadków, babcie z Włoch czy Hiszpanii i przyznawano im paszporty zgodnie z przepisami, to już znalazł się ktoś i to nie jeden, nie dwóch działaczy myślących, a może być tak reszcie sprezentować „paszport . A pomyśleć, że pierwszych kontroli i zatrzymań w tej sprawie dokonała polska Straż Graniczna na Okęciu i byli to dwaj brazylijscy piłkarze: Alberto i Warley, którzy wraz z Udinese przylecieli na mecz Pucharu UEFA z Polonią Warszawa.

Ktoś mi powie: „Ten Żyłka nie chce ograniczeń i nie chce dbać o szkolenie młodych polskich sportowców , a ja odpowiem: „Chcę, ale nie na siłę! Stwórzmy system szkolenia, zapłaćmy dobrym trenerom młodzieży i budujmy od podstaw, a owoce będą za kilka czy kilkanaście lat . Wtedy dobrze wyszkolony, młody polski piłkarz zabierze miejsce w składzie przeciętnemu obcokrajowcowi nie dlatego, że jest limit, a dlatego, że jest lepszy.

Opublikowane w

Kolejne nowości

Szanowni Użytkownicy i Czytelnicy (zarówno ci stali, jak i sporadyczni)!

Piszę do Was w ostatni piątek wakacji, bo już od poniedziałku koniec laby i dzieci idą do szkoły. Wakacje nie były czasem laby dla zespołu PrawoSportowe.pl , bowiem cały czas się rozwijamy. Wprowadzamy sukcesywnie zmiany w layoucie strony. Już niebawem, gdy prace i testy zakończą się zobaczycie go w całej krasie i okazałości. Niektóre zmiany już widać!

Wprowadziliśmy również testowo cztery, zamiast dwóch tekstów tygodniowo. Okazało się to strzałem w „10  i od poniedziałku 2-go września będziemy pisać do Was już w każdy powszedni dzień.

Cieszymy się też, że udostępniacie nasze treści na swoich profilach facebookowych. Jeśli jesteście fanami naszej strony, „lubicie ją  i chcecie widzieć każdy nasz post to kliknijcie w napis „lubię to  na naszym profilu, następnie „ustawienia  i „wszystkie zdarzenia .

Dziękujemy Wam bardzo za coraz liczniejsze odwiedziny naszej strony i prosimy o więcej, bo przecież dla Was się zmieniamy!

Ze sportowym pozdrowieniem!

Opublikowane w

Tragiczne żniwo

Wakacje powoli dobiegają już końca. Czas odpoczynku od zajęć szkolnych i urlopów to przede wszystkim szukanie różnych form rekreacji od tych indywidualnych, po zorganizowane wyjazdy np. zagraniczne. Wiele osób decyduje się na spędzanie gorących, wręcz upalnych dni nad wodą, łamiąc przepisy prawa, a przynajmniej nie zachowując zasad zdrowego rozsądku.

Największe żniwo zebrał upalny pierwszy weekend sierpnia, kiedy to utonęło w całej Polsce aż 31 osób. Podstawowym aktem prawnym regulującym zasady bezpieczeństwa nad wodą jest Ustawa z dnia 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 208, poz. 1240). Znajdziemy w niej ogólne zasady bezpieczeństwa nad wodą, katalog obowiązków zarządców obszarów wodnych, podmiotów uprawnionych do wykonywania ratownictwa wodnego i samych ratowników.

Kto jest uprawniony do wykonywania ratownictwa nad wodą w Polsce? Tę kwestię reguluje art. 12 ust. 1 wspomnianej Ustawy:

Art. 12.

1. Ratownictwo wodne może wykonywać Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz inne podmioty, jeżeli uzyskały zgodę ministra właściwego do spraw wewnętrznych, zwane dalej „podmiotami uprawnionymi do wykonywania ratownictwa wodnego .

Przedmiotem Ustawy są także: organizowanie i finasowanie działań ratowniczych oraz nadzór i kontrola nad nimi, którą sprawuje Minister Spraw Wewnętrznych. Dużą rolę odgrywa Policja i specjalistyczne komisariaty wodne, których funkcjonariusze pilnują bezpieczeństwa i porządku na obszarach wodnych, zwracają także uwagę na motorówki, łodzie i skutery wodne. W myśl art. 30 Ustawy policjant może wydać dyspozycję usunięcia takiej jednostki z akwenu, wówczas, gdy nie ma możliwości jej zabezpieczenia osoba prowadząca taką jednostkę znajduję się pod wpływem: alkoholu, środka działającego podobnie do alkoholu lub środka odurzającego.

Ustawa przewiduje też kary dla osób, które nielegalnie znajdują się na obszarach wodnych oraz tych, które w stanie nietrzeźwości prowadzą pojazdy pływające i to nie tylko motorowe. Na takie osoby może zostać nałożona grzywna na podstawie ustawy z dnia 24 sierpnia 2001 r. – Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia (Dz. U. z 2008 r. Nr 133, poz. 848, z późn. zm.).

Nic też oczywiście nie zastąpi zdrowego rozsądku i zdań zawartych w regulaminach kąpielisk czy broszurach wydawanych przez WOPR. A oto kilka z nich:

Do kąpieli wybieraj zawsze miejsca bezpieczne, najlepiej na plażach strzeżonych.Powoli wchodź do wody, aby przez nagłą różnicę temperatur nie doprowadzić do skurczu serca.Nie wchodź do wody gdy:

– jesteś bezpośrednio po jedzeniu (odczekaj przynajmniej pół godziny),

– jesteś zmęczony i głodny

– piłeś alkohol,

– jesteś rozgrzany lub spocony,

– temperatura wody wynosi poniżej 15 st.C,

– jest duża fala,

– w wodzie występują wiry,

– dno akwenu jest zanieczyszczone,

Nie skacz do wody gdy:

– nie znasz głębokości,

– nie wiesz co się w niej znajduje,

– jesteś rozgrzany (zagrożenie wstrząsem termiczny),

– w wodzie jest dużo pływających (zagrożenie kolizją).

Opublikowane w

Demony przeszłości

Herb, godło, barwy to bardzo ważne atrybuty klubów i drużyn sportowych – atrybuty, z którymi utożsamiają się kibice. Ostatnio przeczytałem, że swój herb i charakterystyczne granatowo-bordowe barwy może stracić Pogoń Szczecin. Klub w ubiegłym roku powrócił do T-Mobile Ekstraklasy po kilku latach niebytu i wyboistej drogi do grona najlepszych. Klub nie zostanie zlikwidowany, ani zdegradowany, ale „demony przeszłości” mogą spowodować przymusowe stworzenie nowego herbu, bo o drastycznie zmianie barw pewnie mowy nie będzie.

Jak informuje „Głos Szczeciński” w posiadaniu klubowych atrybutów  znalazł się warszawski biznesmen, który zamierza wystawić je na licytację pod koniec października lub na początku listopada. Według informacji gazety, prawa do herbu i barw, a także sztandar klubu zostały zajęte przez komornika na poczet długu stowarzyszenia MKS Pogoń Szczecin na rzecz warszawskiego biznesmena. Ów dług wynosi 360 tysięcy złotych, które przedsiębiorca będzie chciał odzyskać w drodze zlicytowania dóbr związanych z Pogonią Szczecin. Do licytacji ma dojść pod koniec października lub na początku listopada.

Sprawa sięga 1999 roku. Wtedy biznesmen z Warszawy podpisał z klubem umowę pożyczki na kwotę 100 tysięcy złotych. Następnie miał otrzymać akcje tworzonej właśnie spółki akcyjnej, ale stowarzyszenie nie wywiązało się z umowy. Ostatnio, Urząd Patentowy wydał decyzję o możliwości zajęcia przez wierzyciela znaków towarowych dłużnika.

O sprzedaży pamiątek i trofeów klubowych było głośno też kilka lat temu, kiedy to komornik miał licytować puchary i pamiątki po koszykarskim Śląsku Wrocław, doprowadzonym do upadłości przez osoby związane z wrocławskim przedsiębiorcą Waldemarem Siemińskim.

O herbie mówiono też w kontekście ewolucji jaką przeszło godło Lecha Poznań. Dopiero od niedawna na powrót obowiązuje to historyczne związane z KKS Lech Poznań – postawionym w stan upadłości. Przez kilka lat drużyna z Bułgarskiej grała z nieco zmodyfikowanym herbem, bo jak pamiętamy obecny Lech występuje na licencji drużyny z Wronek, a spółka Invesco będąca właścicielem Lecha zarządzała klubem o nazwie Amica, który również grał w ekstraklasie. Innym klubem, który nie ma nic wspólnego z dawnym stowarzyszeniem jest Zawisza Bydgoszcz. Obecny podmiot wywodzi się ze stowarzyszenia założonego przez kibiców, po tym jak nie wypaliły próby przeniesienia do Bydgoszczy Kujawiaka Włocławek. Jeszcze inną drogą poszedł Śląsk Wrocław. To przykład spółki, która po spadku z II ligi została uratowana poprzez przygarnięcie jej pod skrzydła koszykarzy. Dwa sezony gry w III lidze, batalie z Torem Dobrzeń Wielki czy Swornicą Czarnowąsy i powrót do grona najlepszych (też wyboisty) bez konieczności ogłaszania upadłości.

Dzięki nowym przepisom dającym możliwości gry utytułowanym drużynom „po przejściach” w III lidze, na tym szczeblu mamy teraz Polonię Warszawa, która nie otrzymała licencji na grę w ekstraklasie oraz ŁKS, który został zdegradowany w trakcie rozgrywek I ligi, z podobnych powodów. O prawie występów takiego zespołu decyduje wojewódzki związek piłki nożnej, prowadzący rozgrywki. Kilka lat temu z podobnej możliwości gry, ale w IV lidze skorzystała Odra Opole, która jako Oderka powstawała na zgliszczach ówczesnego klubu. Teraz ta nowa Odra jest już drugoligowcem. Śledźmy losy tych kubów, jakże zasłużonych dla polskiej piłki.

Opublikowane w

Zmieniamy się dla WAS!

Portal PrawoSportowe.pl ma już rok. Cały czas się rozwijamy, pomagamy sportowcom, świadcząc im porady prawne i otaczając opieką prawną. Wspiera nas w tym Kancelaria Radcy Prawnego Tomasza Dauermana. To dla Was piszemy artykuły, przygotowujemy opinie prawne i wzory umów, które możecie sobie pobrać. Nasze artykuły spotykają z dużym zainteresowaniem środowiska sportowego.

Wychodząc naprzeciw potrzebom zwiększamy od 19 sierpnia częstotliwość ukazywania się artykułów na portalu, z dwóch do czterech tygodniowo, a po 5 września planujemy pisać dla Was codziennie.

Dziękujemy za zaufanie jakim nas obdarzacie i prosimy o więcej!

Opublikowane w

Tyle rabanu, a spot nakręcony

Hitem ostatnich dni była batalia z wizerunkiem czołowych polskich piłkarzy w tle, jaka przetoczyła się przez media. Od piątkowego wieczoru przerzucano się newsami i informacjami czy Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Wojciech Szczęsny wystąpią w reklamówce telewizyjnej sponsora Reprezentacji Polski – Orange czy nie? We wtorek spot nakręcono, ale wciąż nie wiadomo jak to naprawdę było i co się zdarzyło – jak śpiewa jedna z młodych wokalistek.

Kluczem do rozwikłania czy reprezentanci początkowo odmawiając udziału mieli rację byłaby treść umowy, ale ta jest poufna i jej treści nie poznamy. Faktem były natomiast oświadczenia pełnomocnika Roberta Lewandowskiego, Marcina Wojcieszaka – prawnika PZPN oraz firmy Orange. Całą sprawą zajął się w niedzielny wieczór Prezes PZPN Zbigniew Boniek i po jego interwencji okazało się, że kadrowicze wystąpią w spocie, a do kolejnego meczu z Czarnogórą zostaną wypracowane „systemowe rozwiązania”. Czyli tak naprawdę dalej nie wiadomo o co chodzi. Gdyby chcieć się posłużyć wyświechtanym powiedzeniem to, można byłoby powiedzieć, że chodzi o pieniądze.

Firma Orange w wydanym w poniedziałek oświadczeniu napisała: „Jako sponsor mamy zagwarantowane umową prawa w zamian za wsparcie, jakie dajemy drużynie od lat. Oczekujemy wywiązania się naszych partnerów wobec nas”. Pełnomocnik Roberta Lewandowskiego podkreślał z kolei, że jego klient nie weźmie udziału w reklamie, bo nie ma takiego obowiązku, a Mecenas Marcin Wojcieszak tłumaczył, że PZPN ma „prawo wykorzystania do celów gospodarczych wizerunku reprezentanta i nie ma obowiązku uzyskania odrębnej zgody zawodnika”.

Taka interpretacja art. 14 Ustawy z dnia 25 czerwca 2010 roku o Sporcie (Dz. U. z 2010 r. Nr 127, poz. 857, z późn. zm.) wydaje się jak najbardziej słuszna, choć niektórzy prawnicy uważają, że taką zgodę zawodnika trzeba specjalnie uzyskać. Ja również skłaniam się ku poglądowi jaki wygłosił Marcin Wojcieszak.

Pora teraz zacytować wspomniany art. 14:

Art. 14.

1. Członek kadry narodowej udostępnia, na zasadach wyłączności, swój wizerunek w stroju reprezentacji kraju polskiemu związkowi sportowemu, który jest uprawniony do wykorzystania tego wizerunku do swoich celów gospodarczych w zakresie wyznaczonym przez przepisy tego związku lub międzynarodowej organizacji sportowej działającej w danym sporcie.

2. Członek reprezentacji olimpijskiej udostępnia, na zasadach wyłączności, z chwilą powołania do reprezentacji olimpijskiej, swój wizerunek w stroju reprezentacji olimpijskiej Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, który jest uprawniony do wykorzystania tego wizerunku do swoich celów gospodarczych w zakresie wy-znaczonym przez swoje przepisy lub przepisy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

3. Zawodnik przed zakwalifikowaniem do kadry narodowej lub reprezentacji olimpijskiej wyraża zgodę na rozpowszechnianie swojego wizerunku w stroju reprezentacji kraju w rozumieniu art. 81 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o pra-wie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631, z późn. zm.).

By rozwiać wszelkie wątpliwości udostępnienie przez zawodnika czy zawodniczkę swojego wizerunku sponsorowi reprezentacji polega jak głosi art. 14 ust. 2 na jedynie udostępnieniu wizerunku w stroju reprezentacyjnym. Poza piłkarzami, w reklamach występują również inni polscy reprezentanci z różnych dyscyplin sportu, a najwięcej tego typu spotów czy kampanii bilboardowych przeprowadził PKN Orlen, który sponsoruje czołowych polskich lekkoatletów, rajdowców oraz reprezentacje siatkarek i siatkarzy.

Art. 14 Ustawy o Sporcie jest odpowiednikiem art. 33 poprzedniej Ustawy o Sporcie Kwalifikowanym i ma na celu danie możliwości jeszcze bardziej efektywnego pozyskiwania przez polskie związki sportowe sponsorów. Wizerunek reprezentantów Polski podnosi bowiem prestiż firmy, która współpracuje ze związkiem, przekazując mu pieniądze czy inne świadczenia na podstawie umów sponsorskich, a związek ma spory atut w możliwości dysponowania wizerunkiem sportowca, co daje mu jeszcze lepszą pozycję negocjacyjną w pozyskiwaniu sponsorów.

Opublikowane w

Supermecz

Wydarzeniem minionego weekendu w Polsce miał być sobotni „Supermecz” na gdańskiej PGE Arenie, między Lechią Gdańsk i słynną FC Barceloną. Do meczu nie doszło – jak wiemy – ze względu na kłopoty ze zdrowiem trenera Blau-Grany – Tito Villanovy i kolejny rzut choroby nowotworowej szkoleniowca. Strony umowy negocjowały i znalazły wyjście z sytuacji. Nowy termin to środa 30 lipca.. Czy będą jednak kary umowne lub odszkodowania? – to wiedzą jedynie negocjujący.

W aspekcie etycznym sprawa także nie jest jednoznaczna. Z jednej strony – tragedia, solidarność z chorującym trenerem, a z drugiej strony głosy o lekceważącym potraktowaniu przez wielki klub polskich partnerów. Ciekawe czy na podobny krok zdecydowałby się zespół z Katalonii, gdyby mecz miał zostać rozegrany w Chinach czy Japonii, czy gdyby sparingpartnerem Barcelony miała być firma pokroju Manchesteru United lub Bayernu Monachium?

Odpowiedzi pozostawię Państwu, choć osobiście bardziej skłaniam się ku ostatniemu wariantowi i przyjazdowi Dumy Katalonii do Azji, Manchesteru czy Monachium. Lechia rozpoczęła zatem sezon nie starciem z Barceloną, a spotkaniem I kolejki T-Mobile Ekstraklasy z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Ten sezon najwyższej klasy jest przełomowy. Wcześnie się zaczął. Drużyny nie zdążyły stracić tego co wypracowały na koniec poprzedniego sezonu. Krótkie urlopy i krótki okres przygotowawczy spowodowały, że możemy wreszcie pozytywnie powiedzieć o formie polskich zespołów w pierwszych meczach kwalifikacyjnych Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Nikt nie mówi, że miał „ciężkie nogi” czy nie szuka usprawiedliwienia w „braku świeżości” czy „zbyt intensywnym bieganiu po górach”. Tych sloganów nie słyszeliśmy i dobrze.

Nowy sezon to 37 kolejek zamiast 30. To także podział stawki na dwie grupy po rundzie zasadniczej i 30 seriach spotkań. To również podział punktów na pół po rundzie zasadniczej i wreszcie emocje do samego końca choć tych nie zabrakło też w poprzednim sezonie. Wielu z Państwa śledząc rozgrywki, a zwłaszcza ostatnie kolejki ma kłopoty z odpowiedzią na pytanie co decyduje o wyższym miejscu w tabeli przy równej liczbie punktów?

W niektórych ligach jest różnica bramek, czy liczba zwycięstw w sezonie, a co decyduje w rozgrywkach prowadzonych przez Ekstraklasę S.A. ?

Spójrzmy zatem do Regulaminu rozgrywek:

Art. 10

10.1. W rozgrywkach Ekstraklasy kolejność zespołów w tabeli po rundzie zasadniczej ustala się według liczby zdobytych punktów.

10.2. W przypadku uzyskania równej liczby punktów po rundzie zasadniczej przez dwie lub więcej drużyn, o zajętym miejscu decydują, w kolejności:

10.2.1 przy dwóch zespołach:

a. liczba zdobytych punktów w spotkaniach między tymi drużynami,

b. przy równej liczbie punktów korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w spotkaniach tych drużyn,

c. przy dalszej równości, według obowiązującej reguły UEFA, że bramki strzelone na wyjeździe liczone są „podwójnie,” korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w spotkaniach tych drużyn,

d. przy dalszej równości, korzystniejsza różnica bramek we wszystkich spotkaniach w rundzie zasadniczej,

e. przy dalszej równości, większa liczba bramek zdobytych we wszystkich spotkaniach w rundzie zasadniczej,

f. przy dalszej równości, wyższe miejsce w klasyfikacji Fair Play po rundzie zasadniczej sezonu 2013/2014,

g. przy dalszej równości, losowanie przeprowadzone przez Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy SA.

10.2.2.przy więcej niż dwóch zespołach:

a. liczba zdobytych punktów w spotkaniach między tymi drużynami,

b. przy równej liczbie punktów korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w spotkaniach tych drużyn,

c. przy dalszej równości, większa liczba bramek zdobytych w spotkaniach tych drużyn,

d. przy dalszej równości, korzystniejsza różnica bramek we wszystkich spotkaniach w rundzie zasadniczej,

e. przy dalszej równości, większa liczba bramek zdobytych we wszystkich spotkaniach w rundzie zasadniczej,

f. przy dalszej równości, wyższe miejsce w klasyfikacji Fair Play po rundzie zasadniczej sezonu 2013/2014,

g. przy dalszej równości, losowanie przeprowadzone przez Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy SA.

O kolejności w rundzie finałowej napiszemy wiosną pod koniec rundy zasadniczej.

Opublikowane w

Sędzia, kowal, bukmacherzy i hale

„Każdy jest kowalem swego losu” – to stare polskie porzekadło. Na ustach całej Polski jest nazwisko Huberta Siejewicza – zawodowego sędziego meczów piłkarskiej ekstraklasy, który obstawiał w punkcie bukmacherskim wynik Agnieszki Radwańskiej na Wimbledonie. Poniósł karę w postaci rozwiązania kontraktu i skreślenia  ze struktur sędziowskich szczebla centralnego. To oznacza, że musi sobie poszukać innej pracy, a sędziować będzie mógł mecze III ligi i klas niższych, o ile zgodzi się na to jego macierzysty – Podlaski Związek Piłki Nożnej.

O bukmacherach dziś nie będzie, ale o karach jak najbardziej. Mało kto wie, że dyscypliną posiadającą od lat wiele kar obcych dla innych dziedzin sportu jest koszykówka. To właśnie oglądając koszykarskie mecze – widzimy trenerów w marynarkach i schludnych koszulach pod krawatem, co bywa nawet obce selekcjonerom wielkich piłkarskich reprezentacji na Mundialu.  FIBA (Międzynarodowa Federacja Koszykówki) reguluje wiele przypadków nieznanych w innych dyscyplinach.

W ślad za przepisami międzynarodowej centrali podążają przepisy krajowe (Polskiego Związku Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki, prowadzącej rozgrywki męskiej ekstraklasy). A tak na marginesie, po kilkunastu latach żeńska ekstraklasa wraca z wrocławskiej spółki pod skrzydła związku.

Zarząd PLK SA – działając na podstawie pkt. 26.2. Regulaminu Rozgrywek PLK – podaje listę opłat, kar administracyjnych i kaucji, które obowiązują w sezonie 2013/2014 – taką preambułą rozpoczyna się Lista opłat kar i kaucji Polskiej Ligi Koszykówki. Najwyższą opłatą – 400.000 złotych – jest kwota potrzebna na wykupienie „Dzikiej Karty”. Z katalogu kar najbardziej dotkliwe (50.000 złotych) są:

  • wycofanie Klubu z rozgrywek PLK po 20 sierpnia (Rozdział II, pkt 1 Listy),
  • odmowa występu klubu w Superpucharze lub Pucharze Polski (Rozdz. II, pkt 12.

Najwięcej kar za przewinienia zostało skatalogowanych z Rozdziale III „Kary za naruszenia zasad rozgrywania meczu”. Tu na uwagę zasługuję może niezbyt dotkliwe opłaty za: naruszenie zasad obecności i wyposażenia moperów, czyli osób ścierających parkiet z potu, brak maskotki czy brak zespołu tanecznego (1.000 złotych). Dwa razy tyle trzeba zapłacić np. za nieobecność głównego trenera lub zawodnika drużyny na konferencji prasowej.

Sporo kontrowersji wywołują kary z Rozdziału V czyli „Kary za naruszenia zasad wyposażenia hali”. Otóż Polska Liga Koszykówki postanowiła ukarać kluby, które mają halę o mniejszej pojemności niż 3 tysiące kibiców. I tak za wydanie certyfikatu hali z liczbą miejsc dla widzów między 2000 a 2500 lub mniejszą niż 2000 w przypadku rozpoczętej budowy hali trzeba zapłacić 150.000 złotych, a za wydanie certyfikatu hali z liczbą miejsc dla widzów między 2500 a 3000 – nieco mniej, bo 100.000 złotych. Wygląda to ładnie na papierze, ale nie wiadomo czemu ma służyć. Nie od dziś wiadomo, że nie we wszystkich koszykarskich ośrodkach są spełniające te wymagania. Ot, choćby przykład obiektu, w którym na co dzień grają koszykarze Czarnych Słupsk czyli Hali Gryfia. Obiekt ma pojemość 2557 widzów, ale do rozgrywania meczów ligowych, moim zdaniem nadaje się znakomicie. Do tego na meczach w Słupsku panuje gorąca atmosfera, a warunki oglądania spotkania wcale nie są niekomfortowe. Piszę to z pełnym przekonaniem, bo byłem w tym obiekcie i miałem okazje relacjonować mecze jako komentator radiowy. Jeszcze mniejszą pojemnością legitymuje się Hala w Zgorzelcu, ale tam powstanie nowoczesny obiekt. I niby w imię czego kluby mają być karane finansowo za brak odpowiedniego obiektu. Halę trzeba wybudować, a nie można jej kupić np. w sklepie, przynieść na miejsce rozgrywania meczu i rozłożyć w kwadrans.

To tak jak z karami finansowymi dla klubów piłkarskich nierealizujących zobowiązań z tytułu kontraktów. Komisje licencyjne mają inne instrumenty łącznie z zawieszeniem czy pozbawieniem licencji. Mają też możliwość zastosowania nadzoru finansowego, np. zakazu transferów czy ograniczenia wynagrodzeń. A karanie finansowe kogoś komu pieniędzy brakuje czy nie ma odpowiedniej wielkości hali jest pozbawione sensu, bo jeśli chcemy, by zespół występował w hali o pojemności minimum 3 tysiące widzów, to tak zapiszmy i wówczas drużyna zagra w innym mieście, ale czy to ma sens – to już pozostawiam Państwu do przemyślenia.

Opublikowane w

Półśrodki czy czas na przygotowanie?

Każdy, kto zderza się z życiem w Polsce widzi, że jest to kraj półśrodków. Wedle definicji ze „Słownika Poprawnej Polszczyzny” PWN, półśrodek to: sposób połowiczny, niezałatwiający czegoś całkowicie, z drugiej zaś strony istotne zmiany w przepisach wymagają „vacatio legis” czyli czasu, w którym podmioty dostosują się do nowych przepisów.

Niedawno pisałem tutaj o pomyśle wprowadzenia przez Zarząd Polskiego Związku Koszykówki przepisu o tzw. „zawodniku miejscowym czyli koszykarzu (koszykarce) posiadającym/-ej prawo gry w reprezentacji Polski lub posiadającym/-ej licencję okresową na grę w rozgrywkach organizowanych przez lub na zlecenie PZKosz przez co najmniej trzy sezony w okresie pomiędzy 12 a 18 rokiem życia.”

Do tej pory w Regulaminach Współzawodnictwa Sportowego PZKosz czy spółek prowadzących rozgrywki (Polskiej Ligi Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet) funkcjonowało jedynie pojęcie „zawodnika zagranicznego”, czyli takiego, który nie posiada polskiego obywatelstwa. Było to o tyle istotne, że np. w ostatnich kilku sezonach, w piątkach przebywających na parkiecie w rozgrywkach ekstraklasy kobiet czy mężczyzn miała stale występować jedna polska zawodniczka (PLKK) czy dwójka polskich zawodników (PLK).

Pojęcie „zawodnika miejscowego” zawęża, więc dotychczasowy krąg zawodników, którzy nie byli uznawani za zagranicznych i tym samym mogli występować jako Polacy. Po wprowadzeniu tej regulacji bowiem nie każdy posiadacz polskiego paszportu jest zawodnikiem miejscowym.

Poprzednio wspomniałem już przykłady graczy, którzy mają polskie obywatelstwo, ale przez występy w innych reprezentacjach tracą szanse gry dla Polski i nie będą zawodnikami miejscowymi. Gdy środowisko koszykarskie obiegła informacja, że to już od nowego sezonu – 2013/14 – ma obowiązywać, podniosły się głosy przeciwne, skądinąd słuszne, bo moim zdaniem przepis o Polakach w piątce nic nie wniósł, nie dał nam wielkiego talentu, który właśnie owemu zapisowi zawdzięczałby swoje częste występy na parkietach, dające przepustkę do reprezentacji.

I oto PZKosz podjął decyzję. Jak czytam w prasie: – Przepis o zawodniku miejscowym zostanie wprowadzony, ale w najbliższym sezonie zawodnikiem miejscowym będzie Polak. W praktyce nic się nie zmieni. Ograniczenia zostaną wprowadzone dopiero od 2014 roku – tłumaczy Adam Romański, dyrektor Departamentu Rozgrywek PZKosz.

Przykład można już znaleźć w Regulaminie Rozgrywek Polskiej Ligi Koszykówki S.A. z dn. 25 maja 2013 ze zmianami z dnia 18 czerwca 2013 r.

par. 2.4.

Zawodnik miejscowy – zawodnik posiadający prawo gry w reprezentacji Polski lub posiadający licencję okresową na grę w rozgrywkach organizowanych przez lub na zlecenie PZKosz przez co najmniej trzy sezony w okresie pomiędzy 12 a 18 rokiem życia. W sezonie 2013/2014 status zawodnika miejscowego otrzymują wszyscy zawodnicy z obywatelstwem polskim.

Kolejny czas na przystosowanie dał Polski Związek Piłki Nożnej. Otóż zimą tego roku przy wprowadzaniu Podręcznika Licencyjnego PZPN na sezon 2013/14 wykreślono zapis o konieczności posiadania przez kluby I ligi sztucznego oświetlenia oraz podgrzewanej murawy już od tego sezonu. PZPN uznał, że mało kto go spełni już teraz, więc trzeba przesunąć datę rozpoczęcia jego obowiązywania na późniejszą. Rzeczone oświetlenie ma być w I lidze za 2 lata, czyli od sezonu 2015/16, a murawa z systemem ogrzewania – od sezonu 2016/17.

Czasu sporo, ale czy zarządzający stadionami, na których grają pierwszoligowcy, a na których nie ma jeszcze tego ustrojstwa zaczną działać już teraz? Czy schowają wytyczne do szuflady i w pośpiechu tuż przed terminem będą budować i instalować to co potrzebne?

Ileż łatwiej byłoby klubom awansującym z I ligi do ekstraklasy dostosować się do surowszych wymogów, gdyby miały na własnym stadionie spełnione już te warunki infrastrukturalne. Nie musiałyby poza podnoszeniem poziomu sportowego i finansowego mierzyć się z problemem infrastruktury.

Opublikowane w

Koszykarz miejscowy

Głośno ostatnio w środowisku koszykarskim o zmianach jakie zamierza wprowadzić Polski Związek Koszykówki do rozgrywek ligowych. W opracowywanym Regulaminie Współzawodnictwa Sportowego na sezon 2013/14 ma się znaleźć przepis dotyczący tak zwanego „zawodnika miejscowego”. Regulacja ta ma obejmować zarówno koszykarzy, jak i koszykarki, bo gracze obu płci krają się rzecz jasna pod pojęciem zawodnika. Polski Związek Koszykówki prowadzić będzie w nowym sezonie wszystkie rozgrywki ligowe szczebla centralnego poza ekstraklasą panów, która pod nazwą Tauron Basket Liga nadal prowadzona będzie przez Polską Ligę Koszykówki. Rzecz jasna w tejże wspomniana regulacja również ma obowiązywać.

Dzwonił do mnie ostatnio Szczepan Radzki, dziennikarz, który o koszykówce wie niemal wszystko, dla którego ta dyscyplina jest największą pasją życia i pyta czy słyszałem o tej regulacji, że ma sporo wątpliwości z nią związanych i twierdzi, że jej zapisy idą w złym kierunku i dotkną kilku graczy występujących w męskiej ekstraklasie, mocno związanych z Polską.

Otóż, Polski Związek Koszykówki chcąc dać więcej szans zawodnikom (zawodniczkom), którzy mogą występować w reprezentacji kraju chce zamienić pojęcie w przepisach  Polaka  na  zawodnika miejscowego , czyli koszykarza (koszykarkę), który/a ma prawo gry w reprezentacji Polski albo grał/a w Polsce przez co najmniej trzy lata, przed ukończeniem 19 roku życia.

Jak wiemy na parkiecie w meczach Tauron Basket Ligi i Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet -która wraca po kilkunastu latach ze spółki nią zarządzającej pod skrzydła PZKosz – musi występować dwóch Polaków (dwie Polki).. Tak było m.in. w zakończonym sezonie 2012/13. W nowym sezonie ma to być dwójka „zawodników lub odpowiednio zawodniczek miejscowych”. Co to może oznaczać?

Ano, to, że w barwach PGE Turowa Zgorzelec nie zagra już jako „miejscowy” Aaron Cel, który do tej pory grał jako Polak. Zawodnik urodził się we Francji, ale ma polski paszport, jest związany z naszym krajem, a jego rodzice wyjechali do Francji za chlebem. Przyczyną przez którą Cel nie zagra już jako „miejscowy” są występy zawodnika przed kilkoma laty w młodzieżowej reprezentacji kraju znad Sekwany, które  zamykają możliwość gry w reprezentacji Polski. Dodatkowo, Cel nie grał w naszym kraju przez trzy lata przed 19-tym rokiem życia.

W podobnej sytuacji jest rzucający obrońca Mistrza Polski – Stelmetu Zielona Góra – Mantas Cesnauskis, który jest w Polsce od 2006 roku, kiedy to przybył do Słupska, założył tu rodzinę i uzyskał polski paszport. Grał jednak w litewskich kadrach i nie może grać dla Polski. Kolejnym „odstrzelonym” jest 25-letni zawodnik Energi Czarnych Słupsk, mający polskie obywatelstwo Oded Brandwein. Ten grywał dawniej w juniorskich zespołach Izraela.

We wtorek, przeglądając internetowe portale trafiłem na bydgoszcz.sport.pl na artykuł o Charity Szczechowiak – koszykarce Artego Bydgoszcz, która przez występ w reprezentacji Nigerii nie może już wystąpić w polskiej kadrze. Ma polski paszport, męża Polaka, ale w polskiej lidze musi grać jako cudzoziemka. Szczechowiak przez lata starała się o polskie obywatelstwo. W marcu je wreszcie dostała. Trzy miesiące później dowiedziała się, że w koszykarskiej lidze Polką być nie może. Znowu stała się Nigeryjką.

Charity Nwaamaka Egenti urodziła się w Lagos, stolicy Nigerii. Kiedy miała 12 lat, wraz z mamą i rodzeństwem pojechała do Houston. Rodzinę ściągnął do Teksasu ojciec. W USA grała w koszykówkę, a po skończeniu college'u trafiła do Europy. Cztery lata temu podpisała kontrakt z toruńską Energą. Zakochała się w Jacku Szczechowiaku, asystencie trenera. Wzięli ślub, ich córka Emmanuella ma już dwa lata. Od roku Szczechowiak jest zawodniczką Artego Bydgoszcz. W marcu otrzymała polskie obywatelstwo. Wcześniej miała już paszporty Nigerii i USA. Z uzyskaniem naszego obywatelstwa nie było łatwo, ale m.in. dzięki artykułowi w  Gazecie Wyborczej  udało się sprawę załatwić. Zakończenie było szczęśliwe i wszyscy byli przekonani, że Szczechowiak od nowego sezonu będzie występować jako Polka w ekstraklasie koszykarek. Tak się jednak nie stanie – donosi portal, będący internetową wersją „Gazety”.

Przepis o zawodniku miejscowym dałby np. szanse występu jako Polakowi – Davidowi Loganowi, który występował w klubach ze Starogardu Gdańskiego, Zgorzelca i Sopotu i wyjechał już jako reprezentant Polski zagranicę. Tam grał w lidze hiszpańskiej, w baskońskiej Vitorii, następnie w Panathinaikosie Ateny i Maccabi Tel-Aviv i… tyle go w Polsce widziano, ale zawodnik o takim profilu „niespalony” grą w reprezentacji USA – bo niej trafić dużo trudniej niż do francuskiej, Izraelskiej, nigeryjskiej czy litewskiej – jest zawodnikiem miejscowym.

Szkoda, że koszykarskie władze nie promują ludzi, którzy, choć w polskiej kadrze zagrać już nie mogą, to z Polską czują się związani. Żyją w Polsce, mają tu rodziny, tu zarabiają na chleb i tu wydają pieniądze, kupując samochody, wyposażenie mieszkań, żywność, dając tym samym zatrudnienie pracownikom w polskich sklepach i powiększając produkt krajowy brutto Polski.

Decyzja o wprowadzeniu przepisu ma zostać podjęta przez Związek w czwartek, 13 czerwca.